Złoty wiek zakończony rozbiorami

Złoty wiek zakończony rozbiorami

Upadek Polski w 1795 r. to wynik słabości państwa, konserwatyzmu magnaterii, przekupności szlachty i nierówności społecznych

Wrażenie jest silne i porównanie, niestety, ciśnie się samo. Z jednej strony, podziw obecnej koalicji rządzącej dla własnych niezwykłych sukcesów i „złotego wieku”. Z drugiej, katastrofalna sytuacja Polski w świetle danych statystycznych o wysokości zarobków i dysproporcjach majątkowych – dwie trzecie Polaków zarabia poniżej 2,7 tys. zł netto. Szanse zwykłego Kowalskiego na kupienie mieszkania są minimalne. Miliony Polaków z klasy średniej z trudem wiążą koniec z końcem, spłacając ogromne kredyty hipoteczne, nie tylko we frankach szwajcarskich. I tak dalej. Lista wad i usterek III RP jest niezwykle długa i kończy się na emeryturze, która była mała, a w nowym systemie jeszcze się zmniejszyła, gwałtownie i szokująco, z 70% pensji do 25-30%.

Taka sama sytuacja panowała w Polsce czasów saskich, gdy pośród zrujnowanego kraju elity sarmackiej szlachty zachwycone były polowaniami, swoją znakomitą sytuacją materialną i jakością pitych przez siebie trunków. W 1756 r. magnat Wacław Rzewuski zapewniał, że powodzi mu się świetnie, ilustrując stan tępego sarmackiego samozadowolenia wypowiedzią: „(…) nie masz pod słońcem narodu, który by z nami w szczęściu się zrównał. (…) obfitujemy chwała Bogu we wszystko, swoboda, dostatki, bezpieczeństwo, urodzaje (…). U nas lubo wojsko nieliczne, rady sejmowe niesforne, skarb niebogaty, ale że Bóg na nas łaskawy, a król o nas starowny, dlatego tylko my sami niby szczęścia jedynacy, swobodni, spokojni, ocaleni, bezpieczni w pośrzodku burzących się wzajem narodów zostaliśmy”.

Przepowiednie upadku

Rozbiory i upadek kraju z powodu nierządu i anarchii oraz innych niedomagań przepowiadali Polsce już Piotr Skarga i Andrzej Frycz Modrzewski, potem wracano do tego po wielokroć w XVII i XVIII w. Są na ten temat wypowiedzi Jana Kazimierza (wolna elekcja), Stanisława Leszczyńskiego, Jeana-Jacques’a Rousseau, Voltaire’a, Fryderyka II i innych. Właściwie kto przyjeżdżał do Rzeczypospolitej w XVIII w., dziwił się, że ona jeszcze istnieje i nie ginie rozgrabiona przez sąsiadów. Satyry na polskie liberum veto w Europie czasów sarmatyzmu były powszechne. W ośmieszaniu polskiego bezładu celowali Niemcy, ale obrazki takie pojawiały się również w Holandii. Jak czytamy w tekście z tamtej epoki, kuglarz holenderski „wór wróblów świegocących wysypał, a gdy te z niezmiernym hałasem porozlatywały się po izbie i każdy w swą stronę uleciały przez okna, spektatorowi powiedział, że to jest sejmu polskiego obraz, że taki sejm widział w Warszawie”.

PRL krytyczny stosunek do sarmatów przejęła po wcześniejszej historiografii, jednak III RP dla odróżnienia i w swoim konserwatyzmie sarmatów często lubi. Dotyczy to jednak tylko części historyków i zdominowanych przez prawicę mediów. Na lewicy pojawiło się ostatnio w związku z sarmatyzmem kilka ważnych prac. Jakiś czas temu w „Magazynie Gazety Wyborczej” Jan Sowa z Uniwersytetu Jagiellońskiego wypowiadał się na temat pozytywnych aspektów rozbiorów: modernizacji i rozwoju cywilizacyjnego. Sowa jest autorem krytycznej książki o fatalnej i koślawej historii sarmatyzmu „Fantomowe ciało króla”, co nie jest obecnie zjawiskiem częstym. Niedawno ukazała się kolejna jego praca, gdzie wraca do tych spraw od innej strony. Była poza tym książka Andrzeja Ledera, dawniej prace i wypowiedzi Andrzeja Walickiego (obecnie wznowione w cyklu prac zebranych), powracano też do Stanisława Brzozowskiego, u którego kwestia sarmatyzmu była ważna. W druku jest moja książka „Sarmatyzm a Prusy”, gdzie porównuję „neoliberalny”, niewydolny model państwa sarmackiego oraz ultranowoczesne, etatystyczne Prusy, które od roku 1700 do 1900 dzięki forsownej modernizacji „od góry” awansowały z zacofanej, feudalnej i agrarnej Europy Wschodniej na najpotężniejsze mocarstwo świata. Jest to ujęcie nowe, ponieważ do tej pory na Prusy patrzono u nas tylko od brzydszej strony, postrzegając je jako kraj militaryzmu, junkrów i despotyzmu oraz germanizacji. Też słusznie, ale jednostronnie i emocjonalnie, przez pryzmat rozbiorów i krzywd.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 38/2015

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy