Testament Eryka Lipińskiego

Testament Eryka Lipińskiego

Bał się momentu, gdy władzę przejmie prawica. Uważał, że to będzie dla Polski katastrofa

Tomasz Lipiński  – (ur. 1955) muzyk rockowy, lider i współzałożyciel zespołów Tilt, Brygada Kryzys i Fotoness. W 2011 r. został odznaczony przez prezydenta RP Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Jego najnowszy album nosi tytuł „To, czego pragniesz”. Obecnie nagrywa i występuje z zespołem jako Tomek Lipiński.

Nakładem wydawnictwa Iskry ukazały się po raz drugi „Pamiętniki” Eryka Lipińskiego, pana taty i najbardziej znanego polskiego karykaturzysty. W „Pamiętnikach”, uzupełnionych reprodukcjami prac, Eryk Lipiński więcej miejsca poświęcił sprawom zawodowym niż rodzinie. Z czego wynikała taka postawa? 

– Mam na ten temat swoją teorię. Razem z siostrą powoli zaczynamy odkrywać ojca na nowo. Ciągle natrafiamy na nieznane nam notatki, zapiski i obraz taty się zmienia. Osią tego obrazu jest pobyt taty w Auschwitz. Tknęło nas to, że zanim został wywieziony do Oświęcimia, był kompletnie innym człowiekiem. Wprawdzie udało mu się wydostać z obozu, ale spędził tam rok, a potem wrócił do okupowanej Warszawy i – jak mówił potem – żył w przeświadczeniu, że wszystko jest snem, który zaraz pryśnie, a po przebudzeniu okaże się, że wciąż jest w Auschwitz.

„Pamiętniki” mają bardzo lekką narrację. Opis traumatycznych przeżyć związanych z obozem jest gorzki, ale nie przeraża. Podczas lektury nie mamy więc wrażenia, że dla pana ojca było to wstrząsające.

– To prawda, ale mimo wszystko właśnie pobyt w obozie spowodował, że ojciec zbudował dystans pomiędzy sobą a światem, a wypełniał go humorem, dowcipem. Był to rodzaj bufora, który pozwalał mu funkcjonować. Nie był typem wesołka, ale stworzył wizerunek dowcipnisia.

Złamaniem tej narracji jest poruszający list do żony Hanki, gdy wybuchło powstanie warszawskie. Oboje znajdowali się po przeciwnych stronach Wisły.

– To musiał być dla ojca koniec świata. Zresztą spójrzmy na trzy fakty – najpierw wrzesień 1939 r. i atak na Polskę, potem pobyt w obozie i zaraz powstanie warszawskie, to dużo jak na pięć lat. Każde kolejne wydarzenie okazywało się jeszcze radykalniejsze. To musiało mieć na niego wpływ.

Czy w rozmowach z panem tata próbował kiedykolwiek oceniać powstanie warszawskie, wyrazić stosunek do tego wydarzenia?

– Nie przypominam sobie takich rozmów. Owszem, tata był pasjonatem historii, ale wydaje mi się, że ten temat omijał. Myślę też, że nie ma i nie może być prostej oceny powstania warszawskiego. Spory na ten temat są równie nieuniknione, co bezproduktywne, wszystkie strony bowiem mają tendencję do okopywania się na swoich stanowiskach. Tymczasem prawdą są i bohaterstwo powstańców, i błędne kalkulacje dowódców, i powszechna niechęć ludności cywilnej do powstańców, która z dnia na dzień wypierała początkowy entuzjazm… Tu się splotły niezliczone wątki, nierozerwalnie i na zawsze, ale każdy próbuje wyciągnąć z tego splotu jedną nić i z niej utkać własną wersję.

Poznał pan tatę, mając dziewięć lat. Jak to wpłynęło na wasze relacje?

– Znacząco. Dla mnie było to zupełnie inne doświadczenie od tego, gdy „wchłaniamy” naszych rodziców od maleńkości. I dla ojca, jak przypuszczam, nie była to łatwa sytuacja. Gdy go poznawałem, byłem dojrzewającym chłopakiem, zaczynającym obserwować świat, co zapewne jeszcze bardziej utrudniało mu nawiązanie ze mną relacji.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 37/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy