Intryga tej trzeciej

Intryga tej trzeciej

O testamencie dowiedziała się od Jana 12 kwietnia 2010 r., gdy wrócił z miasta do domu. Dokument wręczył jej ze słowami: „Ewuniu, to zabezpieczenie dla ciebie i Wioletki”. 50-letnia Wioletta K. jest jej córką. – Jan prosił, abym nikomu nie mówiła, że zostawił testament – dodała. – Postąpiłam wedle jego woli.

Na pytanie sądu o szukanie testamentu w dniu śmierci Jana W. Ewa J.-K. wyjaśniła, że była wtedy w szoku, nie przypomina sobie, aby uczestniczyła w przeglądaniu szuflad. Pamięta tylko swój ból po znalezieniu 3 tys. zł, bo to były pieniądze przeznaczone na ich ślub.

Powódkę zapytano o osoby, których nazwiska widnieją na testamencie. Andrzeja Sz. ani Lidii D. nie znała. Zbigniew J. od lat przyjaźnił się ze spadkodawcą. On spisywał ostatnią wolę Jana, który po przebytym udarze miał niesprawną prawą rękę.

Druga beneficjentka testamentu Wioletta K. twierdziła, że testament otrzymała od Zbigniewa J., z którym pozostaje w zażyłej przyjaźni. Nie była zaskoczona wielkością podarowanej sumy – od lat wspierała finansowo matkę i jej konkubenta. Woziła Jana do szpitala, opiekowała się nim. Przed śmiercią pokazał jej testament. Strofowała go, że niepotrzebnie tak się spieszy, będzie żył do 100 lat.

Sąd przesłuchał świadków.

Zbigniew J.: – Po katastrofie smoleńskiej Jana dręczyły złe myśli. W pewnej chwili zapytał mnie, czy nie znam kogoś w gminnym urzędzie, bo chciałby bez ponoszenia kosztów sporządzić testament. Miałem znajomego zastępcę wójta w gminie Wieliszew, Andrzeja Sz. 12 kwietnia, w dzień przyjęć interesantów, zawiozłem tam Jana. On od czasu udaru nie mógł się posługiwać prawą ręką. Dlatego w obecności świadków dyktował testament, który ja ręcznie spisałem.
Andrzej Sz. potwierdził słowa Zbigniewa J. Testament spisano przed nim jako urzędnikiem samorządowym. Interesanta Jana W. widział pierwszy raz, a zapamiętał dlatego, że starszy pan nie mógł się sam podpisać z powodu niedowładu prawej ręki.

Emerytka Lidia D. też widziała Jana W. tylko raz. O świadkowanie poprosił ją Zbigniew J., razem pojechali do Wieliszewa.

Niedowład prawej ręki Jana W. potwierdziła Elżbieta Sz., pielęgniarka środowiskowa. Twierdziła, że dobrze znała tego pacjenta, robiła mu zastrzyki. Krótko przed śmiercią Jan W. wyznał jej, że sporządził testament i wszystko zapisał swojej kochanej Ewusi. Wspomniał też o sprzedaży samochodu, bo potrzebne mu są pieniądze na obstalowanie rodzinnego grobowca.

To nie w stylu ojca

Jacek W. nie czekał na rozstrzygnięcie procesów cywilnych (sam też wystąpił z powództwem w sprawie testamentu). Nie wierzył w przedstawione w sądzie okoliczności pozostawienia przez ojca ostatniej woli. O prawdopodobnym popełnieniu przestępstwa poświadczenia nieprawdy przez funkcjonariusza Urzędu Gminy Wieliszew zawiadomił Prokuraturę Rejonową w Nowym Dworze Mazowieckim.

Nie oskarżał gołosłownie. Nim wystąpił do organów ścigania, zebrał teczkę dowodów. Najpierw sprawdził w wieliszewskim urzędzie gminy, czy 12 kwietnia 2010 r. został odnotowany w tamtejszym rejestrze testament alograficzny (czyli sporządzony za pośrednictwem innej osoby – przyp. aut.). Nic takiego się nie zdarzyło. Spisania ostatniej woli Jana W. nie potwierdzał też żaden dokument USC.

Strony: 1 2 3 4 5

Wydanie: 52/2015

Kategorie: Reportaż

Komentarze

  1. Damian
    Damian 5 stycznia, 2016, 03:52

    Przeczytajcie artykul Maxa Kolonko o zamachach we Francji oraz ludziach, ktorzy steruja ISIS. To szokujace, ze ludzie potrafia zabic wlasnych rodakow dla wladzy i pieniedzy… http://www.bookstar.pl/8091

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy