Niech ZUS skończy z wykrętami

Niech ZUS skończy z wykrętami

Prof. Gajek mówił: “Jesteśmy w połowie drogi”. Tyle że ja już to słyszę od bardzo wielu miesięcy

Rozmowa z Ewą Lewicką, wiceminister pracy

– Ostatnio słyszeliśmy, że w ZUS-ie dzieje się coraz lepiej i raptem, w ubiegłym tygodniu, dowiedzieliśmy się od pani, że jest tak źle, iż trzeba zmienić prezesa. Dlaczego nie informowała pani wcześniej o problemach z ZUS-em?

– Miesiąc i dwa miesiące temu broniłam ZUS-u, gdy pojawiły się zarzuty, że Zakład jest w fatalnej sytuacji finansowej i organizacyjnej, grozi mu zapaść, a emeryci nie dostaną pieniędzy na czas. Była to nieprawda, bo kondycja firmy poprawia się od października 1999 r. i dziś jest dobra. Sprzyjało temu wyjście niektórych branż z kryzysu finansowego. Jednak podczas kwietniowego posiedzenia sejmowej Komisji Nadzwyczajnej ZUS przyznał się do opóźnień we wdrażaniu systemu informatycznego. Zostało to także powiedziane wyraźnie przeze mnie.
– Te opóźnienia nie są przecież żadną nowością.
– Ale trzeba z tego wreszcie wyciągać wnioski i podejmować decyzje, aby uprawdopodobnić termin 1 września (przesuwany już zresztą dwukrotnie), gdy powinno się zacząć informowanie o stanie kont każdego z nas. A pan prof. Gajek mówi: “Nie, to jest proces, który musi trwać bardzo długo, powinien przebiegać spokojnie”. Tymczasem nie ma nawet żadnego harmonogramu działań, który wiązałby strony – ZUS i Prokom – będące dziś w sytuacji patowej.
– Można to zrozumieć, przepisy wprowadzające reformę emerytalną zmieniały się niemal w biegu.
– Słyszę te opowieści już od bardzo dawna. Przepisy, owszem, były zmieniane – ale prawie dwa lata temu i na żądanie ZUS-u. Nie można cały czas powtarzać takiego argumentu, bo to są wykręty.
– No więc, jakie są prawdziwe powody opóźnień?
– Muszą być jeszcze inne przyczyny, nie ujawniane przez kierownictwo ZUS-u – ani Radzie Nadzorczej, która o to prosi, ani resortowi pracy. Okazuje się, że jednym z powodów opóźnień mogły być bardzo długie procedury zamówień publicznych. Zdaniem prof. Gajka, trzeba się “obudować” na wypadek, gdyby ktoś chciał zarzucić niegospodarność czy niecelowe wydatki. Przecież nie można się skupiać tylko na tym. Przez to, że nie podejmuje się decyzji, grożą nam kolejne opóźnienia. Wiadomo, że nie wszyscy od razu zostaną poinformowani o stanie kont, to proces rozłożony na rok, ale żeby w ogóle zacząć i zarejestrować pierwszych klientów, trzeba zbudować i przetestować system informatyczny.
– Na razie system jest, ale prowizoryczny…
– Ten system ma ograniczoną wydolność i nie spełnia wielu funkcji, nie pozwala np. korygować popełnionych błędów. Przejście na system docelowy wiąże się z pewnym ryzykiem. To ryzyko trzeba ocenić, ustalić, czy nie spadnie efektywność przesyłania składek do II filara, czy, do wciąż niedoskonałego oprogramowania, które jest obecnie testowane, można wprowadzić konieczne zmiany. My tego wszystkiego nie wiemy, sytuacja jest tajemnicza i niedobra.
– Prof. Gajek mówi, że dostarcza wszelkich żądanych informacji.
– Te informacje były tłumaczeniem się, dlaczego czegoś nie ma i podnoszeniem, że jeszcze coś trzeba zmienić i poprawić. Brakowało perspektywy czasowej. Kilka dni temu pan prezes stwierdził, że jest mało prawdopodobne, by termin 1 września został dotrzymany, ale potem, w rozmowie z panem wicepremierem Komołowskim powiedział, że jednak jest na to szansa. Czyli, pod wpływem napięcia, jakie powstało wokół ZUS-u, uzyskaliśmy dwie sprzeczne informacje. Która jest prawdziwa?
– Prof. Gajek wyprowadził ZUS z kryzysu finansowego…
– Siła poparcia społecznego dla pana profesora jest bardzo duża, ale argumenty są mocno przesadzone, bo dobrą kondycję finansową budował wysiłek pracowników całego ZUS-u, sensowna postawa wobec dłużników, decyzje polityczne rządu. Nie można jednemu człowiekowi przypisywać wszystkich zasług. Nie chodzi mi tylko o kondycję finansową tej instytucji, choć jest to niezmiernie ważne i nie wolno tu nic popsuć. Mam nadzieję, że utrzyma się dobry stan finansów. Chodzi, powtarzam, o system informatyczny. Pan profesor mówił: “Jesteśmy w połowie drogi”. Tyle że ja już to słyszę od bardzo wielu miesięcy. W procesie zarządzania ZUS-em brakuje podejmowania decyzji.
– Podobno oczekuje się, że pójdzie pani na rękę Prokomowi, co sprawi, że firma ta, ułagodzona finansowo, przyśpieszy komputeryzację ZUS-u?
– Bardzo oburzyła mnie sugestia prof. Gajka, że wywierano na niego naciski, by Prokom odniósł korzyści ze sporu między dwiema stronami. Nic takiego nie miało miejsca, nie było żadnych rozmów o pieniądzach i o tym, co można byłoby zrobić z korzyścią dla Prokomu. Tylko nie zadowalają mnie tłumaczenia prof. Gajka, że wprawdzie mamy swój wewnętrzny harmonogram, ale trudno go narzucić drugiej stronie, bo Prokom nie chce wiązać się harmonogramem. No to, w jakich relacjach są te dwie strony, skoro nie mogą nawet ustalić harmonogramu? Przecież to może trwać i kilka lat. Sadzaliśmy więc obie strony do stołu, mówiąc: zakończcie negocjacje dotyczące umów i cen, posuńcie się do przodu, realizujcie kontrakt albo postawcie diagnozę, że się nie da i rozstańcie się. Ale nie można ciągle mówić, że kłócimy się miesiącami, a postępów nie ma.
– Podobno też przedstawiciele rozmaitych firm naciskali na panią i wicepremiera Komołowskiego, by ZUS im trochę “poluzował” ze ściąganiem składek?
– Nie, to nieporozumienie. Tak samo jak pan prof. Gajek uważam, że należy ścigać dłużników ZUS-u. Zawsze jednak, gdy podejmuje się decyzje polityczne dotyczące całych branż, trzeba zadać sobie pytanie, czy te branże “wydolą” przy obecnych obciążeniach. Gdy przyjmowaliśmy program restrukturyzacji kolei, hutnictwa i zbrojeniówki, takie pytanie sobie zadawaliśmy. Ale chodziło zawsze o ulżenie w polityce wobec całych branż, nigdy wobec konkretnych firm.

 

Wydanie: 21/2001

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy