Ali Baba i 128 uchodźców

Ali Baba i 128 uchodźców

Zorganizowane grupy przestępcze napadają na Bałkanach na uciekinierów z Afryki i Bliskiego Wschodu, okradają ich albo zatrzymują dla okupu

Miliony umęczonych wojnami, torturowanych, zastraszanych, głodnych Afrykańczyków, Arabów i Azjatów marzą o tym, by dostać się na Stary Kontynent i rozpocząć tu nowe życie. Dla tych, którzy zdecydują się wyruszyć do Europy przez morze, przeprawa ma często tragiczny finał. Prawie codziennie w mediach pojawia się wiadomość o zatonięciu kolejnej grupy potencjalnych azylantów.

Droga lądowa jest bezpieczniejsza, a jedną z popularniejszych tras są górzyste Bałkany, więc codziennie przez półwysep przechodzą tysiące uchodźców.

Każdy niesie ze sobą tragiczną historię, każdy marzy o lepszym życiu w którymś z państw Europy Zachodniej. Jednak znalezienie się na naszym kontynencie nie gwarantuje jeszcze bezpieczeństwa. Zorganizowane grupy przestępcze na Bałkanach napadają imigrantów i okradają z resztek tego, co udało się donieść do Europy.

Według raportu UNHCR z początku czerwca, od stycznia tego roku do Europy przez Morze Śródziemne przybyło ponad 100 tys. uchodźców, przy czym tylko do Grecji przyjechało ich aż sześciokrotnie więcej niż rok wcześniej. Ludzie uciekający przede wszystkim z Syrii, Iraku, Afganistanu, Somalii i Erytrei przedostają się do Turcji i stamtąd organizują dalszą trasę.

W podróż na północ wyruszają często bez dokumentów, aby uniknąć deportowania do kraju, z którego przybyli. Z drugiej strony bez dokumentów nie mają żadnych praw. Jeżeli w Turcji złapie ich policja, kończą w więzieniu lub w centrach dla uchodźców, o których nikt dobrze nie mówi. Najwięcej jest ich w Stambule. W ubogiej i owianej złą sławą dzielnicy Tarlabaşı próbują jakoś zorganizować sobie transport do Unii Europejskiej. Za przerzut przez granicę z Grecją przemytnicy biorą od 700 do 1 tys. euro. Często po otrzymaniu zapłaty z góry pozostawiają uciekinierów gdzieś w Turcji. Przemyt z Turcji do Europy Zachodniej kosztuje 2,5 tys. euro, a do Kanady aż 22 tys. euro. Nieco tańszą opcją jest przepłynięcie łódką Morza Egejskiego, lecz nierzadko dochodzi tu do wypadków. Tylko w jeden weekend 19 i 20 czerwca grecka straż przybrzeżna w trakcie 37 akcji uratowała ponad 1,1 tys. osób. Ale na morzu grasują też bandy, które robią wszystko, by uniemożliwić imigrantom dostanie się do Grecji – zabierają im silniki, przebijają pontony lub zwyczajnie wrzucają do wody.

Uchodźcy na torach

Przed kryzysem Grecja była rajem dla biednych cudzoziemców, którzy mogli żyć dzięki wykonywaniu prac fizycznych. Ta epoka już minęła. W Atenach i Salonikach funkcjonują co prawda centra dla uchodźców, są też miejsca udzielające im pomocy, lecz to daleko od życia, jakiego prag­ną przybysze. Dlatego idą dalej.

Czasami wybierają trasę przez Albanię i Czarnogórę do Chorwacji lub Włoch. Dużo częściej jednak decydują się na przejście przez Macedonię. Niektórzy próbują pokonać trasę samodzielnie, inni – zazwyczaj ci, których na to stać – decydują się na usługi przemytników. Tutaj każdą granicę kontroluje oddzielna grupa kryminalna. Współpraca układa się jednak doskonale i wszyscy razem tworzą potężną bałkańską sieć szmug­lerów, którzy zarabiają setki tysięcy euro na migrantach.

W Macedonii codziennością są grupy uchodźców idących lub jadących na rowerach autostradami. Część w obawie przed napadami decyduje się na marsz wzdłuż torów kolejowych. Pod koniec kwietnia w okolicach miejscowości Veles pociąg uderzył w grupę odpoczywających uciekinierów z Afryki – 14 straciło życie. Z setki osób znajdujących się tej nocy na torach większość uciekła. Pozostała tylko rodzina zmarłych, którą policja zabrała na przesłuchanie.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 28/2015

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy