Złe duchy w MON

Złe duchy w MON

Klasyczny kopniak w górę, czy jednak dowód, że premier Buzek foruje tzw. swoich ludzi na przekór kryteriom kompetencji, opiniom wojskowych, a nawet woli samego ministra? Od kilkunastu dni na korytarzach MON toczy się mało znana publicznie debata – cóż może oznaczać nominacja dotychczasowego dyrektora generalnego w tym resorcie, Tadeusza Diema, na stanowisko podsekretarza stanu.
Jedni uważają, że w taki właśnie sposób min. Komorowski ułatwił sobie ewentualne usunięcie Diema, który jako dyrektor podlegał przepisom o służbie cywilnej i był prawie “nie do ruszenia”, a teraz, jako tzw. pracownik polityczny, może zostać zwolniony z resortu z dnia na dzień. Inni pesymistycznie uważają, że to raczej sygnał dalszego ubezwłasnowolnienia ministra w ramach rządu AWS. Dowodem na to, powtarzają, jest chociażby sprawa wyjazdu polskiej delegacji na nieformalne spotkanie ministrów obrony NATO w Birmingham, na przełomie września i października. Bronisław Komorowski wykreślił podobno wówczas Tadeusza Diema z listy polskich uczestników, ale po interwencji Jerzego Buzka, z którym obaj znają się od lat, Diem do Birmingham jednak pojechał.
Kariera Diema, powtarzają pracownicy MON, a także spora część wyższych rangą oficerów, to jedno z najbardziej zagadkowych zjawisk w resorcie obrony. Nazywany także “psujem” były ambasador RP w Kanadzie od dawna służy na korytarzach MON jako przykład niekompetencji i bufonady. Tadeusz Diem, według powszechnej opinii, jest osobą odpowiedzialną np. za faktyczną likwidację wojskowej służby zdrowia. Z opracowanego pod kierownictwem Diema regulaminu MON wyśmiewała się cała sejmowa Komisja Obrony. Inny kwiatek w rejestrze dokonań dyrektora generalnego MON to sformułowanie w projekcie ustawy kompetencyjnej, że “prezydent MA PRAWO (sic!) uczestniczyć w dorocznej odprawie kadry Wojska Polskiego”.
Wprowadzone przez byłego dyrektora generalnego, a dziś wiceministra, do ministerstwa zasady naboru do służby cywilnej, nie uwzględniające “wojskowej” specyfiki resortu, przyniosły kilka kontrowersji. Jeszcze przed rokiem 2000 przy okazji konkursu na dyrektora departamentu prawnego publicznie mówiło się, że wojskowy prawnik praktycznie nie może go wygrać. W kolejnych konkursach mogą startować absolwenci Krajowej Szkoły Administracji Państwowej (bez przeszkolenia wojskowego), w tym kobiety. Taka decyzja Diema wywołała m.in. negatywną reakcję wiceministra Romualda Szeremietiewa, który pytał m.in., czy wynikająca z tego jawność tzw. ankiet-opisów stanowisk pracy nie narusza zasad bezpieczeństwa w funkcjonowaniu resortu. Szeremietiew wysłał w tej sprawie specjalny list-zapytanie do szefa Służby Cywilnej i dostał odpowiedź, że dopuszczenie do takich konkursów osób “nie mających właściwych poświadczeń bezpieczeństwa” jest rażącym błędem ówczesnego dyrektora generalnego, bo może powodować łamanie ustawy o ochronie informacji niejawnych.
Jedyna kara, jaka za ten i wszystkie inne błędy spotkała Tadeusza Diema – żartuje się dzisiaj w MON – to tzw. kara boska, czyli upadek drabiny z dachu gmachu ministerstwa przy ulicy Klonowej na jego służbowy samochód.
W ostatnich dniach wątpliwości co do działań nowego zastępcy min. Komorowskiego dołożyła sprawa wypożyczenia samolotów dla wojska. Tadeusz Diem uważany jest za wielkiego zwolennika pozyskania używanych myśliwców F 16 z tzw. serii A/B, czyli – jak mówią piloci – “nie pierwszej, także technologicznej świeżości”. To on był jednym ze zwolenników nieprzekładania wyjazdu polskiej delegacji do Waszyngtonu na rozmowy w tej sprawie z sekretarzem obrony, Williamem Cohenem, akurat w dniach amerykańskich wyborów, bo wykupione były już bilety lotnicze. W ten sposób na jednej szali postawione zostało 9 tys. złotych z bieżącego budżetu MON i 3 miliardy dolarów, jakie być może trzeba będzie wydać w najbliższych latach na cały kontrakt na samoloty dla armii.
Wątpliwości, czy William Cohen będzie mógł przyjmować teraz jakiekolwiek zobowiązania wobec ewentualnej nowej republikańskiej administracji Busha Jr., nie zostały wzięte pod uwagę. Podobnie jak fakt, że wicepremier Steinhoff nie dał zielonego światła na wypożyczenie F-16, czyli innymi słowy, delegacja MON poleciała do Waszyngtonu głównie zobaczyć Amerykę w dniach wyborczej gorączki i trochę “pogadać”.

 

Wydanie: 46/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy