Afryka dla Afrykanów

Afryka dla Afrykanów

Ghana stała się największym producentem złota w Afryce. Ma tańszą siłę roboczą i łatwiejszy dostęp do kruszcu niż dotychczasowy lider, RPA

Sahara jest morzem piasku, Sahel jego brzegiem. Kamienisty, porośnięty niskimi trawami i karłowatymi drzewami korytarz między pustynią na północy i deszczowymi lasami na południu to najbardziej pogrążony w przemocy region na świecie. W ostatnich latach przesiedlono 3,8 mln mieszkańców Sahelu. Wielu ucieka do Europy. Nie są tam mile widziani.

Tim Marshall, autor „Potęgi geografii”, umieszcza Sahel na liście 10 regionów, które mogą wpłynąć nieodwracalnie na los naszej planety. „To, co dzieje się w Sahelu, nie zostaje w Sahelu”, ostrzega. Bieda, napięcia etniczne, nieszczelne granice, siejące nienawiść ideologie polityczne i religijne, do tego zmiany klimatyczne, mniej opadów, brak wody pitnej i żywności – problemy mieszkańców Sahelu stają się naszymi problemami. Tak jak ich złoto jest od wieków naszym złotem, a ich praca naszym zyskiem.

Kolebka ludzkości

Pierwsi Homo sapiens pojawili się 200 tys. lat temu w Afryce. Od 8000 r. p.n.e. ludzie, którzy wywędrowali w kierunku Europy i Azji, uprawiali ziemię, budowali miasta i wsie. Kiedy ok. 2 tys. lat temu handlarze z Bliskiego Wschodu wrócili do kolebki ludzkości po sól, zastali Afrykę rozwijającą się w oderwaniu od krajów euroazjatyckich, nękaną przez ciężki klimat i choroby. Niewolników używano do transportu soli w obrębie Sahelu na długo przed pojawieniem się obcych handlarzy. Ich przybycie sprawiło, że poza kontynent wywieziono setki tysięcy czarnych Afrykanów. Kiedy do wybrzeży Afryki dotarli w XV w. Europejczycy, niepomni klimatu, chorób, braku portów i spławnych rzek, zdołali zamienić jej bogactwa w przekleństwo, a ludziom urządzili piekło.

Od VII do XIX w. przez szlaki Sahelu ku wybrzeżom przewieziono co najmniej 10 mln niewolników. Na morzu ginął co 10. Jednym z punktów startowych morskiej podróży była ghańska twierdza Cape Coast, zbudowana przez Portugalczyków w XV w. Na każdy transport oczekiwało w ciasnych piwnicach ponad tysiąc mężczyzn i kobiet. Budynek przechodził z portugalskich w szwedzkie, duńskie, niderlandzkie, w końcu brytyjskie ręce. Oficerowie modlili się w kaplicy położonej bezpośrednio nad więzieniem, które istniało do 1833 r., końca brytyjskiej ery niewolnictwa. Ghana jako pierwszy kraj Afryki wyzwoliła się w 1957 r. spod jarzma Brytyjczyków. Cape Coast odwiedził prezydent Barack Obama. Jego żona, Michelle, jest potomkinią niewolników.

W drugiej połowie XIX w. Europejczycy pokroili mapę Afryki na kawałki, niepokrywające się z demografią kontynentu. Na spory etniczne nałożyły się religijne – na długo przedtem karawany przywiozły oprócz licznych towarów nową religię. Islam trafił na Sahel w VIII w. Dzisiaj dżihadyści dyktują warunki w oddalonych od dużych miast zakątkach Sahelu i państw ościennych. Prezydent Macron na zwołanym przez siebie szczycie w 2020 r. ogłosił, że jeśli Unia Europejska nie obejmie Sahelu programem obronnym, regionowi grozi upadek, a Europę czeka kolejna wielka fala migracji. W Wielowymiarowej Zintegrowanej Misji Stabilizacyjnej w Mali, powołanej w 2013 r., zginęło do tej pory ponad 200 żołnierzy sił pokojowych. To obecnie najwyższy współczynnik poległych w misjach ONZ.

W 2017 r. kraje Europy Zachodniej, Bank Światowy, Narody Zjednoczone i Afrykański Bank Rozwoju powołały Sojusz na rzecz Sahelu (Sahel Alliance). W 2018 r. przeznaczył on łącznie 6 mld euro na nowe miejsca pracy i rozwój infrastruktury w regionie. 17 krajów afrykańskich planuje też wydać setki miliardów dolarów na walkę ze skutkami zmian klimatycznych. Na granicy Sahelu i Sahary powstaje Wielki Zielony Mur o długości 8 tys. km i szerokości 16 km. Z trudnego w utrzymaniu pasa zieleni projekt przeradza się stopniowo w zazielenianie całego regionu. W drugiej połowie XX w. Sahara rozszerzyła się o 100 km w głąb Sahelu. Susze, wysychanie jezior, rosnąca liczba ludności i wycinanie lasów przyczyniły się do licznych klęsk głodu. Według ONZ 30 mln ludzi w regionie nie ma zapewnionego „bezpieczeństwa żywieniowego”, a 10 mln grozi głód.

Afryka ma 1,2 mld ludności. To 1,2 mld ludzkich historii.

Dzieci za 25 euro

Setsofia Dowokpor trafił do pracy w wieku ośmiu lat. Jego ojciec zmarł, a nieuleczalnie chora matka sprzedała chłopca handlarzom ludzi. Setsofii obiecano, że będzie pracował po lekcjach. W wiosce rybackiej nad jeziorem Wolta, do której trafił, nie było szkoły. Chłopiec pracował od świtu do nocy. Jedzenia brakowało. Całe dnie chłopiec spędzał na łodzi. Bał się swojego „pana”, kar cielesnych. Niewiele spał. W stanie niewolnictwa przeżył pięć lat.

Uwalnianie dzieci czasem się udaje. Organizacja Free The Slave przekonała „właściciela” chłopca, żeby go wypuścił. Setsofia trafił pod opiekę psychologa, poszedł do szkoły. Miał szczęście – dostał komplet przyborów szkolnych, książki, zeszyty, ołówki i kredki. Objęto go opieką zdrowotną. Zamieszkał z babcią. Marzy, by zostać nauczycielem.

– Nad jeziorem Wolta kwitnie handel dziećmi i niewolnictwo – opowiada Mariusz Śmiejek, fotograf z Belfastu, który jeździ do Ghany od trzech lat. – Nawet 20 tys. dzieci pracuje w rybołówstwie. Są sprzedawane za 25 euro. Nurkują, by rozplątywać sieci. To ciężka, niebezpieczna praca, zdarza się wiele utonięć. Nikt ich nie zgłasza. Rodzice nie wiedzą, że stracili dziecko, nie mając z nim kontaktu przez lata. Do takiej pracy przymusza się cztero-, pięciolatki.

Wolta to największy sztuczny zbiornik na świecie. Sieci zaplątują się w zalane wodą drzewa i krzewy. Drobne dziecięce dłonie przydają się do ich rozplątywania, poza tym dzieci są tanie w utrzymaniu. Mariusz pływał po jeziorze, fotografował nieletnich przy pracy. – Wydobycie ich z niewoli nie jest łatwe – podkreśla. – Wokół jeziora działają organizacje, które próbują nagłośnić problem. Rząd ghański deklaruje pomoc w walce z handlem ludźmi i niewolniczą pracą, ale to tylko słowa.

Mariusz pracował wiele lat na Sycylii, śledził losy migrantów z Afryki Zachodniej, dokumentował ich historie – Nigeryjek zatrudnionych w seksbiznesach w Palermo, zbieraczy warzyw z nielegalnego obozu pod Katanią i sierot. W ostatnich 10 latach dotarło z Afryki do Włoch kilkadziesiąt tysięcy dzieci bez opieki. Część znalazła się w specjalnych ośrodkach dla nieletnich, część w przeludnionych obozach. Wiele ląduje na ulicy po osiągnięciu pełnoletności, bez szans na pracę – prosto w ręce mafii.

Mariusza zaproszono do stolicy Ghany, Akry, na festiwal skupiający artystów z różnych dziedzin, poświęcony migracjom. Tam poznał ludzi ze Street Academy, Ghańczyków, którzy opiekują się dziećmi ulicy.

– Ghańczycy są młodym społeczeństwem – mówi. – Wśród nieletnich jest dużo sierot, których rodzice zmarli na HIV. Są bezdomne dzieci, wysyłane przez rodziców do stolicy, by żebrać lub znaleźć pracę. Nam, Europejczykom, nie mieści się to w głowie.

Street Academy zapewnia dzieciom zajęcia szkolne i wyżywienie. Mariusz założył również własną fundację – BetweenPicturesProject. Jego podopieczni fotografują świat, w którym żyją. Mariusz zapewnia im lekcje obsługi aparatu i sprzęt.

W jednej z wiosek sfotografował dzieci zbierające ze zroszonej deszczem drogi lśniące drobinki. W Ghanie chodzi się po złocie. Ale i ta historia ma ciemną stronę. Dzieci zatrudnia się do wysoce szkodliwej pracy przy oczyszczaniu złota.

Złoty interes

Mariusz: – Ghana to bogaty kraj. Złoto wydobywa się metodą odkrywkową, która nie wymaga wielkich nakładów finansowych. Ale rząd woli oddać kopalnie w ręce zachodnich inwestorów. Umowy z nimi nie są jawne. Korupcja osiąga piramidalne rozmiary. W 2019 r. studenci prawa wyszli na ulice, gdyż unieważniono im wyniki egzaminów wstępnych. Zdało kilka procent – akurat tyle, ile ułatwia rządowi manipulowanie aparatem sprawiedliwości. Protestujących potraktowano armatkami wodnymi. Tak wygląda demokracja w Ghanie za rządów obecnego prezydenta. Tymczasem Nana Akufo-Addo właśnie został przez magazyn „Forbes” ogłoszony Człowiekiem Roku 2021 w Afryce.

Mariusz współpracuje z amerykańską prawniczką Melani Mennellą. Przygotowują dokument na temat wydobycia złota i handlu nielegalnym kruszcem. W rzemieślniczym wydobyciu złota biorą udział zarówno kobiety, jak i dzieci. Raport będzie poświęcony pracy kobiet. Trafi do organizacji pozarządowych zajmujących się prawami człowieka i ochroną środowiska.

Ghana stała się obecnie największym producentem złota w Afryce. Ma tańszą siłę roboczą i łatwiejszy dostęp do kruszcu niż dotychczasowy lider – RPA. Właściciele południowoafrykańskich korporacji przenoszą swoje firmy do Afryki Zachodniej. „Rozumieją, co jest dla nas dobre”, komentują decyzje ghańskiego rządu o obniżeniu podatków korporacyjnych. Jedna z największych kopalń złota w Ghanie i na świecie, Ahafo, należy do amerykańskiego koncernu Newmont Goldcorp z Kolorado. Dysponuje rezerwami ok. 17 mln uncji.

Olbrzymią żyłę złota odkryto na linii państw Burkina Faso-Mali-Niger w Sahelu. Przy wydobyciu zatrudnionych jest bezpośrednio 2 mln osób. Tylko że złoto przynosi dochód głównie z podatków nakładanych na międzynarodowe korporacje zajmujące się jego wydobyciem. Dziesiątki milionów zwykłych ludzi nie mają z tego prawie nic. Rolnikom ubywa ziemi pod uprawy. Metoda odkrywkowa opiera się na przejęciu terenów liczonych w setkach kilometrów kwadratowych. 10 tys. drobnych rolników straciło gospodarstwa, po tym jak w 2006 r. Newmont zajął 3 tys. ha ziemi na wydobycie złota. Organizacje obrony praw człowieka oskarżyły Amerykanów o pozbawianie rdzennej ludności gruntów i zasobów wodnych w Brong Ahafo, regionie produkującym 30% żywności Ghany. Udział rolnictwa w PKB spada.

W 2010 r. wynosił 28,04%, w zeszłym roku tylko 18,24% (Statista). Złoto przynosi 5,5% PKB. Rolnicy zażądali pomocy rządowej w zakupie nowych gruntów oraz egzekwowania prawa, które nakazuje międzynarodowym korporacjom wpłaty 3-7% dochodu na lokalne cele. Rząd odpowiedział umocnieniem pozycji zagranicznych inwestorów poprzez zapewnienie ich operacjom całkowitej tajności.

Ciemna strona pomidora

Kolejna ghańska żyła złota to uprawa pomidorów, nie ma bowiem takiego dania w narodowej kuchni, w którym nie byłoby ntoosi. Ale tak było w przeszłości – jeszcze 20 lat temu ich uprawa zapewniała drobnym rolnikom przyzwoite dochody i bezpieczną egzystencję. Nie wytrzymała konkurencji z Europy. Import puszkowanych pomidorów wzrósł z 3,3 tys. ton w 1998 r. do 24,74 tys. ton w 2003 r., jak podaje Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). To skok o 650%. Zubożali rolnicy z Ghany zaczęli porzucać swoje pola i migrować do Europy.

Al-Dżazira wyprodukowała kilka lat temu materiał „Ciemna strona włoskiego pomidora”, opowiadający o ghańskich rolnikach oraz migrantach pracujących na włoskich polach. W Ghanie zanika handel świeżymi warzywami. Konsumenci wolą tanie puszki z Włoch i Chin, którymi zapełniają się bazary. Odkąd w 2000 r. rząd Ghany obniżył cła na przetwory pomidorowe, ich import zabił lokalny rynek. Właściciele pól i poletek stracili środki do życia, w niektórych regionach spowodowało to falę samobójstw. Zamknięto przetwórnie, w które inwestowano od lat 70., zniknęły miejsca pracy w całym łańcuchu produkcyjnym. Aż 25 osób towarzyszy wędrówce pomidora z pola na talerz.

W 2013 r. padł rekord importu przetworów pomidorowych do 55 krajów Afryki – 622 tys. ton. Nigeria, czołowy importer kontynentu, w latach 2014-2019 zanotowała jednak spadek importu niemal o połowę, do 80 tys. ton, na co wpłynęła polityka rządu nacelowana na ratowanie rodzimych producentów żywności. Ghana, mając siedem razy mniej ludności niż Nigeria, w 2019 r. importowała 75 tys. ton przetworów pomidorowych. By wzmocnić rodzimą produkcję, ghańscy rolnicy i handlarze domagają się inwestycji w systemy irygacyjne, poprawy infrastruktury drogowej na wsi oraz dostępu do lepszych jakościowo nasion i tanich kredytów.

Według FAO Włochy zaczęły zalewać Afrykę swoimi przetworami w 2001 r., gdy Unia Europejska wprowadziła dopłaty w wysokości 45 euro do jednej tony eksportowanych warzyw. Dziś trzy na cztery puszki pomidorów na rynku afrykańskim pochodzą z Chin.

Benedicta, bohaterka reportażu stacji Deutsche Welle, ma około hektara pomidorowych upraw. Nawet w dobrym roku ledwo wiąże koniec z końcem. Przed nastaniem pory deszczowej codziennie kupuje wodę do podlewania, co czyni produkcję warzyw nieopłacalną. Do tego kobiety pracujące na targowiskach jako tomato queens dyktują drastycznie zaniżone ceny na świeże warzywa, odkąd zamknięto lokalną przetwórnię. Mąż Benedicty pracuje we Włoszech. Nielegalnie, za 20-30 euro dziennie. Pieniędzy starcza na edukację dzieci oraz na trwającą od lat budowę małego domu. Benedicta nie widziała męża od dawna, rozmawia z nim tylko przez telefon. Kiedy spotyka przy drogach grupy mężczyzn z plecakami, wie, że wyruszają w daleką drogę – na północ, do Europy.

Koło się zamyka. W południowych Włoszech pracuje przy zbiorze warzyw nawet kilkaset tysięcy osób – głównie z Afryki. Otrzymują parę euro za 300-kilogramową paletę, co daje im zarobek ok. 20 euro dziennie. Podczas pracy, głodni i spragnieni, żują podkradane z pola pomidory. Z Afryki wypchnął ich neokolonializm. W Europie ocierają się o neoniewolnictwo.

Unia wie

– Współczesne niewolnictwo zawiera w sobie wiele praktyk, w których osoby są kontrolowane i wykorzystywane w sytuacjach, z których nie mogą się uwolnić z powodu gróźb czy przemocy lub innych okoliczności, które nie pozwalają im się sprzeciwić lub odejść – wyjaśnia Jakub Sobik, dyrektor ds. komunikacji w Modern Slavery and Human Rights Policy and Evidence Centre. – Może to dotyczyć ludzi pracujących za granicą, zmuszonych do zdobywania tam środków do życia dla siebie i swoich rodzin. Kiedy nie zna się języka czy lokalnego prawa, nie ma się do kogo zwrócić po pomoc albo jest się karanym za pracę bez dokumentów, wtedy trudno odejść i szukać wsparcia, nawet jeśli warunki pracy są katastrofalne.

– Migrują głównie rolnicy z małych wiosek – uzupełnia Mariusz. – Żony i dzieci zostawiają w kraju. Idą najczęściej przez Libię, etapami. Nie znają trasy. Mogą trafić do Włoch lub gdzie indziej. Przemytnikom płacą mobile money albo przez Western Union. Zdarza się, że są porzucani na Saharze, bo coś poszło nie tak. W Libii nikt się nie liczy z człowiekiem. Bojówki urządzają łapanki na ulicach, wymuszają okupy od rodzin. Średnia cena za uwolnienie migranta to 3-7 tys. dol. Wojsko i policja przymykają na to oko albo współpracują z bojówkarzami. Ludzie są sprzedawani do niewolniczej pracy. Czasem mogą się wykupić. Czasem są puszczani wolno, ktoś się nad nimi lituje. Czasem uciekają. Unia o wszystkim wie, sponsoruje tę rzeź.

Od 2014 r. na Morzu Śródziemnym zginęło 22 825 osób. 16 listopada br. Lekarze bez Granic ze statku „Geo Barents” znaleźli u wybrzeży Libii drewnianą łódź, z której udało się uratować 99 osób; 10 pasażerów udusiło się na dolnym pokładzie. Wolontariusze oskarżyli władze europejskie o brak odzewu na wezwania o pomoc. W ciągu 24 godzin załoga „Geo Barentsa” wzięła udział w trzech akcjach, ratując 186 osób – z Gwinei, Nigerii, Wybrzeża Kości Słoniowej, Somalii i Syrii, w tym kilkoro dzieci, najmłodsze 10-miesięczne. – Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakie tłumy przekraczają granice Afryki – mówi Mariusz. – Nie da się już ich powstrzymać, ani w Libii, ani w Europie.

Korzystałam z książki Tima Marshalla Potęga geografii, czyli jak będzie wyglądał w przyszłości nasz świat, Zysk i S-ka, Poznań 2021, s. 277-319.

Fot. Mariusz Śmiejek

Wydanie: 1/2022

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy