Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

W historii stosunków międzynarodowych mieliśmy już dyplomację pingpongową, dyplomację kanonierek, dyplomację uśmiechów i jeszcze parę podobnego typu przedsięwzięć. Teraz Polska i Rosja wkraczają do historii z dyplomacją mordobicia. No, pięknie to wygląda. I chwały nie przynosi nikomu. Ani nam, bo cóż to za dyshonor powiedzieć przepraszam. No i Rosjanom, bo co to za finezja tłuc ludzi z innego państwa na ulicach?
Poza tym dwie sprawy są przez ludzi z MSZ dyskutowane. Po pierwsze, zapowiedzi prawicy, że będzie lustrować ambasadorów. No, to byłoby śmieszne. Poza tym opowiada się historie o mającej nastąpić czystce. Przytacza się m.in. wypowiedź Władysława Bartoszewskiego, który na jednym z konwentykli PiS miał powiedzieć, że w MSZ 800 ludzi jest do wymiany. Że można ich odwołać i nic się nie stanie.
Ha! Jeśli miałaby być to wypowiedź na potwierdzenie tezy, że na wielu placówkach i w wielu departamentach ludzie zamiast pracować, po prostu się obijają, można byłoby podjąć dyskusję. Ale, zdaje się, sędziwemu Uzi chodziło o coś innego.
Gdy tak trzech urzędników o tym rozprawiało, przysiadł się czwarty, no i zaczął perorować, że to humbug, bo gdzie oni znajdą tylu ludzi, którzy potrafiliby zastąpić tych wyrzuconych. Drogi zastępco dyrektora – znajdą. Działaczy im nie brakuje. I żadne formalne bariery, typu dyrektor generalny, im w tym nie przeszkodzą.
Zresztą obecny dyrektor generalny, Krzysztof Jakubowski, zamierza opuścić stanowisko, więc nowy minister będzie miał ułatwioną sprawę, bo nowym dyrektorem generalnym mianuje swojego człowieka. W MSZ plotkuje się, że Jakubowski mierzy w dwa cele. Po pierwsze, ubiega się o stanowisko dyrektorskie w Komisji Praw Człowieka w ONZ w Genewie. Tam przez sześć lat był ambasadorem, wie, na czym ta praca polega, liczy więc, że to stanowisko dostanie. Sęk w tym, że ONZ ma zadecydować o obsadzie tego stanowiska późną jesienią, już za czasów nowego rządu, a ten nie wiadomo jak się zachowa. W związku z tym Jakubowski stara się także o inną posadę – ambasadora RP w Indiach. Co więcej, ma już w tej sprawie zebrane podpisy i zgody, łącznie z indyjskim agrement. Brakuje mu tylko opinii sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, ale ta ma się zebrać jeszcze raz w sierpniu, więc pewnie ją dostanie. I nawet nie dlatego, że lewica ma w niej większość, ale że tradycją jest, iż ze stanowiska dyrektora generalnego jedzie się na ambasadora.
W tej całej operacji szkoda tylko obecnego ambasadora, Krzysztofa Majki, zresztą byłego senatora AWS, którego jeden z obecnych wiceministrów wychwala na lewo i prawo. Po prostu szkoda, że dobry ambasador zjedzie w terminie, kiedy mógłby pobyć na placówce jeszcze z rok.
A może Jakubowski dostanie pracę w Genewie, odpuści sobie Indie i Majka zostanie w New Delhi?

Wydanie: 33/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy