Tajemnica Bridgend

Tajemnica Bridgend

Zależało więc panu na znalezieniu powodu samobójstw nastolatków w Bridgend.

– Oczywiście, chciałem wiedzieć, dlaczego to zrobili.

Ale powiedział pan, że tego nie dowiemy się nigdy. Już pan nie wierzy, że możemy poznać odpowiedzieć?

– Dzisiaj nie wierzę. Wtedy wydawało mi się, że jest to możliwe. Byłem głupi i naiwny. Z czasem zrozumiałem, że w Bridgend nie ma nic wyjątkowego, takich miejsc jest pełno na świecie. To, że dziś ludzie tak często targają się na życie, może nam jedynie powiedzieć coś o sytuacji współczesnego człowieka. W czasie drugiej intifady mieszkałem w Jerozolimie. Uderzyło mnie wtedy, że ludzie tracą tam poczucie podmiotowości. Prawdopodobnie tak jest na każdej wojnie: przestajesz być „ja”, zaczynasz być „my”. To niebezpieczny proces, który dostrzegłem także w Bridgend. Tam poczucie wspólnoty jest wśród nastolatków tak silne, że zatracają oni świadomość podmiotowości jednostkowej, tworzą podmiot zbiorowy. Są w wieku, kiedy kształtuje się tożsamość. Człowiek jest wtedy wrażliwy, dlatego szuka wsparcia w grupie. Ale w grupie nie zachowuje się naturalnie, tylko tak jak inni. Zacząłem się zastanawiać, czy gdybym był częścią ich grupy, również rozważałbym samobójstwo.

Do jakich wniosków pan doszedł?

– Trudno je uogólnić. Przeżyłem tam moment, gdy uświadomiłem sobie, jak trudnym do wytłumaczenia tematem się zajmuję. Pewnej nocy jeden z chłopaków zapytał mnie, czy czuję coś w powietrzu. Nie wiedziałem, o co mu chodzi. Kilka godzin później młodzi ludzie zaczęli się ze sobą bić, wszyscy byli pobudzeni, emanowali energią, dął wiatr, powietrze było ostre. Ten sam chłopak powiedział, że tej nocy ktoś popełni samobójstwo. Tak się stało. Byłem przerażony.

To przypomina mi zjawisko z regionu, z którego pochodzę. Kiedy na Podhalu wieje halny, ludzie śmielej podejmują decyzje, z którymi dotąd zwlekali, o zaciągnięciu kredytu albo targnięciu się na życie. Powstało wiele prac naukowych poświęconych wpływowi tego wiatru na zachowania ludzi.

– Związki między samobójstwami młodych a fauną i florą w tym miejscu także mnie interesowały. Wiemy, że aura nie pozostaje bez wpływu na to, jacy jesteśmy, a inne elementy przyrody? Bridgend leży u podnóża gór, choć może nie tak wysokich jak Tatry. Mgła nie opuszcza miasteczka, jest gęsta, często jest pochmurno, deszczowo. W filmie pokazałem jeden z obrazów, który mocno utkwił mi w głowie. Są tam nieużywane tory kolejowe – symbol cywilizacji, nad którym natura przejęła kontrolę. Popękane, zarośnięte, w wielu miejscach stały się już niezauważalne. A przecież przestano ich używać ledwie w latach 80., kiedy Margaret Thatcher zamknęła okoliczne kopalnie. Skoro taki wynalazek ugina się przed naturą, to jakie szanse w starciu z nią ma ludzka psychika?

Chce pan swoim filmem uświadamiać ludziom, od jak wielu czynników zależy rozważanie samobójstwa? Jeśli tak, na pańskim filmie ciąży ważne zadanie.

– Kiedy pokazywałem „Tajemnice Bridgend” na Ukrainie, przydarzyło mi się coś niezwykłego. Podeszła do mnie młoda dziewczyna. Nie mówiła po angielsku, więc w tłumaczu Google napisała mi, że chciała popełnić samobójstwo, ale po projekcji już nie chce tego zrobić. Byłem przerażony, bo co, jeśli tłumacz coś namieszał? Poprosiłem moją tłumaczkę, żeby upewniła mnie, że właściwie się zrozumieliśmy. Tak było.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 50/2015

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy