Aktorstwo to kontrolowana schizofrenia

Aktorstwo to kontrolowana schizofrenia

Krach na aktorskiej giełdzie może przyjść w każdym momencie. Trzeba być czujnym i ostrożnym. Nie dać się ponieść fali zbytniej pewności siebie Rozmowa z Rafałem Królikowskim – filmowy Wacław z Wajdowskiej „Zemsty” ukończył studia aktorskie w 1992 r. Debiutancka rola w filmie Andrzeja Wajdy „Pierścionek w koronie” przyniosła mu Nagrodę im. Zbigniewa Cybulskiego i etykietę amanta numer jeden polskiego kina. Następne role potwierdziły jego duże możliwości. W filmie „Pożegnanie z Marią” mógł wykorzystać swoje umiejętności muzyczne, wcielając się w rolę skrzypka. Z kolei w „Dziejach mistrza Twardowskiego” znakomicie zagrał swą pierwszą negatywną postać. Obecnie pracuje w warszawskim Teatrze Powszechnym. Gra także w serialach i telenowelach. – Czy w ciągu dziesięciu lat od dyplomu został pan wykorzystany na miarę swoich ambicji? – I tak, i nie. Były okresy, kiedy bardzo mało pracowałem i narzekałem, choć porównując się z innymi kolegami, narzekać chyba nie powinienem. Ale myślę, że każdy aktor, który lubi ten zawód, zawsze narzeka. – A pan lubi? – Nawet bardzo i dlatego nie do końca jestem usatysfakcjonowany. – Wielu rówieśnikom poszło znacznie gorzej. – To prawda. Niektórzy koledzy, z którymi kończyłem szkołę teatralną, już wysiedli z tego pociągu i robią coś zupełnie innego. – A pan ciągle jest w marszu. – Można tak to nazwać. – Mimo sukcesów w filmie i telewizji dla mnie jest pan przede wszystkim aktorem teatralnym. – Miło mi, że pani to zauważa. Odważę się powiedzieć rzecz niepopularną: teatr jest jedynym miejscem, gdzie aktor może ten zawód w pełni wykonywać. – Bo aktorstwa można się nauczyć tylko w teatrze, czy tak? – Myślę, że tak. Najciekawsze role, które dostarczyły mi najwięcej zawodowej i osobistej satysfakcji, to role teatralne. Nie mógłbym ich zagrać w filmie z prostej przyczyny – takiej literatury i takich problemów polskie kino nie dotyka. A poza tym w filmie nie ma czasu na próby, na popełnianie błędów i ich naprawianie. Wszystko robi się szybko, w biegu. Niełatwo zbudować wiarygodną postać. W teatrze jest okres narodzin roli. Stąd i rezultaty są lepsze. – Zacytuję jednego z mistrzów: „Teatr to świątynia”. Słowo „świątynia” w odniesieniu do teatru brzmi dla pana obco? – Nie tyle obco, co trochę pompatycznie. Do takiego określenia mam dystans, ponieważ wydaje mi się, że traktowanie miejsca pracy jako świątyni prowadzi do braku krytycyzmu. Wolę w pełni świadomie, na trzeźwo zdawać sobie sprawę z tego, co robię i gdzie jestem. Ale z drugiej strony, nie wyrzekłbym się metafizyki, która towarzyszy uprawianiu tego zawodu. Samo tylko zimne oko i kalkulacja oraz czyste rzemiosło nie wystarczą w teatrze. – Pozwala pan sobie na odrobinę szaleństwa? – Ale jedynie w ramach kontrolowanych emocji. – Czy szybko wraca pan do prywatności i codzienności po zagraniu roli tak bardzo „energetycznej” jak np. Kostia w „Czwartej siostrze”? – Z tym bywa różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Ale zawsze, zanim dotrze się do domu czy do znajomych, jest czas na ochłonięcie. Są jednak takie dni, gdy trzeba usiąść w bufecie, napić się czegoś i odetchnąć – tak po prostu – fizycznie i psychicznie. Jeden z moich profesorów mówił, że aktorstwo to kontrolowana schizofrenia. Czasem jednakową trudność sprawia wejście w ten inny świat i wyjście z niego, czyli powrót do rzeczywistości. – „Aktor jest błaznem, który zmienia maski”. Ta figura retoryczna pana razi? – Nie. Myślę, że w tym, co robimy, jest trochę błazeństwa… Oczywiście, wszystko zależy od roli i stylistyki danego przedsięwzięcia. – Aktor jest też psychologiem? – Domorosłym. – W poszukiwaniu prawdy musi grzebać w psychice postaci, którą gra, potem we własnej psychice, aby doszukać się sposobów na uwiarygodnienie roli. To ekscytujące? – Bardzo. Przyznam się, że lubię „pogrzebać” w motywach działań postaci, doszukiwać się drugiego dna. Ale szukam też w fachowych materiałach. Czytam prace na temat niekonwencjonalnych zachowań, odruchów. Wielką frajdę sprawiają mi obserwacje ludzi, relacji między nimi. To świetny materiał dla aktora. – Pobudza wrażliwość? – Nie tylko wrażliwość. O wiele ważniejsze są wyobraźnia, intuicja i wiedza na temat postaci. Zastrzyk informacji trzeba wprowadzić w nasz żywy organizm, działający i reagujący tak,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2002, 43/2002

Kategorie: Kultura