Afera w domu aukcyjnym

Afera w domu aukcyjnym

Minutę przed rozpoczęciem aukcji mistrzów XVI-XVIII w. „aresztowano” 34 prace na oczach klientów i właścicieli dzieł

Akcja stołecznej policji w renomowanym Domu Aukcyjnym Desa Unicum przy ul. Marszałkowskiej zaskoczyła wszystkich: muzealników, kolekcjonerów sztuki, ekspertów z dziedziny historii sztuki i inwestorów, którzy mieli już przygotowane pieniądze na zakup dzieł. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że „aresztowanie” 34 prac odbyło się na minutę przed rozpoczęciem aukcji mistrzów XVI-XVIII w., na oczach wielu klientów i właścicieli dzieł, co uniemożliwiło przeprowadzenie aukcji. – Coś podobnego nie mieści się w głowie – mówiono.

Na chybił trafił

Jak podaje Desa Unicum, policja działała na podstawie zawiadomienia złożonego do Komisariatu Policji Szczecin-Pogodno, że „w domu aukcyjnym Desa i Rempex doszło prawdopodobnie do wystawienia na sprzedaż obrazów pochodzących z kradzieży” w 2011 r. Na policjantów nie podziałały wyjaśnienia wskazujące pochodzenie prac przeznaczonych na aukcję. Samo zajęcie dokonywało się w sposób kuriozalny. Panie, które nie miały przy sobie żadnych zdjęć skradzionych obrazów ani nie potrafiły podać choćby tytułów i autorów dzieł, podchodziły do ściany i wskazywały palcem, co jest podejrzane. Prawdopodobne spadkobierczynie zmarłego niedawno Antoniego Mazura typowały obiekty na chybił trafił.

Zdaniem Desy, 34 prace zostały zajęte bez postanowienia prokuratorskiego. To niezupełnie prawda. Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Damian Kordykiewicz wyjaśnił, że wszystko przebiegło zgodnie z prawem. – Zatrzymania dokonano – tłumaczył – w ramach czynności niecierpiących zwłoki na podstawie powiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa złożonego przez osobę prywatną. Prokurator z Prokuratury Rejonowej Szczecin-Zachód po zapoznaniu się z materiałami z 29 września zatwierdził czynności policji jako zgodne z przepisami. Oczywiście po dokonaniu oględzin i badań właściwości i pochodzenia prac obrazy zostaną zwrócone do galerii Desa Unicum i Rempex, jednak do momentu gdy prokurator na podstawie dochodzenia nie podejmie decyzji, wskazane obrazy nie mogą być zbywane.

Trzeba wyjaśnić, że „czynności niecierpiące zwłoki” miałyby ustrzec podejrzane dzieła np. przed wywiezieniem ich za granicę.

Kradzione czy własne?

Afera z „kradzieżą bezcennych dzieł sztuki” z kolekcji Antoniego Mazura ma już długą historię. W 2011 r. zdrowie 90-letniego murarza i kolekcjonera ze Szczecina bardzo się pogorszyło, a w jego rodzinie zaczęły się nerwowe ruchy. O przechowywanej w piwnicy – bunkrze kolekcji gromadzonej w ciągu długich lat pracy, praktycznie od wyzwolenia i przyłączenia Szczecina do Polski, mało kto wiedział. Sprawa stała się jednak głośna, gdy do akcji wkroczyły kobiety: córka z pierwszego małżeństwa oraz druga żona i córka z drugiego małżeństwa. Wyobraźnia może nam podpowiedzieć treść rozmów pań. Z jednej strony – bardzo stary człowiek, częściowo sparaliżowany, wymagający troskliwej opieki, z drugiej zaś jego majątek, którego wartości jeszcze nikt nie wycenił.

Rodzina Antoniego Mazura prosiła znawców o wstępną ekspertyzę. Próbowano nawet zaangażować znanego historyka sztuki z Warszawy, dr. Mieczysława Morkę, bo pobieżny ogląd zgromadzonych w piwnicy prac zapowiadał sensację. A ponieważ energiczne córki nie ufały sobie i zaczęły się o coś podejrzewać, do obiegu weszło słowo kradzież. Wtedy do akcji wkroczyła szczecińska policja.

Tak na ten temat pisała prasa: „Do szczecińskiej policji zgłosiła się kobieta z dwiema córkami, która twierdziła, że ktoś okrada jej 92-letniego męża. Łupem miały paść dzieła sztuki należące do jej męża Antoniego M. Kobieta przekazała policji płytę DVD ze zdjęciami kolekcji. Płyta trafiła w ręce policjanta z Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie, który zajmuje się przestępczością związaną z zabytkami. Funkcjonariusz ten zorientował się, że ma do czynienia z wyjątkowym zbiorem. Na niektórych obrazach dostrzegł muzealne sygnatury, w związku z czym przekazał zdjęcia dalej kolegom z Komendy Głównej Policji. Po kilku dniach była pierwsza reakcja, Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że na zdjęciach jest co najmniej jeden obraz figurujący na liście polskich strat wojennych poniesionych w czasie II wojny światowej. Chodziło o litografię Józefa Czajkowskiego z 1903 r. »Cmentarz Ojców Reformatów w Krakowie«, która w ostatnim roku wojny została zrabowana z Muzeum Śląskiego w Katowicach. Prokuratura wydała nakaz przeszukania i zabezpieczenia całej kolekcji, która trafiła ostatecznie do depozytu w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Blisko 300 obiektów malarstwa od wczesnego renesansu po barok niemiecki. Najstarszy obraz pochodził z 1532 r.”.

Strony: 1 2

Wydanie: 41/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy