Oklaski cichną i trzeba szukać czegoś nowego

Oklaski cichną i trzeba szukać czegoś nowego

Zabawne, bo kiedyś z powodu piosenki chcieli pana wylać ze studiów.

– Głównie z powodu umuzykalnienia. Byłem zagrożony, nie najlepiej mi szło. Wtedy nie wiedziałem, że wygram przegląd piosenki aktorskiej, nagram płytę, a później będę piosenki uczył w szkole teatralnej. Zaczynam od piosenki aktorskiej, ale wiem, że czekają mnie większe wyzwania w szkole, na co z góry się cieszę, bo uczę się tam bardzo dużo.

Czyli nie tylko pan uczy, ale i się uczy?

– Jeszcze pamiętam, czego się boi student, kiedy wiele rzeczy jest kompletnie obcych, a nie ma skąd brać odpowiedzi. Dlatego rozumiem swoich podopiecznych, udaje nam się znaleźć świetny język. Chodzimy razem na swoje spektakle, oni chodzą na moje, więc mówimy skrótami, szyframi, rozumiemy się. Nie chcę, żeby ktokolwiek u mnie się bał. Strach dla aktora jest czymś paraliżującym, tylko czasami motywującym. Wierzę, że aktor szczęśliwy robi piękniejsze i lepsze rzeczy. Dlatego stwarzam moim młodym kolegom komfortową atmosferę w pracy, pozwalam im podważać moje zdanie, kłócić się ze mną. Trzeba wypuszczać ich w świat z poczuciem, że są dobrzy, żeby wygrywali castingi i zdobywali role. Nie można im mówić, że jeszcze mają czas, bo to im podcina skrzydła.

Panu podcinano, nie chował się pan w inkubatorze, nie zawsze kolekcjonował nagrody i zachwyty. To była droga pod górkę, a pan się piął wbrew przeszkodom.

– Zaczęło się już od taty. Kiedy powiedziałem mu, że chcę zdawać do szkoły filmowej, zmartwił się bardzo i powiedział: „Synu, będziesz tam tylko wkręcał żarówki”. Potem nauczycielka w szkole odradzała: „Synku, żeby tam się dostać, trzeba mieć znajomości albo pieniądze”. Już sam nie pamiętam, czy chciałem coś udowodnić komuś, czy przeciwko komuś, czy sobie. Pewnie dziewczynie, za którą poszedłem do tej szkoły.

Nie bał się pan porażki?

– Porażki dają dużo więcej niż wygrane. To wygrana przysparza mi bardzo dużo lęku i niepokoju. Każda nagroda, każda świetna recenzja sprawia, że nie potrafię do końca się cieszyć, bo się boję, że już następnym razem tego nie będzie, a ja nie będę miał do zaoferowania niczego więcej. Albo na samym końcu okaże się, że nie jestem nikim wyjątkowym, o co prawdopodobnie cały czas w tym zawodzie walczę. A wszystko to bywa jak piękny sen i chciałoby się, żeby się nie kończył. Ta euforia, oklaski na stojąco i recenzje… Na szczęście jest życie, syn, do którego trzeba wrócić, wtedy oklaski cichną. I trzeba szukać czegoś nowego.

Szczęście jednak panu sprzyja, ale i pan sprzyja szczęściu – muzodramem „Smycz” pokazał pan sobie i światu, co potrafi. I wszyscy powiedzieli: Boże, jest aktor. Coś z nim trzeba zrobić. Do dzisiaj pan to gra.

– Za mną ponad 230 „Smycz”. Zrobiłem ten spektakl, bo nie miałem wtedy pracy. To była dopiero przepustka do Teatru Polskiego, nikt o mnie jeszcze nie wiedział. Zanim ją zrobiłem z Natalią Korczakowską, wyobrażałem sobie, że aby zagrać monodram, trzeba mieć ok. 50-60 lat, bo wtedy aktor wie dopiero, o co chodzi. A ja miałem 25 lat i na drugiej próbie generalnej usiadłem na krzesełku, nie byłem w stanie się ruszyć, bo uświadomiłem sobie, w co się wpakowałem. Ale jakoś poszło, zadecydowało spotkanie z widzem, który nie zawsze nas rozpieszcza, który lubi czasem pogryźć paluszki, odebrać telefon w sprawie farby albo tapet.

A miał to być spektakl najwyżej na 30 razy.

– Poza tym, że lubię pracować i pracy poświęcam się bez reszty, miałem ogromne szczęście, przede wszystkim do ludzi, z którymi pracowałem. Począwszy od Wojtka Kościelniaka, który wziął mnie do Capitolu – to były dwa lata. Krótkie, ale bardzo intensywne, tam nauczyłem się śpiewać i interpretować piosenkę, wtedy wygrałem przegląd piosenki aktorskiej. Ciągnęło mnie jednak do dramatu. Wiedziałem, że muzyka zawsze będzie mi bliska, co potwierdza się właśnie w „Smyczy”, w „Farinellim”, na płycie, w Gustawie w „Dziadach”, tak bardzo rozśpiewanych. Muzyka towarzyszy mi do dzisiaj, ale słowo było dla mnie najważniejsze, a to otworzyło mi pole do spotkania z Janem Klatą, Natalią Korczakowską, Łukaszem Twarkowskim, Wiktorem Rubinem, Agnieszką Olsten i potem Michałem Zadarą.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 1/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy