Strach przed Oleksym

Strach przed Oleksym

Mógł być biskupem

Józef Oleksy urodził się 22 czerwca 1946 r. przy ul. Zdrojowej 47 w Nowym Sączu. Matka zajmowała się szyciem strojów góralskich, ojciec był stolarzem i sam wykonał wszystkie domowe meble. Mająca czwórkę dzieci rodzina była niebogata, bardzo pobożna, w domu nigdy nie było alkoholu. Już czteroletni Józek towarzyszył księdzu z dzwonkiem w trakcie mszy. W nagrodę wcześniej niż inne dzieci, jeszcze przed rozpoczęciem nauki w szkole, przystąpił do komunii i został ministrantem. Jako siedmiolatek był już szefem ministrantów, wstawał o szóstej rano i biegł do kościoła parafialnego św. Małgorzaty. Matka Michalina bardzo chciała, aby został księdzem.

Najpierw Józef Oleksy służył do mszy ks. prałatowi Władysławowi Leśniakowi, potem ks. Zenonowi Rogoziewiczowi. To ci dwaj księża ukształtowali jego osobowość nie tylko duchową, prowadzili z nim rozmowy na ważne tematy, traktowali go po partnersku, organizowali czas wolny, mecze, wycieczki.

W szkole podstawowej miał dwóch katechetów, których też bardzo dobrze wspominał, księży Dydonia i Kiełbasę. Oni też stwierdzili u chłopca oznaki powołania i w czwartej klasie wysłali go na dwa tygodnie do domu rekolekcyjnego w Ciężkowicach. Jego matka już wiedziała, że Józek zostanie księdzem, i gdy skończył podstawówkę, zapisała go do Niższego Seminarium Duchownego w Tarnowie. Tam zamieszkał, uczył się dobrze. Do przywdziania sutanny było już bardzo blisko.

Tymczasem w 1963 r. władze rozwiązały tarnowskie niższe seminarium i jego uczniowie musieli kontynuować naukę w innych szkołach. Po wielu kłopotach Oleksy dostał się do Liceum im. Kazimierza Brodzińskiego w Tarnowie i tam zdał egzamin dojrzałości. Przez długie lata prawie z nikim nie rozmawiał o pobycie w seminarium. Gdy został marszałkiem Sejmu, matka powiedziała dziennikarzowi „Gazety Krakowskiej” Jerzemu Leśniakowi, że gdyby jej syn skończył seminarium, z pewnością nosiłby nie laskę marszałkowską, lecz biskupi pastorał.

Lęk przed kompromitacją

Sześć miesięcy dyskusji i wielki strach, że przygotowanie uchwały o nadaniu honorowego obywatelstwa Oleksemu skompromituje wnioskodawców. Gdyby doszło do głosowania, przynajmniej byłoby wiadomo, kto w Nowym Sączu był do niego przyjaźnie ustosunkowany, a kto mu źle życzył. W Warszawie, po aferze z Olinem i przeproszeniu w Sejmie w 2001 r. przez marszałka Aleksandra Małachowskiego, po siedmiu latach oczyszczania się z oskarżeń lustracyjnych, Józef Oleksy powrócił do polityki. W Nowym Sączu mało kogo przekonywały jego wypowiedzi, że jest niewinny, i wyroki sądów, które poświadczały jego słowa.


Tylko Małachowski przeprosił

Wicemarszałek Sejmu Aleksander Małachowski, honorowy przewodniczący Unii Pracy, w wystąpieniu inaugurującym IV kadencję Sejmu w październiku 2001 r. powiedział: „Premier polskiego rządu został bez jakiejkolwiek rzetelnej podstawy prawnej oskarżony o szpiegostwo. Nikczemnicy, którzy wysunęli to oskarżenie, zostali sowicie wynagrodzeni generalskimi stopniami. A gdy prokurator wojskowy tę podłą sprawę umorzył z braku jakichkolwiek dowodów winy, nikt nigdy nie został ukarany za jawny fałsz nędznego posądzenia.

Nikt również nigdy nie powiedział panu premierowi Oleksemu choćby kilku słów przeproszenia za podłość, jaka go spotkała. Pozwoli więc pan, panie premierze marszałku, że przemawiając z tego miejsca w imieniu Rzeczypospolitej, wypowiem wreszcie te brakujące słowa.

Panie premierze, proszę gorąco o wybaczenie podłości ludziom, którzy się wobec pana jej dopuścili, zaś pana, pańską małżonkę (…), a także wasze dzieci (…) z wielką pokorą, gorąco przepraszam za krzywdę, jaka waszą rodzinę spotkała i którą nieopatrznie wyrządzono Polsce. Wybaczcie i przyjmijcie przeprosiny od seniora Izby Poselskiej. Niech się na tym dramat zakończy!”.

 

Foto: Krzysztof Żuczkowski

Strony: 1 2

Wydanie: 4/2015

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy