Coraz więcej dzieci woła o pomoc

Coraz więcej dzieci woła o pomoc

Najbardziej przykre chwile w PKPS – gdy trzeba odmówić komuś wsparcia

Od prawie pół wieku Polski Komitet Pomocy Społecznej, będący drugą po Caritasie pozarządową organizacją humanitarnego wsparcia potrzebujących, wypełnia swą szlachetną misję. Jest nią udzielanie materialnej i organizacyjnej pomocy oraz przywracanie nadziei i poczucia bezpieczeństwa ludziom znajdującym się w trudnych sytuacjach życiowych, w szczególności biednym, bezdomnym, samotnym i opuszczonym. Ostatnie dziesięciolecie przyniosło jeszcze trudniejsze wyzwania, bo po pomoc stowarzyszenia wyciągają się ręce nie tylko tysięcy samotnych i opuszczonych osób starszych, ale także dzieci z normalnych, choć bardzo biednych rodzin.
PKPS, zgodnie z głoszonym hasłem: „Chcemy pomagać i wiemy, jak to robić”, podjął się również tego zadania. Powoli mapę kraju zapełniają punkty, a jest ich ponad 20 tys., działające także na rzecz dzieci.

Szkolne listy

Powstał system docierania do najbiedniejszych, który zaczyna się w szkole podstawowej. PKPS uczestniczy w programie dożywiania uczniów wspólnie z innymi partnerami, w tym także z organami samorządu terytorialnego, nierzadko dotującymi częściowo, jak np. w stolicy, tę ważną akcję. Na razie skala zaangażowania w pomoc dzieciom jest terytorialnie zróżnicowana, ale systematycznie się zwiększa, bo takie są potrzeby. Biednych rodzin przybywa i zwrócenie na nie uwagi jest dla stowarzyszenia bezwzględnym, choć trudnym obowiązkiem.
– PKPS nie otrzymuje dziś dotacji państwowej – mówi sekretarz generalna stowarzyszenia, Ewa Kuruliszwili. – Musimy być organizacją samowystarczalną i zdobywać środki od darczyńców. Rozszerzanie społecznej pomocy na szkoły to nowe wyzwanie stojące przed pracownikami i społecznikami, bo w stowarzyszeniu działa też wielu wolontariuszy poświęcających swój czas i siły jedynie dla satysfakcji.
Pierwsza informacja napływa od nauczycieli i wychowawców. To oni sporządzają listy dzieci, które regularnie przychodzą do szkoły głodne. W Warszawie codziennie dostarcza się dla nich drugie śniadania, w innych miastach, które włączyły się w pomaganie dzieciom, daje się dzieciom obiady. W Opolu tamtejszy zarząd wojewódzki ma osiem stołówek i tam dzieci codziennie jedzą obiady, zaś na sobotę i niedzielę otrzymują suchy prowiant. Opolski PKPS dzięki organizowanym zbiórkom i koncertom ufundował nawet stypendia dla najbardziej potrzebujących dzieci, wypłacane rodzicom.
Początkowo działacze PKPS obawiali się, czy spisywanie dzieci głodnych, oczekujących pomocy nie będzie ich napiętnowaniem. Teraz okazuje się, że coraz więcej uczniów wyciąga ręce po śniadania przywożone tylko dla „zapisanych”.

Śniadanie-tornister-wakacje

– Uczniowie, których dożywianiem się zajmujemy – mówi Ewa Kuruliszwili – stają się od tej pory naszymi podopiecznymi. Wyposażamy ich bowiem również w materiały szkolne, plecaki i zeszyty, organizujemy upominki na Dzień Dziecka, a także włączamy później w akcję wysyłania na obozy i kolonie letnie. Niestety, zgłaszają się już nowe szkoły z kolejnymi listami głodnych dzieci, a my, po raz pierwszy w tym roku, musieliśmy im odmówić z braku środków.
Polski Komitet Pomocy Społecznej dysponuje zróżnicowaną bazą materialną i lokalową, dostosowaną do różnych potrzeb. Są magazyny z podstawowymi dobrami wydawanymi ubogim – odzieżą, środkami czystości, żywnością, są schroniska i noclegownie, są jadłodajnie, świetlice, łaźnie i pralnie. Ostatnio, przed nadciągającą zimą organizuje się jeszcze „ogrzewalnie” dla bezdomnych – ciepłe pomieszczenia chroniące przynajmniej przed zamarznięciem, bez łóżek i materaców. W zasadzie nie jest to baza przystosowana do pomocy dzieciom, choć zdarza się, że i one korzystają z różnych świadczeń, odrabiają lekcje w PKPS-owskich świetlicach i jedzą tam podwieczorki, zabierają w słoikach i menażkach posiłki wydawane w jadłodajniach.
Ewa Kuruliszwili wspomina nawet o próbie połączenia pomocy dla podopiecznych najstarszych i najmłodszych, co w założeniach mogło być rodzajem perpetuum mobile – gdyż starsi mają sporo czasu, a młodzi więcej siły. Tak zrodził się pomysł wspólnych wakacji na warszawskich działkach, gdzie seniorzy mieli wypoczywać razem z grupą trudnych dzieci. Zakończył się jednak awanturą, bo dzieci już na początku każdego posiłku wyjadały wszystko nie tylko ze swoich talerzy, ale także z talerzy seniorów.

Zbiórki i koncerty

Mimo trudności i chronicznego braku środków działacze PKPS nie ustają w gromadzeniu dóbr i pieniędzy, także na pomoc dzieciom. W listopadzie, grudniu i styczniu odbywają się koncerty i bale charytatywne, imprezy mające przekonać mecenasów i sponsorów do pięknej idei. Potrzeb jest jednak wciąż więcej niż możliwości i chociaż wrażliwość oferujących pomoc jest coraz większa, to zasobność portfeli nie zawsze. Ewa Kuruliszwili mówi, że następuje niekiedy nawet „zmęczenie materiału”, kiedy ludzie zaczynają już mieć dość zbierania, dosyć żebrania o nowe środki i pieniądze. Także organy samorządowe, choć coraz więcej sił przeznaczają na pomoc biednym, mogą dać na to mniej środków niż kiedyś. Widać to choćby po wysokości wypłacanych zasiłków. Jeszcze kilka lat temu oscylowały one w okolicach kilkuset złotych, teraz jest o jedno zero mniej – kilkadziesiąt, a i tego nie dla wszystkich starcza.

 

Wydanie: 50/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy