Zwolennicy diety dr. Kwaśniewskiego wierzą w uzdrawiającą moc skwarek Ich guru to dr Jan Kwaśniewski, twórca tzw. diety optymalnej. Wierzą w uzdrawiającą moc skwarek, tłuszczu dotąd odcinanego od szynki i jajecznicy z samych żółtek. Bliscy są im dwaj politycy – Piotr Jaroszewicz i Lech Wałęsa. Jaroszewicz był pierwszym politykiem, który potraktował ich poważnie, Wałęsa głosi, że wyleczyli go z cukrzycy. Do tej pory nie mieli żadnych sław, a najwyższy stopniem był generał, ich nestor, bo z 30-letnim stażem. Twierdzą, że jest ich w Polsce kilkaset tysięcy, na świecie około 2 mln. Mają swoje bractwa, władze, doradców, dziennikarzy i ośrodki. Ci, którzy przyjechali do warszawskiej Sali Kongresowej, są miłymi, otwartymi, pełnymi energii ludźmi. Dzielą się na starych – jak mówią, praktykujących kilka lat – i młodych, początkujących. Weterani śmieją się z nowicjuszy, którzy bali się, że będą karmieni samym sadłem. Optymalni cieszą się z trzech rzeczy: po pierwsze, wyrwali się z terroru wegetarianów i dietetyków, którzy całe życie straszyli ich cholesterolem. Dla Stanisława Marczyńskiego takim straszakiem była kochająca żona, która robiła tym więcej surówek, im bardziej on, oficer WP, tracił siły. Osłabiony Marczyński nie miał na nic ochoty, nawet na zajmowanie się swoimi ukochanymi pszczołami. Teraz odzyskał energię i dziarsko przeskakuje marmurowe stopnie. Po drugie, kto się staje optymalny, ten wraca do dzieciństwa. Walenty Hoduch prowadzi w Bardzie Śląskim specjalne wczasy i widzi, z jakim wzruszeniem ludzie smakują salceson i podroby. – Wszystko, na czym się wychowałem, nagle okazało się trucizną – mówi Krzysztof z Radomia. – Teraz, po latach, zjadłem kaszankę i się popłakałem. Trzecia rzecz, z której się cieszą optymalni, to przechytrzenie lekarzy. Prawie cała Sala Kongresowa to przypadki określane przez medycynę jako przewlekłe albo nieuleczalne, a już na pewno wymagające stałej terapii. Padają nazwy wszystkich chorób, każda minęła. W kolejce do damskiej toalety prezentowane są dawniej sine palce, sztywne stawy. Powtarza się motyw lekarskiej bezradności. Odchudzanie, z którego słynie dieta, to tylko skutek uboczny tej rewelacji. Optymalni cieszą się też z oszczędności. – Więcej niż 150 zł miesięcznie na to wszystko nie wydam – ocenia prezydent Lech Wałęsa, który jest najnowszą zdobyczą Kwaśniewskiego. – U mnie miesiąc pobytu kosztuje 1,8 tys. zł – chwali się Walenty Hoduch. – Dziennie zje się cztery żółtka, kostkę masła. No to ile to kosztuje? Liżą talerze i nie wierzą W rodzinie Steców pierwsza zaczęła Lidia. Środki przeciwbólowe to jedyne, co zaproponowano jej na jelito wrażliwe. Teraz pani Lidia nie pamięta, czym jest ból (pokazuje, że znikły też kurze łapki wokół oczu), a wraz z nią optymalnie odżywiają się i mąż, i syn. To 16-letni Michał, gdy wyleczył grypę gorącym rosołem i pięćdziesiątką rumu, poprosił mamę, by porozmawiała z rodzicami kolegów. – Ściana. Nie dali sobie pomóc – wspomina Michał. Optymalni boleśnie przekonali się, że znajomi nie czekają na „misję tłuszczu”. Pani Anna z Poznania specjalnie zaprosiła przyjaciół. Nasmażyła wątróbki, w osobnej miseczce stał jeszcze gęsty sos do polania, i zaczęła wykład. Do Józka, któremu bok dziwnie mrowi, do Jadzi z zaćmą, do Ireny z podrażnionym woreczkiem żółciowym. – Co ty, do jakieś sekty należysz, gorzej niż świadek Jehowy nawijasz. Przecież nam się żyły pozatykają – tacy byli oburzeni. Ale talerze prawie wylizali. Teraz pani Anna tylko odpowiada na pytania. Jak kogoś przyciśnie, idzie do niej. A dzieci, tak niegdyś przeciwne, dzwonią i proszą: – Zrób nam tej swojej optymalnej jajecznicy. Zofia z Nowej Soli chciała coś w życiu zmienić. W bractwie spodobało się jej, że ludzie są tacy pogodni na złe czasy. Jeździ na spotkania z koleżanką, która też uważa, że smalec to lepszy powrót do natury niż zioła. Optymalni ciężko znoszą reklamy – wszystko chude, light albo słodkie. Albo jakiś olej z pierwszego tłoczenia, albo batonik dodający energii lwicy. A nikt nie reklamuje ich ukochanych jajek. – Idiotyzm – denerwuje się pan Darek (były księgowy) – ja to się dopiero teraz czuję jak po viagrze. Wtóruje mu Walenty Hodziuk, który przestał się
Tagi:
Iwona Konarska







