Zrobię wszystko, by wygrać

Zrobię wszystko, by wygrać

W boksie nie ma miejsca dla mięczaków. Dostaje się w łeb i jeżeli ktoś nie potrafi się z tym pogodzić, niech idzie grać w szachy Krzysztof Diablo Włodarczyk – (ur. 19 września 1981 r. w Warszawie) bokser, mistrz interkontynentalny IBF i mistrz świata organizacji IBC oraz WBC Fecarbox w kat. junior ciężkiej. 36 walk wygranych, jedna przegrana. Duże szanse zrobienia prawdziwej kariery. 25 listopada br. najważniejsza walka życia. – Ładnie to tak żyć z bicia innych ludzi? – (śmiech) Może nie to, że niczego innego nie potrafię, ale nigdy nie próbowałem nawet robić czegoś innego. Byłem trudnym dzieckiem, buntowałem się, robiłem wszystko po swojemu, dokuczałem strasznie, nie tylko zresztą rodzicom. I przyszedł moment, że trzeba było coś ze swoim życiem zrobić. – Ktoś powiedział: Krzysiek, to ty lepiej wyładowuj się w ringu? – Mówili mi: Jak nie wiesz, co robić, nudzisz się, to zapisz się do jakiejś sekcji sportowej, zrób coś dla siebie. Najpierw był kick-boxing, chyba ze trzy miesiące, później zapasy, też jakieś kilka miesięcy, następnie karate. Wtedy doszło do mnie, że na wszystko trzeba czasu, a ja chciałem umieć to od razu. To było myślenie błędne, bo żeby dojść do czegoś, trzeba cierpliwości i pracy, pracy, pracy… 11 lat temu tata mi powiedział: Krzysiek, a może boks? Czemu nie? – pomyślałem. Zawiózł mnie do sekcji bokserskiej do Hali Mirowskiej. Pamiętam jakieś sparingi, był Stasiek Łakomiec, później doszedł Raubo. Śmiali się ze mnie, że rudy jestem. Pokpiwali, że mam długą brodę, więc będzie łatwo w nią trafiać. Sprawdzali mnie, moją psychikę. Pierwszy sparing miałem z kolegą Alkiem Kopciem. Tak mi nocha rozbił, że krwią mogłem chyba zamalować dwupokojowe mieszkanie. Trener co rundę pyta, czy koniec, a ja: Nie, trenerze, jeszcze. Stłukł mi nos tak, że potem już mi krew z nosa nie leciała, bo chyba cała wyciekła… Przełamałem barierę psychiczną, bo boks jest specyficzny, dostaje się w łeb i jeżeli ktoś nie potrafi się z tym pogodzić, niech idzie w szachy grać albo piłkę kopać. Nie ma miejsca dla mięczaków. – Nie dość, że musi pan uważać na ciosy rywali, bo zdarza się przecież, że ktoś tam pana czasem trafi, to jeszcze obija pan sobie głowę, jeżdżąc na nartach wodnych. Dlatego musiał pan zakładać na sparingi specjalny kask ochronny. Trzeba chyba uważać i szanować głowę. – (śmiech) Kocham adrenalinę, uwielbiam sporty ekstremalne, a na nartach wodnych już wcześniej jeździłem. Myślałem, że jak wsiądę na narty któryś tam raz, to nic mi się nie stanie. Wiadomo, że sportowcy mają lepszą koordynację, są bardziej elastyczni, gibcy, są lepiej przygotowani do czegoś takiego jak narty wodne. A tu niespodzianka. Wybiło mnie na fali, kiedy chciałem przez nią przeskoczyć, i narty poszły w górę, a ja w dół. Spotkaliśmy się w połowie, ale całe szczęście, że nie dostałem nartą w oko, tylko w nos, bo mogło być jeszcze gorzej. Szczęście w nieszczęściu. – Ten wyraźny ślad na nosie to po narcie wodnej? – Tak. – Chyba na razie nie będzie żadnych nart wodnych? – Tak, żadnych nart, ale po prostu kocham takie zajęcia, jeszcze na przykład jazdę motocyklem. Kocham szybkość, ale oczywiście bezpieczną. W końcu ma się dla kogo żyć. Mam wspaniałego syna i nigdy bym niczego takiego nie zrobił, by zabrakło mu ojca. Szybkość jest bardzo potrzebna w ringu. – Sześć tygodni niedawno spędzonych w Chicago to najcięższe sześć tygodni w życiu? – Najcięższe, najdłuższe sześć tygodni. Gdyby nie ludzie, którzy tam byli razem ze mną, chyba nie przetrwałbym. Kocham wolność, a w Chicago byłem niemal jak w więzieniu, w miejscu, którego nie znałem, z którego nie mogłem nigdzie wyjść, pójść posłuchać muzyki czy na dyskotekę. Nic nie mogłem robić, tylko trenować, i to bardzo ciężko. – Trenują pana Fiodor Łapin i Jan Sobieraj. – Fiodor Łapin jest Rosjaninem, który już od 15 czy 16 lat mieszka w Polsce. To bardzo dobry trener, nie można mu niczego zarzucić. Jest niezwykle uparty w dążeniu do celu. Z punktu widzenia sportowego jest świetny, ale czasem pytam go, czy mogę pójść tu czy tam, i niestety, najczęściej nie dostaję zgody. I to jest jakiś mankament. Ale jest znakomitym trenerem, dużo mówi, rozmawia, doradza. Żałuję

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2006, 47/2006

Kategorie: Wywiady