Adam Olbrzym

Niemcy wychwalają Polaka także dlatego,  by wykazać, że ich faworyt nie przegrał z byle kim 

Również w Niemczech i w Austrii pojawiła się kilkudniowa małyszomania. “Nieziemski Polak”, “Skoki nie z tej ziemi”, “Zawodnik z Wisły jest jak klon Jensa Weissfloga”, “Dekarz, który uczy mistrzów latać”, “Adam Riese (Adam Olbrzym) zdeklasował swoich rywali” – wołały nagłówki w gazetach. “Polak odleciał daleko Schmittowi” – stwierdził tygodnik “Focus”. Austriacki magazyn “News” ogłosił nie bez swoistej Schadenfreude: “Polak ukradł Niemcom cały show”.
Jak pisze “Stuttgarter Zeitung”, po zwycięstwie Polaka z kiosków i straganów natychmiast wykupiono szaliki z napisem “Polska”, niekiedy nawet sporządzane naprędce, chałupniczym sposobem. Według austriackiej “Die Presse”, obserwujące zawody dzieci wypisywały sobie imię Polaka na czołach, zapominając o niemieckich, fińskich czy austriackich faworytach.
“Polacy mają nowego bohatera narodowego”, twierdzi monachijski dziennik “Süddeutsche Zeitung”. Zdaniem gazety, zwycięstwo małego, nieśmiałego zawodnika z Wisły zaskoczyło i uradowało Polaków

bardzo spragnionych uznania

i sukcesów na arenie międzynarodowej, nie tylko na polu sportów zimowych. “Süddeutsche Zeitung” przypomina, że aczkolwiek polscy sportowcy odnosili zwycięstwa w mistrzostwach Europy i świata, czy na olimpiadach, to jednak sukcesy w dyscyplinach cieszących się międzynarodowym zainteresowaniem i prestiżem przychodziły im rzadko. Były to trzecie miejsce na piłkarskich mistrzostwach świata w 1974 i 1982 roku, jak również triumfy Ireny Szewińskiej. Stąd też niespodziewane zwycięstwo Adama Małysza wywołało nad Wisłą narodową euforię, tym bardziej że ten znakomity zawodnik jest “człowiekiem, którego można pokazać” – inteligentnym i skromnym.
Tygodnik “Welt am Sonntag” stwierdził, że Małysz w bezprecedensowy sposób pokazał swoją wyższość nad konkurencją. Jego “nieziemski sukces” uwidacznia fakt, że w ośmiu skokach konkursowych pokonał Martina Schmitta o 70 metrów. Jak się zdaje, Niemcy wychwalają Polaka także dlatego, aby wykazać, że ich główny faworyt, Martin Schmitt, nie przegrał z byle kim. Sam Schmitt pociesza się: “Porażka z takim Małyszem nie przynosi hańby” i dodaje (bez większego przekonania) swym rodakom otuchy: “Polak nie popełnił żadnego błędu. To fenomenalne osiągnięcie. Ale w końcu Małysz nie jest przecież nadczłowiekiem”. Słynny Jens Weissflog, czterokrotny triumfator Turnieju Czterech Skoczni, nie kryje zadowolenia, że to właśnie on stał się wzorem dla polskiego zwycięzcy: “Wreszcie pojawił się ktoś, dla którego Martin Schmitt nie jest idolem”.
Niemieckie media nie omieszkały

wbić szpilki swoim przegranym zawodnikom,

przypominając, że Martin Schmitt do tej pory zarabiał 2 miliony marek rocznie plus nagrody, natomiast zawodnik z Wisły – 150 marek rocznie plus nagrody.
Niemcy z charakterystyczną dla swej nacji sumiennością analizują przyczyny spektakularnego sukcesu polskiego zawodnika. Zdaniem specjalistów i mediów, na zwycięstwo złożyły się talent i wytrwały trening Małysza, praca doborowego zespołu trenerów i psychologów oraz szczęśliwe życie rodzinne triumfatora Czterech Skoczni. Trener niemieckiej reprezentacji, Reinhard Hess, przypuszcza, że polski zwycięzca miał nowe, miękkie, “cudowne narty” i chwali przede wszystkim “niewiarygodny wprost sposób odrywania się od ziemi” Polaka. Innego zdania jest profesor Manfred Kloster, wykładający aerodynamikę i mechanikę lotów w Wyższej Szkole Technicznej w Monachium. Profesor Kloster na zlecenie Niemieckiego Związku Narciarskiego przeprowadzał eksperymenty z manekinami w tunelu aerodynamicznym. “Małysz nie skacze ze skoczni, on się po niej zsuwa. Na tym polega tajemnica jego sukcesu. Skok oznacza bowiem utratę szybkości” – wywodzi ekspert z Monachium. Zdaniem Klostera, decydujące znaczenie ma jednak

doskonały kąt ustawienia nart

w stosunku do zbocza. “Żaden ze skoczków turnieju nie zmniejszał tego kąta tak optymalnie jak Małysz. W ten sposób osiągał optymalny tzw. współczynnik doskonałości aerodynamicznej. Dlatego na czubkach nart Małysza tworzyły się tzw. wirowe torby powietrzne”. Zdaniem profesora z Monachium, prawie wszyscy inni zawodnicy podnosili czubki nart zbyt wysoko. “W ostatecznym rozrachunku to tylko kwestia lęku. Małysz okazał się bardzo odważnym skoczkiem”, mówi profesor Kloster. Ekspert ten odrzucił również pogląd, że Martin Schmitt przegrał dlatego, bo jest o 12 kilogramów cięższy od Małysza – przy skokach masa zawodnika nie ma znaczenia.
Niemieckie i austriackie środki masowego przekazu zgodnie zwracają uwagę, że skromny i nieśmiały zwycięzca z Wisły źle się czuje w roli bohatera. Współczuje swemu konkurentowi, Martinowi Schmittowi, któremu zawsze towarzyszy długa karawana reporterów. “Ten Schmitt to ma trudne życie”, powiedział dziennikarzom w RFN Adam Małysz.

Wydanie: 3/2001

Kategorie: Wydarzenia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy