Zobacz, dokąd (nie) pojedziesz

Zobacz, dokąd (nie) pojedziesz

Po Zimie Ludów w krajach arabskich zmienią się letnie upodobania turystyczne Polaków

Widać, że jest ruch, przybywa klientów, szybciej się decydują, mamy więcej rezerwacji wakacyjnych. To, co się dzieje w krajach arabskich, plus islandzki wulkan to dla „krajówki” dobre wydarzenia – mówi Andrzej Kozłowski, prezes biura podróży FWP, firmy, która od ponad 60 lat specjalizuje się w organizowaniu wypoczynku w kraju. W minionych latach klienci FWP jeszcze w czerwcu byli niezdecydowani, niby rezerwowali, ale wciąż się wahali, zwlekali z wpłatami. – Tej wiosny i rezerwują, i wpłacają, wolą mieć pewność, że latem nie zabraknie dla nich miejsc nad morzem. Bałtyk cieszy się zdecydowanie największym powodzeniem. Decydujące znaczenie dla wzrostu zainteresowania wypoczynkiem krajowym ma jednak chyba to, że ludziom brakuje pieniędzy – dodaje prezes Kozłowski.
Jakkolwiek by liczyć, wakacje w Polsce zawsze są bowiem tańsze niż wakacje w tym samym czasie i w obiekcie zbliżonej klasy spędzone w jakimś państwie śródziemnomorskim. Za sprawą niepokojów społecznych dwa z tych państw – Tunezja i Egipt – nie będą tego lata gościć tylu polskich turystów, ilu dotychczas.

Darling odrabia straty
– Wyniki dotychczasowych rezerwacji na lato pokazują wyraźny spadek zainteresowania Egiptem i Tunezją. W ostatnich tygodniach Egipt zaczął jednak wracać do łask. Jeśli chodzi o ten rok, nasi klienci planują wakacje z dużym wyprzedzeniem. Sprzedaż lata 2011 rozpoczęliśmy we wrześniu zeszłego roku. Gwarantowaliśmy klientom, że jeśli w międzyczasie wycieczki stanieją, zwrócimy im różnicę. I Egipt rzeczywiście staniał, egipscy organizatorzy dają nam bardzo sympatyczne zniżki już od czerwca. Tunezyjscy partnerzy zniżek nie zaproponowali, poza tym w Tunezji wciąż jest godzina policyjna, co odstręcza turystów – mówi dyr. Janusz Misiarz z biura Triada.
W rezultacie Egipt zaczyna powoli odrabiać straty, a w rezerwacjach do Tunezji ciągle panuje stagnacja. Decydują o tym i inne względy. W Egipcie jest trochę więcej do zwiedzania niż w Tunezji, gdzie popularne były wakacje połączone z wypadami do Libii lub Algierii. Teraz oba te kierunki są nierealne. Pewne znaczenie mają też preferencje polskich pań, które tradycyjnie bardziej lubią towarzystwo w Hurghadzie czy Szarm el-Szejk niż w kurortach tunezyjskich (polski film dokumentalny „Darling I love You” pokazujący zachowania naszych turystek kręcony był właśnie w Hurghadzie).
To, że polscy turyści stopniowo wracają do Egiptu, widać i w innych biurach podróży. – Egipt teraz sprzedaje się dobrze, niskie ceny za dobrą jakość zachęcają do wyboru tego kierunku. Sytuacja panująca w Tunezji spowodowała, że szybciej wprowadziliśmy nowe dla nas kierunki, Kretę i Rodos. Hitem tego sezonu mogą zaś być Zjednoczone Emiraty Arabskie – wskazuje Wiesława Przybylska, menadżer marketingu i sprzedaży z Sun&Fun. W bogatym Dubaju czy Abu Zabi protestów bowiem nie odnotowano.

Kto korzysta na Zimie Ludów
O tym, że w podróżach do Egiptu i Tunezji cały czas panuje jednak kryzys, przekonuje Piotr Henicz, prezes biura Itaka: – Podczas tegorocznych wakacji będzie znacznie mniej wyjazdów do obu tych krajów. Rezerwacje spadły o jakieś 50%, to nie jest chwilowy regres. Biura, dla których sprzedaż wycieczek do Egiptu i Tunezji stanowi 70-80% obrotów, tego nie powiedzą. Dla nas to niespełna 10% obrotów, więc mogę mówić, jak jest naprawdę. Nasi klienci, którzy zrezygnowali z wakacji w pięciogwiazdkowych hotelach w Egipcie, wybierają Wyspy Kanaryjskie. Turyści z tańszych hoteli często decydują się zaś na Bułgarię.
Oba te kierunki korzystają na zmianach w naszych preferencjach wakacyjnych. W przypadku Bułgarii decyduje też krótki czas podróży z Polski i dosyć niskie ceny, zwłaszcza w gastronomii. Po wejściu do Unii Europejskiej zwiększyły się tam inwestycje w turystykę, przybywa dobrych hoteli. Bułgarski ślad nie jest jednak jeszcze jednoznaczny, bo nie wszyscy touroperatorzy zauważają wzrost zainteresowania Złotymi Piaskami i Nesebyrem. – Jest pan w tym roku pierwszą osobą interesującą się Bułgarią. W ciągu ostatnich trzech lat raptem trzy osoby pytały o wakacje w tym kraju – twierdzi przedstawicielka kilku biur podróży, urzędująca przy ul. Płockiej w Warszawie.
Na pewno natomiast więcej będzie wyjazdów do Grecji. Grecy, wciąż nękani kryzysem, zdecydowali się wreszcie na porządki w miejscowościach wypoczynkowych (w sensie całkiem dosłownym, uprzątając zwały śmieci), zawiesili opłaty lotniskowe, obniżyli ceny połączeń promowych, wprowadzili rabaty w hotelach i pensjonatach. I przynosi to efekty, zarówno w Grecji kontynentalnej, jak i na wyspach, mimo że można się tam spotkać ze wzmożonym napływem uciekinierów z państw afrykańskich. Jeśli nawet jednak nasi turyści wiedzą o emigrantach z Afryki, perspektywa takich spotkań na jakiejś greckiej wysepce jest dla nich wysoce abstrakcyjna.
Polaków, którzy szukają bezpiecznych wakacji, oprócz Grecji przejmują także Hiszpania i Francja. Odkrywamy tam stopniowo miejsca dotychczas mniej wśród nas popularne. W Hiszpanii jest to np. piękna Walencja i tamtejsze wybrzeże, we Francji owiana napoleońską legendą Korsyka. Sprzedaż letnich wycieczek do tych państw jest średnio o 20% wyższa niż przed rokiem. – Ale w jeszcze większym stopniu wzrosło zainteresowanie Turcją. Ten kraj przeżywa drugi rok turystycznego bumu, a tureccy hotelarze żyją jak pączki w maśle – mówi dyr. Janusz Misiarz z Triady. – W Turcji jest bardzo bogata oferta wyjazdów rodzinnych, z której Polacy chętnie korzystają – dodaje Wiesława Przybylska z Triady.
Wśród krajów bardziej egzotycznych rosnącym zainteresowaniem naszych turystów zaczyna się cieszyć Dominikana. – To nie tylko raj hoteli all inclusive. To także kraj ludzi bardzo gościnnych, całkowicie bezpieczny, gdzie są wspaniałe plaże i piękne krajobrazy – podkreśla dyr. Piotr Czorniej z biura podróży Exim Tours.
Na arabskiej Zimie Ludów korzystają też Chorwacja, Czarnogóra i Węgry, dokąd można z Polski dojechać samochodem w jeden-dwa dni. Tam Polacy coraz częściej chcą trafiać bez pośrednictwa biur podróży, rezerwując kwatery na lipiec i sierpień w internecie. Z naszej turystycznej świadomości całkowicie znikła natomiast Rumunia. Z wyjątkiem nikłego grona miłośników wampirów i bliskich spotkań z karpackimi niedźwiedziami prawie nikt nie chce tam jeździć. – Jeszcze za wcześnie dla nas, by wracać do Rumunii. Może za trzy-cztery lata – przewiduje Piotr Henicz, prezes Itaki.

Razem z firmą
Mimo arabskich niepokojów za wcześnie też, by Polacy zainteresowali się mniej typowymi kierunkami urlopowymi. – Wraz z wolnością zachłysnęliśmy się możliwością masowych wyjazdów do krajów śródziemnomorskich. Nie zauważam zatem specjalnego wzrostu zainteresowania wyjazdami do Gruzji czy na Krym – ocenia Waldemar Ławecki, prezes biura podróży Bezkresy.
Jeśli zaś odkrywamy miejsca mniej znane, to za sprawą podróży firmowych, często omijających popularne kurorty. Nowym zjawiskiem jest bowiem to, że na nadchodzące lato firmy planują więcej wycieczek urlopowych dla pracowników – zamiast wyjazdów integracyjnych w ciągu roku, podczas których trzeba uczestniczyć w idiotycznych zajęciach pokazujących rzekomą chęć konkurowania i zdolność do pracy grupowej. To przejaw stopniowego cywilizowania się relacji w korporacjach, a także braku kasy u Polaków, którzy na wakacje współfinansowane przez pracodawcę pojadą niezależnie od kierunku i nawet wtedy, gdy będą tam znajomi z pracy.
Przejawem braku środków, ale i samodzielności jest też to, że wciąż niewielu z nas decyduje się na najkosztowniejszą, lecz bardzo sympatyczną formę spędzania wakacji, jaką jest odwiedzanie kilku kempingów w różnych krajach podczas jednej podróży. Do tych miejsc trzeba dojechać autem, dogadać się w obcych językach, kupić sobie żywność i samemu znaleźć miejsca godne odwiedzenia. Wakacje na luksusowych kempingach są bardzo popularne wśród mieszkańców zachodniej Europy, my jednak, choć zaczynaliśmy od pól namiotowych, jesteśmy jeszcze na etapie masowych wycieczek lotniczych. – Nie ma na razie wzrostu zainteresowania naszą tegoroczną letnią ofertą – mówi Magda Gołębiewska z biura Vacansoleil, zajmującego się rezerwacją domków na kempingach całej Europy.

Magister na drodze
Z analiz naszej ubiegłorocznej aktywności, dokonanych przez Instytut Turystyki, wynika, że uczestniczyliśmy w 7 mln zagranicznych wyjazdów turystycznych (ze spędzeniem choć jednej nocy na obcej ziemi), co oznacza 13-procentowy wzrost w stosunku do roku 2009. Nikt nie wie, ilu z nas rzeczywiście wypoczywało, a ilu pracowało. Wiadomo natomiast, że największy przyrost gości z Polski zanotowano w Hiszpanii, Turcji, Francji, Grecji i na Litwie. Na czele są jak zawsze Niemcy, ale to z powodów zawodowo-tranzytowych (jadąc na zachód, trudno tam nie zanocować). Największy regres nastąpił zaś w wyjazdach do Irlandii, Belgii, Holandii i Austrii. W przypadku trzech pierwszych państw to wynik słabszych perspektyw w kwestii pracy. W przypadku Austrii chodzi o to, że tamtejsze nartostrady są gorsze niż we Francji, Włoszech i w Szwajcarii, a austriaccy gospodarze mniej sympatyczni niż właściciele pensjonatów w innych krajach alpejskich.
Generalnie, jak wynika z rezerwacji dotyczących nadchodzącego lata, w tym roku rośnie zainteresowanie i wyjazdami krajowymi, i zagranicznymi. Utrzymuje się ubiegłoroczna tendencja, że wyjeżdża i wypoczywa mniej rodaków, ale jeżdżą częściej i na dłużej. W 2010 r. statystyczny Polak odbył 1,4 podróży, w 2009 r. tylko 1,1 podróży. To jeden z bardziej znaczących aspektów zróżnicowania społeczno-ekonomicznego w Polsce – i publicznego szczycenia się tym zróżnicowaniem (oczywiście przez tych, którzy są na górze).
Bogatsi i lepiej wykształceni wyjeżdżają nawet dwa i trzy razy w ciągu lata w różne atrakcyjne miejsca Europy – i chętnie o tym opowiadają. Biedniejsi mogą najwyżej wyskoczyć gdzieś w Polskę na tydzień, ale poza szczytem w pierwszej połowie sierpnia. Dlatego za granicą wypoczywamy coraz drożej (dzienne wydatki Polaka na wyjeździe zagranicznym wzrosły o 23%), w Polsce zaś coraz taniej (dzienne wydatki krajowe spadły o 7% w przypadku wyjazdów długookresowych i o 3% w przypadku krótkookresowych, do dwóch dni). I oczywiście z zagranicznych wakacji korzystają głównie ludzie z wyższym wykształceniem. W 2010 r. na urlop do innego kraju wyjechał co trzeci magister i tylko co 12. absolwent zawodówki.

Wydanie: 22/2011

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy