Masoni w sutannach

Masoni w sutannach

Jak Kościół zwalczał po wojnie swojego ukrytego wroga

Kościół katolicki od wieków uważał masonerię za głównego wroga. Nawet pożoga wojenna i objęcie rządów w Polsce przez PPR nie przerwały antymasońskiej krucjaty. Krucjaty, na czele której stanął prymas Stefan Wyszyński.

„Istnieją oznaki, iż Kościół, zajęty przez dziesiątki lat atakami innych, wrogich mu sił, stanął obecnie znowu oko w oko z tym najdawniejszym, nieubłaganym swoim przeciwnikiem, który w chwili obecnej występuje pod postacią masonerii”, pisał kilka lat po wojnie Witold Sawicki, niegdyś członek Stronnictwa Narodowego, a później ekspert prymasa Wyszyńskiego do spraw masonerii.

Dojście do władzy PPR zapoczątkowało trudny okres w funkcjonowaniu Kościoła katolickiego nad Wisłą. Hierarchowie musieli na nowo ułożyć stosunki z rządzącymi, którzy nie ukrywali negatywnego stosunku do religii. Ogrom strat wojennych polskiego Kościoła – materialnych i osobowych – wymagał podjęcia wysiłku odbudowy struktur, a w wielu przypadkach tworzenia ich od podstaw.

Szczególne wyzwanie stanowiły Ziemie Odzyskane, gdzie należało zbudować sieć parafii i zintegrować wiernych przybyłych z różnych części kraju. Również postawa duchownych często wymagała uwagi przełożonych. Historyk Robert Żurek pisze, że pod koniec 1945 r. prymas August Hlond ostro skrytykował zakony, które „troszczyły się nie o potrzebujących wsparcia ludzi, lecz wyłącznie o pomnożenie materialnego stanu posiadania swoich zgromadzeń”.

Nieformalna antymasońska komórka

Mimo wielu wyzwań, przed którymi stanął polski Kościół po 1945 r., walka z tajnymi stowarzyszeniami nie straciła na znaczeniu. Wręcz przeciwnie. Jak przekonuje Tomasz Krok w książce „Antymasońska komórka Episkopatu Polski w świetle badań i dokumentów (1946-1952)”, już pod koniec 1946 r. Jerzy Krasnowolski, katolicki intelektualista związany z przedwojennym ZHP, przedstawił lubelskim biskupom pomysł utworzenia „ośrodka mającego na celu badanie masonerii pod względem zadań, celów i metod jej działalności, struktury, a także rozpracowanie pod względem personalnym”. Pomysł ten spotkał się z pozytywnym przyjęciem ze strony m.in. abp. Stefana Wyszyńskiego, stojącego wówczas na czele diecezji.

Podczas przesłuchania w 1952 r. Krasnowolski wspominał, że abp. Wyszyńskiego najbardziej interesowały „wpływy masońskie wśród duchowieństwa”. Z tego powodu hierarcha miał mu zlecić opracowanie materiałów i dostarczenie danych personalnych duchownych, którzy utrzymują kontakty z masonami lub istnieją co do tego przypuszczenia czy podejrzenia. Zgodnie z poleceniem Krasnowolski wkrótce przekazał pierwsze nazwiska, wśród których wymieniony został ks. Zygmunt Kaczyński. „Ks. Kaczyński – tłumaczył Krasnowolski – był związany z polską masonerią, ponieważ w okresie okupacji był ministrem oświaty w rządzie londyńskim, którego skład oparty był po większej części na masonach”.

Lista podejrzanych duchownych stopniowo się rozrastała. Obok ks. Kaczyńskiego znaleźli się na niej m.in. ks. Aleksander Kisiel, ks. Zygmunt Wądołowski (redaktor „Tygodnika Warszawskiego”), ks. Feliks de Ville, ks. Czesław Mytkowski oraz bp Zygmunt Choromański (od 1946 r. sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski). Według notatki sporządzonej przez oficera Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego „Wyszyński zgodził się, że Kaczyński jest indywidualnością silniejszą niż Choromański. Kaczyński jest masonem, a Choromański z nim współpracuje. Wyszyński polecił Pielewskiemu [pseudonim Krasnowolskiego], by dał mu jakieś materiały przeciwko Kaczyńskiemu i Choromańskiemu”.

„Jak ten człowiek tak nieprzejrzysty wykorzysta swoją znajomość z prymasem i łatwiejszy do niego dostęp? W czyim interesie się tym posłuży?”, zastanawiał się w swoim dzienniku Janusz Zabłocki, komentując bliskie relacje Krasnowolskiego z abp. Wyszyńskim, od 1948 r. prymasem Polski.

Metoda fałszywych nawróceń

Z upływem czasu misja Krasnowolskiego nabierała rozmachu. Otrzymywał on na działalność specjalne fundusze. „Na spotkaniach w Lublinie jeden raz albo dwa razy w kopercie przekazał mi Wyszyński Stefan około 20 tys. zł. Natomiast na spotkaniach w Warszawie otrzymywałem trzykrotnie w granicach 10-20 tys. zł za każdym razem”, zeznawał. W tym czasie, tj. pod koniec lat 40., 20 tys. zł to była dość wysoka miesięczna pensja.

Wkrótce do Krasnowolskiego dołączyli następni tropiciele masonów, w tym Stefan Świeżawski, pracownik naukowy KUL i współpracownik „Tygodnika Powszechnego” oraz Znaku. Na osobiste polecenie abp. Wyszyńskiego rozpracowywał on organizację Legion Maryi, która zdaniem przyszłego prymasa „miała charakter mistyczno-sekciarski”. Podczas jednego ze spotkań abp Wyszyński miał oświadczyć Świeżawskiemu, że „posiada informacje, że w stosunkach między rządem a masonerią zaszły jakieś poważne zmiany, i kazał to zagadnienie rozpracować”.
Nie tylko Prymas Tysiąclecia interesował się wpływami masonerii w Kościele i w kraju. Jak pisze Tomasz Krok, część raportów trafiała także do biskupa łódzkiego Michała Klepacza. Były to głównie materiały przygotowane przez Ludwika Tyborowskiego, w czasie wojny członka podziemnych struktur, później tropiciela okultyzmu. Zeznając w 1952 r., mówił: „Poinformowałem bp. Klepacza, że grupy masońskie dążą do zakłócenia i zerwania porozumienia pomiędzy Kościołem katolickim a państwem oraz zwalczania katolicyzmu”. Zdaniem Tyborowskiego te informacje wyraźnie hierarchę zainteresowały.

Aktywność komórki odpowiadała na istniejące w polskim duchowieństwie obawy przed masońską infiltracją Kościoła. Dobrze oddaje je notatka Krasnowolskiego, w której pisał: „Jedną z najbardziej podstępnych, a zarazem niebezpiecznych metod w walce z Kościołem była metoda fałszywych nawróceń. Będąc obliczoną na bardzo długą metę, powoduje stopniowy i powolny rozkład i dezorganizację. Paraliżuje najpierw ośrodki centralne i dyspozycyjne, niszczy dynamizm, niweczy wewnętrzną spoistość Kościoła, wprowadza chaos, jest czynnikiem powstawania sił odśrodkowych”.

Według Krasnowolskiego masoni dążyli do skłócenia Kościoła z nowymi władzami. Ich celem było bowiem, „by państwo w jak największym stopniu ograniczyło działalność i autonomię Kościoła, aż do jego zupełnego zniszczenia, na drodze brutalnej przemocy”. Jak przekonywał, „masoneria robiła i robi wszystko, by tę walkę zaostrzyć, po prostu »napuszcza« marksistów na katolików i prawdopodobnie odwrotnie”.
Z tego powodu Krasnowolski – i nie tylko on – za masona uznawał zarówno ks. Kaczyńskiego, jak i Henryka Świątkowskiego, ministra sprawiedliwości w latach 1945-1956. Pod władzą masonerii miały się znajdować także środowiska „Tygodnika Powszechnego”, Znaku i PAX. Spośród instytucji niezwiązanych z Kościołem za reprezentujące stanowisko „masonów i okultystów” uznawano m.in. Instytut Higieny Psychicznej i Instytut Badań Spraw Narodowościowych.

Doświadczenie z II RP

Jak wskazuje Tomasz Krok, przekonanie o silnych wpływach masonerii w strukturach kościelnych i państwowych nie zrodziło się po 1945 r., lecz miało długą historię. Zastanawiające, że w II RP atak Kościoła na organizacje masońskie zbiegł się w czasie z powstaniem Obozu Zjednoczenia Narodowego, łączącego elementy nacjonalistyczne i antysemickie. Zdaniem Czesława Ryszki, biografa prymasa Hlonda, uważał on, że „w międzywojennej Polsce w myśl masonerii trwała walka z Kościołem, a jej wyrazem była polityka rozdziału Kościoła od państwa”. Co ciekawe, jednym z duchownych odpowiedzialnych za zbieranie informacji o masonerii był wówczas ks. Kaczyński, który po wojnie sam został oskarżony o przynależność do wolnomularzy.

Inwigilację masonerii prowadzono również w latach wojny. „Aktywność masonerii w Polsce – pisał Bogdan Podgórski – spowodowała, że w łonie kontrwywiadu Komendy Głównej Armii Krajowej powołany został referat, który miał zajmować się inwigilacją, a także likwidacją osób podejrzanych o przynależność do struktur wolnomularskich oraz agitujących za porozumieniem z ZSRR”.

„Antymasońska komórka Episkopatu Polski”, o której pisze Tomasz Krok, nie powstała więc w próżni. Działały w niej osoby mające doświadczenie jeszcze sprzed wojny. Nad wszystkim zaś czuwali hierarchowie kościelni, na czele z – jeśli wierzyć zeznaniom Krasnowolskiego – abp. Stefanem Wyszyńskim, w przededniu jego mianowania na prymasa Polski.

Cenne informacje dla Kościoła i UB

Działalność komórki dostarczyła Kościołowi wiele cennych informacji. Tropiciele domniemanych masońskich spisków czynili różnorodne obserwacje, niekoniecznie związane z tajnymi organizacjami. Na przykład śledząc rodzinę Roberta Waltera, „jednego z najwybitniejszych astrologów”, Tyborowski zauważył, że: „Waltera łączy bardzo bliska przyjaźń z Bogdanem Maciejem Konopackim. Biblioteka jest nawet do pewnego stopnia ich wspólną własnością, ponieważ książki Konopackiego są włączone do biblioteki Waltera. (…) Na podstawie spostrzeżeń w stosunku Waltera do Konopackiego i odwrotnie należy przypuszczać, że Walter jest homoseksualistą”.

Tego rodzaju uwagi trafiały nie tylko do kościelnej hierarchii. Antymasońska komórka szybko bowiem została namierzona i rozpracowana przez Urząd Bezpieczeństwa. Krok pisze, że „organy MBP wykryły jej działalność już w 1949 r., jednak ze względu na interes operacyjny nie została ona zlikwidowana, natomiast trzej jej członkowie, w tym również Krasnowolski, zostali zwerbowani do współpracy z organami bezpieczeństwa publicznego”. Ostatecznie komórkę rozwiązano na początku maja 1952 r., aresztując m.in. Krasnowolskiego, Tyborowskiego, Witolda Sawickiego, Annę Sadkowską i ks. Stanisława Bajkę. Dla niektórych nie był to bynajmniej koniec agenturalnej kariery. Według Andrzeja Friszkego po wyjściu na wolność Krasnowolski nie zaniechał kontaktów i współpracy z UB, działając pod nowym pseudonimem „Stefan”. Pracował wówczas w PAX i dostarczane informacje dotyczyły pracowników wydawnictwa.

Chociaż antymasońska komórka nie wykryła żadnych spisków, przyczyniła się do aresztowania i skazania kilku działaczy opozycyjnych. Zebrane materiały miały dla UB dużą wartość operacyjną. Inwigilując podejrzane osoby, Krasnowolski przekazał UB np. fałszywą – jak się później okazało – informację o planowanej ucieczce Władysława Bartoszewskiego na Zachód, gdzie miał się nim zaopiekować Stanisław Mikołajczyk. Donos ten został wykorzystany w procesie, który zakończył się skazaniem Bartoszewskiego na osiem lat więzienia. Ostatecznie Bartoszewski wyszedł na wolność dopiero w 1954 r.

Sojusz państwa i Kościoła?

Kompromitacja komórki nie spowodowała zmiany nastawienia hierarchów kościelnych do masonerii. „Oni dziś przekonują komunistów, że powinni zlikwidować Kościół w Polsce – mówił o masonach prymas Wyszyński na spotkaniu z sekretarzem KC PZPR Franciszkiem Mazurem na początku 1953 r. – Bo masoneria też wierzy w to, że oni zwyciężą, podobnie jak wy. (…) W tej chwili komunizm jest »wynajęty« przez masonerię wszechświatową do likwidowania Kościoła. (…) Masoneria to wspólny wróg – i nasz, i wasz; my się znamy na nim już od dawna; wy zdradzacie naiwność początkujących wobec masonerii. Nie bądźcie ich najmitami i nie załatwiajcie sprawy masonerii – vulgo kapitalistów”.
Jak zauważa Krok w podsumowaniu swojej książki: „Sam fakt, iż najwyższy przedstawiciel władz Kościoła w Polsce w punkcie kulminacyjnym stalinizmu nazwał masonerię wspólnym wrogiem Kościoła i komunistów, a także wysnuł tezę o wykorzystywaniu komunizmu przez wolnomularzy, można interpretować jako próbę zachęcenia ówczesnych władz do podjęcia zdecydowanych działań względem pozostałości środowisk masońskich oraz okultystycznych w Polsce”.

Bibliografia:
T. Krok, Antymasońska komórka Episkopatu Polski w świetle badań i dokumentów (1946-1952), Gdynia-Kraków 2015.
R. Żurek, Kościół rzymskokatolicki w Polsce wobec Ziem Zachodnich i Północnych 1945-1948, Szczecin-Warszawa-Wrocław 2015.

Wydanie: 8/2017

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy