Profesor w La Scali?

Profesor w La Scali?

Po sukcesie na konkursie w Kanadzie nie chciała pani zostać na Zachodzie jak niejeden polski śpiewak?

– Nie będę ukrywała, że czasami taka myśl pojawia mi się w głowie, tym bardziej że w czasie studiów i świeżo po nich miałam kontakty z agencjami artystycznymi na Zachodzie. Tak się jednak złożyło, że nie mogłam się zdecydować na pozostanie na stałe za granicą. Poza tym miałam wiele wspaniałych angaży w kraju. Po studiach trafiłam na okres, kiedy dysproporcja między tym, co naszym śpiewakom oferował Zachód, a możliwościami w Polsce, zaczęła się nieco zmieniać na naszą korzyść. Propozycje składane mi wówczas przez wiodące polskie sceny były dla mnie lepsze pod względem nie tylko finansowym, ale przede wszystkim artystycznym. Ponadto bardzo ważna w moim życiu była i jest rodzina, obecność bliskich osób. Cieszę się, że mieszkam w Polsce, w Krakowie, jestem otoczona życzliwymi ludźmi i jednocześnie (może zabrzmi to nieskromnie) mogę się pochwalić imponującym dorobkiem artystycznym i pedagogicznym. Za powód do dumy uważam wieloletnią współpracę z Operą Krakowską, gdzie mam przyjemność obcować z wieloma osobami, dla których opera jest nie tylko miejscem pracy, ale i pasją życiową. Chciałabym jednak dalej rozwijać swój warsztat i poszerzać horyzonty artystyczne. Jestem otwarta na pracę w nowych miejscach i poznawanie nowych ludzi. Chciałabym jeszcze mieć szansę zmierzenia się z wielkimi scenami operowymi, zwłaszcza że teraz czuję się na to w pełni gotowa.

Teraz ma pani czym się pochwalić na Zachodzie.

– Mam w dorobku prawie 30 ról pierwszoplanowych. Jak na osobę w moim wieku to całkiem dobry wynik. Mój głos miał szansę rozwijać się spokojnie, dojrzewać do kolejnych, coraz trudniejszych zadań wokalnych i aktorskich. Macierzyństwo bardzo ten proces przyspieszyło i nadało mojemu życiu nowy sens. Nie zapominajmy, że głos jest bardzo wrażliwy na hormony, a okres ciąży i porodu ma na jego kondycję zasadniczy wpływ. Po urodzeniu dziecka mogłam sięgnąć po repertuar wymagający większej siły, barwy i skali głosu, intensywniejszej gęstości brzmienia, zwłaszcza w środkowym odcinku skali sopranu. To naprawdę fascynujące, gdy słuchając nagrań sprzed lat oraz tych aktualnych, można się przekonać, jak ewoluuje brzmienie tego niezwykłego instrumentu, jak zmienia się jego barwa i nośność. Jestem przekonana, że wielki wpływ na moje postrzeganie sztuki i wokalistyki miała praca pedagogiczna w Akademii Muzycznej w Krakowie.

Wielcy artyści to wielkie indywidualności

Jest pani doktorem habilitowanym. Jeszcze nie tak dawno wystarczyło być wybitnym artystą, by dostać tytuł profesora np. w akademii muzycznej, a dziś przychodzi bronić pracy doktorskiej i habilitacyjnej. To już nauka tak się zbiurokratyzowała?

– Kiedyś faktycznie tak było. Wielu wybitnych profesorów, w tym śpiewaków z ogromnym dorobkiem artystycznym i światową karierą, otrzymywało tytuł profesorski w uznaniu zasług dla kultury polskiej. Po wprowadzeniu nowych przepisów dotyczących stopni i tytułów naukowych, po przystąpieniu polskich uczelni do systemu bolońskiego zasady nadawania tytułu profesora się zmieniły. Pedagodzy prowadzący działalność naukowo-dydaktyczną na uczelniach artystycznych mają obowiązek, podobnie jak to się dzieje w innych szkołach wyższych, przeprowadzić przewód doktorski, a następnie się habilitować. Propozycję asystentury w katedrze wokalistyki otrzymałam, gdy byłam jeszcze studentką. Dydaktyka wokalna od zawsze budziła moją ciekawość. Jako pianistka z dyplomem państwowej szkoły muzycznej II stopnia i dociekliwa studentka śpiewu solowego postanowiłam wykorzystać szansę obcowania ze środowiskiem akademickim i młodymi muzykami. Prędko się okazało, że rozwiązywanie problemów wokalnych powierzonych mi studentów wzbogaciło mój własny warsztat śpiewaczy. Ponadto uczenie śpiewu pogłębiło i w znacznej mierze ukształtowało moje spojrzenie na współczesną wokalistykę, na rolę artysty w dzisiejszym świecie. Przyznaję, że praca nad doktoratem i przygotowanie wniosku habilitacyjnego wymagały dużego nakładu sił i czasu, ale zarazem stanowiły okazję do autorefleksji, zmuszały do zgłębiania teorii przy jednoczesnej analizie praktyki wykonawczej.

Zasiada pani w komisjach egzaminacyjnych oceniających przyszłych studentów akademii. Czy młodzi garną się do opery?

– Wydział wokalno-aktorski jest oblegany przez młodych ludzi, do egzaminów przystępują dziesiątki osób. To konsekwencja tego, co wydarzyło się w Polsce w ostatnich latach. Staliśmy się społeczeństwem, w którym większość uważa, że potrafi śpiewać, tańczyć i gotować… Niestety, często rzeczywistość zmusza nas do zrewidowania tego poglądu. Prawda bowiem przedstawia się nieco inaczej.

To efekt programów telewizyjnych skopiowanych z Zachodu.

– Kandydaci zgłaszający chęć podjęcia studiów wokalnych nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, z jaką materią będą mieli do czynienia w akademii muzycznej. Zdarza się, że po wstępnym przesłuchaniu wskazujemy inne obszary działalności wokalnej, estradowej lub aktorskiej niż szeroko rozumiana muzyka klasyczna, operowa, zwana potocznie muzyką poważną. Zadanie, przed jakim staje komisja egzaminacyjna podczas rekrutacji na studia w dyscyplinach artystycznych, wcale nie jest łatwe. W przypadku egzaminu na wydział wokalno-aktorski w trakcie dwóch eliminacji musimy w kilka minut ocenić i wyselekcjonować do dalszej części egzaminów najzdolniejszych, obdarzonych jak najlepszym materiałem głosowym kandydatów na studentów wokalistyki.

Czy przeżyła pani jako członek komisji porażkę, bo nie poznaliście się na kimś, kto gdzie indziej okazał się gwiazdą?

– Niedawno mieliśmy do czynienia z wielkim talentem wokalnym o randze światowej. Wiedzieliśmy o tym, ale mieliśmy ogromny dylemat, czy tej osobie potrzebne są studia wokalne, skoro tak świetnie opanowała warsztat śpiewaczy. Dziś ta osoba ma na koncie wielkie sukcesy i jestem przekonana, że będą następne, którymi będziemy mogli się cieszyć. Nie trzeba ukończyć studiów, aby zajmować się sztuką, to oczywiste. Akademia może być drogą kształcenia artysty. Nie można też zapominać, że wielcy artyści to wielkie indywidualności. W przypadku śpiewaka operowego ta indywidualność pracuje w zespole i umiejętność działania zespołowego jest warunkiem sine qua non dla wokalisty uprawiającego ten gatunek muzyczny. Nie jesteśmy odpowiedzialni tylko za siebie na scenie! Kandydaci na studia wokalno-aktorskie muszą się cechować odpowiednimi predyspozycjami psychicznymi i dobrze sobie radzić ze stresem. Zawód śpiewaka nie jest profesją dla słabych psychicznie. To zawód dla osób o wielkiej wrażliwości i jednocześnie stalowych nerwach.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 6/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy