Zjednoczone bezkrólewie

Zjednoczone bezkrólewie

Choć wszyscy są dyplomatami z bogatą karierą i imponującym portfolio sukcesów, każdy ma inną historię i reprezentuje inne podejście do funkcjonowania ONZ. Oczywiście wszyscy chcą Narody Zjednoczone gruntownie zreformować, każdy jednak w innym kierunku. Jeremić zadeklarował na początku kampanii, że chce zmiany dominującego w organizacji paradygmatu na „bardziej aktywny, oparty na działaniu”. Punktem wyjścia do realizacji jego postulatów miałaby być reforma modelu operowania wojsk stabilizacyjnych ONZ, często oskarżanych o bierność, przymykanie oka na działania dyktatorów i ciche przyzwolenie na masowe zbrodnie. Jego program naprawczy dla Narodów Zjednoczonych zawiera aż 50 postulatów. Jednak nawet jeśli ostatecznie Jeremić zastąpi Ban Ki-moona, wątpliwe jest, by chociaż część z nich doczekała się realizacji. Jeremić chce bowiem zmienić m.in. zasady nominacji szefów agend Narodów Zjednoczonych, takich jak UNICEF, UNESCO czy UNHCR. Choć oficjalnie walczy o większy pluralizm i dostęp do czołowych stanowisk dla przedstawicieli mniejszych państw, wielu komentatorów twierdzi, że tak naprawdę przez zmiany w Radzie Bezpieczeństwa chce uderzyć w interesy – również finansowe oraz militarne – zachodnich mocarstw, głównie Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Nie pomaga mu też fakt, że jest kandydatem prawdopodobnie najmocniej popieranym przez Rosję – głosować na niego nie chcą kraje prowadzące z Moskwą otwarty konflikt, w tym zasiadająca do 2017 r. w Radzie Bezpieczeństwa Ukraina.

Malcorra – czas na kobietę

Zgoła odmienna jest pozycja Susany Malcorry. Argentyńska dyplomatka również startuje z kontrowersyjnymi hasłami, choć chce dokonać zmian w zupełnie innych aspektach funkcjonowania instytucji spod parasola ONZ niż Jeremić. Malcorra chce przede wszystkim złamać tabu związane z obecnością kobiety na stanowisku sekretarza generalnego – Organizacją Narodów Zjednoczonych przez ponad 70 lat jej istnienia rządzili bowiem tylko mężczyźni. Argentynka ma z pewnością największe z wszystkich faworytów kompetencje do reformowania ONZ. Przez lata pięła się po kolejnych szczeblach kariery wewnątrz jej struktur, wreszcie przez lata szefowała gabinetowi Ban Ki-moona, ma więc wiedzę dotyczącą funkcjonowania centrali, a nie tylko poszczególnych agend ONZ, co może okazać się decydujące w końcowych rozdaniach na forum Rady Bezpieczeństwa.

Malcorra chce walczyć o równouprawnienie kobiet na szczytach międzynarodowych władz i nie zamierza tego ukrywać. Kilka dni temu, po kolejnej rundzie głosowań, w której zajęła trzecie miejsce, przegrywając tylko z Guterresem i Jeremiciem, udzieliła głośnego wywiadu agencji AFP, mówiąc o seksizmie rządzącym wyborami personalnymi w ONZ. „Trudno jest nie czuć się dyskryminowaną, kiedy wchodząc na forum Rady, widzę tylko jedną kobietę”.

Guterres – spec od uchodźców

Na tle tej dwójki António Guterres wydaje się kandydatem zdecydowanie najbardziej skłonnym do konsensusu. I to właśnie ta cecha może mu dać zwycięstwo w wyścigu o schedę po Ban Ki-moonie. Sekretarzem generalnym ONZ – co często wytyka się jak ogromną wadę systemu wyborczego – zostaje bowiem najczęściej nie kandydat najbardziej przebojowy czy zapalony do reform, ale ten najmniej kontrowersyjny. Niesłużący żadnej potędze, ale żadnej nie drażniący. A już na pewno niezadzierający ani z Waszyngtonem, ani z Moskwą. Henry Cabot Lodge jr, wybitny amerykański dyplomata czasów zimnej wojny, ambasador tego kraju przy ONZ oraz m.in. w Wietnamie i RFN, zwykł nawet mawiać, że Narody Zjednoczone są „organizacją, która może wielu powstrzymać przed pójściem do piekła, ale nikogo na pewno nie wyśle do nieba”. Słowa te doskonale odzwierciedlają wyobrażenia na temat sekretarzy generalnych, ale pasują też do Guterresa. Na szefa ONZ w tej chwili pasowałby idealnie. Wcześniej był nie tylko premierem Portugalii, ale przede wszystkim Wysokim Komisarzem Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców. W chwili, gdy na pograniczach Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu szaleje kryzys migracyjny, a miliony uchodźców koczują w tymczasowych obozach, właśnie powstrzymanie wzrostu liczby imigrantów i tzw. uchodźców wewnętrznych (Internally displaced persons – IDPs) będzie największym wyzwaniem dla nowego szefa ONZ, przynajmniej na pierwszą kadencję. Poza tym Guterres unika szumnych zapowiedzi – chce, podobnie jak Jeremić, reformować Radę Bezpieczeństwa, ale w przeciwieństwie do rywala nie podał żadnych szczegółów. Interwencję zbrojną przeciw ISIS uważa za konieczną i zasadną, jednocześnie krytykując europejskich przywódców za nieskuteczną politykę migracyjną. Gdy tylko ujawniono, że jako reprezentanta kraju założycielskiego NATO może nie poprzeć go Rosja, od razu udzielił dość stonowanej wypowiedzi na temat rosyjskiej inwazji na Krym.

Wydaje się więc, że to Guterres ma w rękawie wszystkie asy potrzebne do zwycięstwa. Szkoda jedynie, że jego argumenty oparte są na „niedrażnieniu orła, niedźwiedzia i smoka”, czyli USA, Rosji i Chin. Jeśli cokolwiek można na podstawie jego kampanii wyrokować, to raczej cichą politykę zachowania status quo. A tego Narodom Zjednoczonym potrzeba najmniej.

Strony: 1 2

Wydanie: 34/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy