Alternatywa Prezydenta Andrzeja Dudy

Zaledwie kilka dni temu, w 72. rocznicę zdobycia ufortyfikowanej linii obrony na Odrze, będącej żelazną zaporą w walce o Berlin, prezydent Andrzej Duda oddał hołd poległym na rozlewiskach Odry żołnierzom I Armii Wojska Polskiego. Na cmentarzu wojennym w Starych Łysogórkach koło Siekierek pośród mogił prawie 2 tysięcy poległych polskich żołnierzy uczestniczył w uroczystej polowej mszy św. z udziałem metropolity ks. abp. Andrzeja Dzięgi, po czym wygłosił krótkie przemówienie jak zawsze piękne, momentami nawet filozoficzno-poetyckie, nieomal jak homilia. Oprawa uroczystości była podniosła i godna. Prezydent mówił, że „krew przelana za ojczyznę jest jedna, krwi przelanej za ojczyznę nie wolno w żaden sposób dzielić i nie wolno w żaden sposób dzielić tych, którzy za ojczyznę polegli”. I mówił dalej: „Jesteśmy tu na tym cmentarzu, gdzie w dostojeństwie i ciszy spoczywają żołnierze z których krwi powstała wolna Polska – ta, która jest tu i teraz…Dzięki tej żołnierskiej krwi polscy tułacze wypędzeni ze Wschodu znaleźli tu swój nowy dom… i żyją tu do dzisiaj. Tak jak ze śmierci Chrystusa i Jego zmartwychwstania narodziło się nowe życie, tak też z ich śmierci tutaj… narodziła się Polska i ta ziemia dla Polski. To jest polska ziemia, tak samo jak śpiewamy na Monte Cassino: Ta ziemia do Polski należy, bo wolność krzyżami się mierzy. Także tymi krzyżami, które stoją tu wokół nas – pod którymi leżą polscy żołnierze… Chylimy czoło przed ich bohaterstwem, przed ich dziełem, którego umiłowanym przez nas efektem jest dzisiejsza wolna Polska”.

Skrupulatni egzegeci myśli Prezydenta mogą zapytać, o jakim to w zasadzie czasokresie myślał Prezydent, gdy mówił, że nad Odrą żyją Polacy do dziś, bo to jest polska ziemia, tak samo jak ta spod Monte Cassino. Złośliwcy i kpiarze podchwycą, pytając „czyż my sami nie wiemy, że tak jest do dziś – ale co będzie jutro?” Zresztą jeśli ma to być ziemia polska jedynie tak samo, jak ta spod Monte Cassino, to znaczy, że żyjemy Panie Prezydencie w różnych światach.

Wszystkich niegodziwych krytyków wystąpienia Prezydenta w licznych atakach przewyższył jednak członek Kolegium IPN pan Sławomir Cenckiewicz, zarzucając prezydentowi, że czci bandyckie formacje, albowiem, jak stwierdził, ja „takich bandyckich formacji LWP nigdy czcił nie będę!… i tylko przez głęboki szacunek do Prezydenta nic więcej pisać nie będę”. Okazało się więc, że aby móc wykonać ten prosty, piękny gest szacunku dla przelanej krwi polskiego żołnierza, stanowisko zaprzysięgłych rusofobów i okcydentalistów wyposażonych dziś w licencję na wyłączność w definiowaniu patriotyzmu wymagało od Prezydenta postawy niemal heroicznej. Prezydent z łatwością jednak potrafił stawić czoła wyzwaniu. Jako Zwierzchnik Sił Zbrojnych RP piękną polszczyzną, ze znaną mu swadą i oracją starał się dowieść, jak bliski jest mu żołnierski los!

Niestety, cieniem na uroczystości w Siekierkach kładzie się polityczna wartość przemówienia Prezydenta. Choć jest politykiem, w Siekierkach w swym oratorskim przemówieniu przedstawił jedynie swe historiozoficzne poglądy. Odwołanie się do krzyży wyznaczających drogę naszej wolności i do zmartwychwstania Chrystusa jest piękną metaforą naszego odrodzenia, ale tylko w ustach duchownego i poety. Wygłaszana przez polityka jako osnowa jego wystąpienia staje się zaledwie mało wiarygodnym plagiatem. Kompletne zlekceważenie zaś historii, w dodatku tak boleśnie dotykającej najnowszych polskich dziejów, jest zdumiewające. Z przemówienia nie wynika nawet, skąd w ogóle ci chłopcy znaleźli się nad Odrą. Kto wtedy tę polską krew wytoczył? Kto był sprawcą śmierci tych dwóch tysięcy młodych Polaków (może byli to Rosjanie, nasi zadekretowani już wrogowie?). W dodatku sugestia Prezydenta, iż Polacy znaleźli się wówczas nad Odrą sami i to krew polskich żołnierzy spod Siekierek była ceną za osiedlenie się na tamtej ziemi najczęściej wypędzonych ze Wschodu, a nawet ceną za dzisiejszą wolną Polskę, jest kolosalnym uproszczeniem. Czy mamy rozumieć, że krew przelana w Siekierkach nad Odrą to cena także za Szczecin, Olsztyn i Wrocław? Wolne żarty, Panie Prezydencie!

Tajemnicą pozostanie powód, dla którego w swoim rocznicowym wystąpieniu Prezydent nie odniósł się choćby drobną wzmianką do wydarzeń sprzed lat. Dla tej młodzieży która czerpie wiedzę o przeszłości głównie ze współczesnych mass mediów, otwartą kwestią mogłoby być więc pytanie, czy Polacy w tej niecodziennej misji nad Odrą znaleźli się, albowiem zawdzięczają to swej kawalerskiej polskiej brawurze, czy w wyniku jakichś wspólnych, sojuszniczych działań. A jeśli sojuszniczych, to z kim i z czego miałaby wynikać konieczność tej szaleńczej polskiej szarży, która jak twierdzi Prezydent przyniosła owoc w postaci prawa do osiedlenia się nad Odrą?

Prezydent nie raczył nawet wspomnieć, że I Armia WP utworzona w Związku Radzieckim latem 1944 r. organizacyjnie podległa 1 Frontowi Białoruskiemu dowodzonemu najpierw przez marszałka Rokossowskiego, a następnie Żukowa. Brała udział w walkach o Warszawę, w walkach o przełamanie Wału Pomorskiego – to wtedy w Kołobrzegu 17 marca 1945 r. żołnierze 1 Armii WP dokonali zaślubin z Bałtykiem, a w końcu brali też czynny i zaszczytny udział w całej operacji berlińskiej. Pan Prezydent wygłaszając to wzruszające przemówienie jak widać całkiem zapomniał o historii, o tym, kim byli żołnierze, którzy słusznie zasłużyli na cześć i szacunek Rzeczypospolitej? Z kim w zażartym boju, osłaniając jeden drugiego i wspólnie walcząc do ostatniej kropli krwi ze śmiertelnym wspólnym wrogiem, szli razem na Berlin. Dzięki komu mieli okazję zatknąć polską flagą na berlińskiej kolumnie zwycięstwa? Owszem, mimo olbrzymich strat szturm I Armii Wojska Polskiego na niemieckie umocnienia obronne na Odrze przyniósł żołnierzom polskiej armii chwałę i obliguje pokolenia Polaków do stałej pamięci. Ale w trwającej wówczas kampanii wojennej z hitlerowską III Rzeszą ten bój był zaledwie epizodem. Decydującą rolę w trwających działaniach bojowych od 22 czerwca 1941 r. do zburzenia Reichstagu w maju 1945 r., czyli w walkach na froncie wschodnim (w wydaniu niemieckim znanych jako Ostfront, w rosyjskim jako Wielka Wojna Ojczyźniana), odegrał Związek Radziecki. Ale cena, jaką zapłacił, była ogromna. Same tylko osobowe straty wojenne ZSRR ocenia się na ok. 20 milionów ofiar. Okazała się niezbędna do pokonania nazistowskich planów o wyższości „rasy panów” nad żydowską i słowiańską rasą „podludzi” i zdobycia dla rasy panów przestrzeni życiowej. W wystąpieniu Pana Prezydenta cała historia została wykluczona w pełni i perfekcyjnie.

Przeniesienie jednak przez Prezydenta wydarzeń historycznych na płaszczyznę historiozoficzną świadczy albo o brakach w znajomości historii, albo – z chęci ukrycia prawdy – ucieczce w sferę filozofii i mitów. Obie przyczyny chwały nie przynoszą. Bogata literatura psychologii społecznej analizując zachowania i ludzkie wypowiedzi świadomie nieprawdziwe nazywa je kłamstwami i dzieli je na kłamstwa czynne i bierne. W tym drugim przypadku „nie mówi się tego o czym się wie, że jest prawdą. Formą tego kłamstwa będzie ukrywanie, polegające na pomijaniu faktów, czy unikaniu rozmowy na drażliwe tematy”(dr Tomasz Witkowski, „Psychologia kłamstwa”).

Wystąpienie w Siekierkach nie daje pewnej odpowiedzi na pytanie, czy Prezydent zna całą prawdę o szlaku bojowym I Armii Wojska Polskiego walczącej w ramach 1 Frontu Białoruskiego. Jeśli historia ta jest znana – Prezydent staje przed alternatywą: albo uzna za prawdziwe i w pełni godne jego poparcia słowa S. Cenckiewicza i w efekcie oznajmi to polskim i europejskim weteranom oraz całemu naszemu Narodowi i nigdy już żadnego cmentarza wojennego II wojny nie odwiedzi, albo z należytym szacunkiem i konsekwencją odniesie się do faktów II wojny, w tym do całego szlaku bojowego I Armii WP walczącej z wrogiem w ramach 1 Białoruskiego Frontu, a w dalszej konsekwencji także do uchylenia wszelkich nieprzyjaznych i małostkowych gestów wobec wielonarodowych grup zmotoryzowanych (np. tzw. Nocnych Wilków) pragnących godnie uczcić rocznicę naszego wspólnego zwycięstwa nad III Rzeszą.

Wydanie:

Kategorie: Od czytelników

Komentarze

  1. Adam
    Adam 18 maja, 2017, 13:14

    Polityka historyczna, zamiast rzetelnej wiedzy historycznej staje się głównym przekazem społecznym,
    a dzisiejsze młode pokolenie za kilkanaście lat o wojnie będzie wiedzieć tylko, że była jakaś partyzantka i „żołnierze wyklęci”. Pan Cenckiewicz swój negatywny stosunek do żołnierzy LWP wyrażał publicznie już niejeden raz. Pisał też o tym Wasz Tygodnik, ale teraz przeszedł nawet samego siebie. Skąd biorą się u niego pokłady nienawiści w stosunku do tych młodych chłopców, którym przyszło żyć w tamtych czasach i służyć w wojsku, nazywanym przez niego formacjami bandyckimi. Sam jestem rocznikiem wojennym i odbywałem zasadniczą służbę wojskową w latach 60-
    tych ubiegłego wieku. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że ja i moi koledzy z którymi pełniłem służbę
    będę kiedyś zaliczony przez jakiegoś uczonego profesora, który chyba nigdy nie powąchał prochu, do tych, co służył w bandyckich formacjach. Mówiąc niezbyt elegancko, ale i tak dużo łagodniej od
    utytułowanego profesora, to się w pale nie mieści. Jak długo jeszcze tego typu wypowiedzi mogą być
    tolerowane bez żadnej odpowiedzialności?!

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy