Tam, gdzie życzenie kobiety jest prawem

Tam, gdzie życzenie kobiety jest prawem

Turystyka kantonowa

Liczba legalnych aborcji spadła w Szwajcarii od lat 70. o ok. 30%. Bo również w poprzednich dekadach Szwajcarki usuwały niechciane ciąże. Mimo surowego prawa, przewidującego wysoką grzywnę i karę więzienia zarówno dla lekarza (pięć lat), jak i dla kobiety (trzy lata). Zazwyczaj legalnie, co wymagało wielu starań. I we własnym kraju, choć często nie we własnym kantonie. Celem turystyki aborcyjnej były duże miasta, najlepiej protestanckie, takie jak Zurych, Genewa czy Lozanna. – Były wówczas duże różnice pomiędzy kantonami i w niektórych dostęp do aborcji był łatwiejszy. W dużych miastach można było znaleźć szpital, lekarza, który przeprowadzał aborcję bez wskazań medycznych. Choć wymagało to opinii drugiego lekarza, zazwyczaj psychologa, który musiał potwierdzić, że ciąża jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia psychicznego kobiety – wyjaśnia Gesine Fuchs. Tak ciążę usunęła jedna z twarzy szwajcarskiego ruchu pro-choice, Doris Agazzi, która o swoich doświadczeniach z lat 70. opowiedziała w telewizji w kampanii poprzedzającej referendum z 2002 r. – Po potwierdzeniu ciąży przez ginekologa musiałam udać się do psychologa. Ten po wizycie wręczył mi do podpisania dokument stwierdzający, że mam niestabilną i depresyjną osobowość. Zaprotestowałam, ale psycholog powiedział, że jeśli chcę mieć legalny zabieg, muszę to podpisać. To moje najgorsze wspomnienie dotyczące tamtej historii – wspominała w jednym z wywiadów.

Wraz z legalizacją aborcji na życzenie zniknęło podziemie aborcyjne. Ostatni wyrok za nielegalny zabieg zapadł w 1988 r.

Publiczna„sprawa prywatna”

Szwajcaria zna twarze kobiet, które miały aborcję. Choćby wspomnianą już Doris Agazzi. Aktywnie zaangażowana w lokalnym Kościele protestanckim nie spotkała się z aktami nienawiści po opowiedzeniu swojej historii w telewizji. Owszem, dostała parę nieprzyjemnych listów czy mejli, ale w miejscowej społeczności nikt nie traktował jej inaczej czy gorzej. Ludzie często podchodzili, mówiąc, że podziwiają jej odwagę opowiedzenia o sobie tak otwarcie. Czasem dodawali po prostu, że aborcja jest niezgodna z ich przekonaniami. – To dla mnie ważne, by powiedzieć, że jako chrześcijanin też możesz opowiedzieć się za aborcją. To kwestia solidarności. Okrucieństwem jest zmuszać kobietę, by nosiła dziecko, którego nie chce – mówiła w wywiadzie.

Jeszcze lepiej znana jest aktywistka i polityczka Anne-Marie Rey, która przez kilka dekad walczyła o legalizację prawa do aborcji. Sama zabiegowi poddała się jako młoda kobieta. I jak wielokrotnie mówiła, nigdy tej decyzji nie żałowała. Później z mężem mieli trójkę dzieci. Rey niemal do końca życia angażowała się w działania ruchu pro-choice.

Na forum dla cudzoziemców w Szwajcarii Jane dzieli się swoim problemem. Jest w szóstym tygodniu ciąży i podjęła decyzję o aborcji, której chce się poddać jak najszybciej. Szuka w Lozannie mówiącego po angielsku lekarza. Pod jej postem kilkanaście odpowiedzi od kobiet, które doradzają lekarzy, podpowiadają, jak najszybciej zgłosić się na zabieg, trzymają kciuki, by wszystko poszło po jej myśli. Żadnego hejtu, porad, by zmieniła decyzję. Dominują rzeczowość i życzliwość. – Oczywiście doświadczenia związane z aborcją to nie jest temat, o którym w Szwajcarii rozmawia się przy lunchu, ale też nie absolutne tabu. Czasami kobiety mówią o tym rodzinie, przyjaciołom – stwierdza dr Fuchs.

Wydaje się, że w stabilnej Szwajcarii aborcyjnemu status quo nic nie zagraża. W końcu poprzednie prawo obowiązywało tu przez 66 lat. Jednak w 2014 r. temat aborcji powrócił – za sprawą kolejnego referendum, tym razem dotyczącego finansowania zabiegu. Kampania „Finansowanie aborcji prywatną sprawą”, zainicjowana przez ugrupowania katolickie, okazała się jednak porażką inicjatorów. Niemal 70% głosujących chciało dalszego finansowania w ramach podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego. – Decyzja o tym, czy dokona się zabiegu, nie powinna mieć nic wspólnego z myśleniem o jego kosztach. Aborcja powinna być wyłącznie kwestią wyboru moralnego i decyzji kobiety. I nie może być tylko dla bogatych – tak o swojej decyzji mówili Szwajcarzy. Nie podobała im się też zakładana w projekcie nierówność płci – za zabieg miałaby płacić kobieta.

Jak twierdzą niektórzy, kampania związana z finansowaniem aborcji była dla konserwatystów pierwszym krokiem, by w przyszłości podważyć liberalne prawo. – W Szwajcarii jest wiele grup pro-life, którym nie podoba się obowiązująca ustawa. Jeżeli jednak inicjatywa zdobyła większość w referendum, musiałby się znaleźć istotny powód, by forsować zmiany – zaznacza dr Fuchs. Na razie, gdy liczba aborcji systematycznie spada, a w kraju od kilkunastu lat rodzi się coraz więcej dzieci, takiego powodu nie ma.

Strony: 1 2

Wydanie: 42/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy