Ameryka na lekach

Ameryka na lekach

Amerykanie żyją coraz krócej głównie z powodu nadużywania silnych środków przeciwbólowych

Większość systemowych wad i niedociągnięć Stanów Zjednoczonych mocno kwestionujących ich status jako państwa rozwiniętego jest powszechnie znana. Ogromne nierówności ekonomiczne, drugi najwyższy na świecie (zaraz po niespecjalnie gęsto zaludnionym archipelagu Seszeli) wskaźnik więźniów na 10 tys. mieszkańców, setki śmiertelnych wypadków z udziałem broni palnej czy też wykluczenie dużej części populacji z procedury wyborczej z powodu niejednolitych przepisów dotyczących dowodów tożsamości – tymi tematami media na całym świecie zajmują się regularnie.

Pod względem średniej długości życia Amerykanie też nigdy nie byli czempionami. W rankingach wypadali dobrze, ale nie rewelacyjnie. Ich wynik oscylował przez ostatnią dekadę w okolicach 76-78 lat, co plasowało USA w tyle za innymi krajami rozwiniętymi i było rezultatem o ponad dwa lata niższym od średniej OECD. Przyczyn szybszej umieralności jest oczywiście wiele, od zgodnego ze stereotypem fatalnego sposobu odżywiania się, siedzącego trybu życia, do wciąż słabego w porównaniu z innymi krajami rozwiniętymi dostępu do opieki zdrowotnej czy wreszcie wspomnianej wysokiej liczby ofiar strzelanin.

Mimo to trend był optymistyczny. Amerykanie żyli krócej niż np. Singapurczycy czy ich sąsiedzi z Kanady, ale żyli coraz dłużej. Aż do 2015 r., kiedy pierwszy raz od przeszło 15 lat przeciętna długość życia spadła. Co gorsza, tendencja negatywna utrzymała się także rok później, co nie zdarzało się od końca lat 70. Choć oczywiście Stanom Zjednoczonym daleko jeszcze do katastrofy w obszarze zdrowia publicznego, eksperci zaczynają bić na alarm. I słusznie, co widać najlepiej po przeanalizowaniu przyczyn tego trendu.

Opioidy jak cukierki

Nie jest przypadkiem, że dwuletnia tendencja skracania przeciętnej długości życia Amerykanów pojawiła się właśnie teraz i że poprzednio zaobserwowano to zjawisko prawie 40 lat temu. Na przełomie lat 70. i 80. Stany Zjednoczone walczyły bowiem z masowym uzależnianiem się społeczeństwa od narkotyków. To właśnie wtedy narodziło się pojęcie „wojny z narkotykami”, w Departamencie Stanu powstawały projekty pierwszych planów współdziałania z rządami Ameryki Łacińskiej w celu ograniczenia napływu tych substancji na amerykański rynek, a pierwsza dama USA Nancy Reagan walkę z uzależnieniami uczyniła sztandarowym projektem realizowanym w czasie swojego pobytu w Białym Domu, użyczając twarzy kampaniom społecznym przeciwko narkotykom. Trudno się oprzeć bezpośrednim porównaniom tamtych czasów i obecnej sytuacji. Dzisiaj bowiem Amerykanie znowu umierają przedwcześnie z powodu uzależnienia od szkodzących im substancji. Tym razem nie chodzi jednak o kokainę czy LSD. Jedną z głównych przyczyn kurczącej się przewidywalnej długości życia w USA jest stosowanie opioidów – głęboko uzależniających środków przeciwbólowych, w Stanach przepisywanych w ostatnich dziesięcioleciach na skalę niemal masową i bez żadnej kontroli władz stanowych czy federalnych.

Wyraźnie widać to na przykładzie danych za lata 2015-2016, czyli okresu, w którym długość życia zaczęła spadać. W 2015 r. w wyniku przedawkowania substancji uzależniających śmierć w USA poniosło prawie 55 tys. osób, z czego ponad 33 tys. zmarło z powodu przedawkowania opioidów. Już rok później wynik ten był dużo gorszy. Całkowita liczba zgonów z powodu uzależnień wyniosła ponad 63 tys., przy 42 tys. śmierci w wyniku przedawkowania opioidów. Wyraźnie wzrosły też wskaźniki dotyczące przedawkowania opioidów syntetycznych, czyli środków farmaceutycznych wyprodukowanych w całości w warunkach laboratoryjnych, przepisywanych najczęściej na przewlekłe, nieuleczalne dolegliwości wywołujące ból nie do zniesienia.

Ofiarą przedawkowania była Linda Svanstrom, Amerykanka szwedzkiego pochodzenia, która zmarła pod koniec zeszłego roku w szpitalu stanowym w Genevie w stanie Illinois, w wieku zaledwie 55 lat. Oficjalnie przyczyną zgonu był atak serca, jednak rodzina Lindy jest przekonana, że przedwczesną śmierć wywołały przede wszystkim opioidy, które ich bliska przyjmowała od wielu lat. Jak często bywa w podobnych przypadkach, pierwsze tabletki przepisane zostały pacjentce w dość błahych okolicznościach. Opioidy miały złagodzić ból po operacji kolana, którą Linda przeszła kilka lat wcześniej, i pozwolić na szybszą rehabilitację. Niestety, z czasem organizm coraz bardziej do nich się przyzwyczajał, a ból nie ustępował. Linda zaczęła więc bywać u kolejnych lekarzy, którzy dość bezrefleksyjnie dopisywali po prostu kolejne opioidy do listy jej codziennych leków.

Pod koniec życia Linda zażywała już cały koktajl opioidów, które według krewnych zamiast jej pomagać, szkodziły. O śmierć Lindy obwiniają zatem lekarzy, w tym personel szpitala w Genevie, twierdząc, że nikt nie zweryfikował dotychczasowej historii kuracji, doprowadzając w ten sposób najpierw do głębokiego uzależnienia, a w końcu do przedawkowania.

Prawdziwa plaga

Podobnych historii są w USA tysiące. Historii osób, które wierząc, że przechodzą kurację i walczą z dolegliwościami, popadają w coraz głębsze uzależnienie, nierzadko prowadzące do przedwczesnej śmierci. Dlatego coraz więcej ekspertów w USA przychyla się do opinii, że odpowiedzialność za wybuch epidemii opioidów leży przede wszystkim po stronie lekarzy. Tego zdania jest m.in. prof. David Bishal, naukowiec z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Waszyngtonie, specjalizujący się w zagadnieniach zdrowia publicznego i zarządzania służbą zdrowia. W wywiadzie dla amerykańskiego publicznego radia NPR powiedział, że jednym z najważniejszych aspektów walki z epidemią opioidów jest edukacja lekarzy, ale przede wszystkim poprawienie procedur dotyczących przekazania dokumentacji medycznej. Jak twierdzi Bishal, duża liczba nieodpowiednich recept wynika właśnie z faktu, że system opieki zdrowotnej w USA jest bardzo zdecentralizowany, chaotyczny i źle zarządzany. Zwraca on także uwagę na brak centralnych baz danych o pacjentach i przestarzałe sposoby archiwizowania danych, podkreślając, że w wielu, zwłaszcza tych uboższych stanach, katalogowanie dokumentacji medycznej odbywa się wciąż analogowo lub nie jest w ogóle prowadzone.

Równie ważne w walce z nadużywaniem opioidami jest powstrzymanie wpływów koncernów farmaceutycznych, dla których te preparaty są nierzadko głównym źródłem zysków. Często produkują one kilka, a nawet kilkanaście leków o innych nazwach, ale o zbliżonym składzie chemicznym, tym samym wzmacniając swoją pozycję na rynku. Wprowadzają też, jak pisze dziennik „The Guardian”, klienta w błąd, bowiem nierzadko substancje te reklamowane są jako tabletki na konkretny rodzaj bólu, choć nie jest to poparte wynikami badań klinicznych.

Koncerny kombinują

W całej układance nie wolno też zapominać o lekach OTC, czyli substancjach do kupienia bez recepty. Nie zawierają one opioidów, są jednak niemal powszechnie dostępne, co w połączeniu z dowolnym dawkowaniem, które stosują koncerny farmaceutyczne (np. poprzez rozdzielanie jednej dawki leku na dwie receptury, tym samym zmieniając jego kwalifikację na lek OTC), stanowi najczęściej pierwszy krok do uzależnienia.

Wreszcie opisać należy chyba najbardziej drastyczną grupę ofiar epidemii opioidów, czyli tych pacjentów, którzy zdążyli już się uzależnić, jednak w trakcie leczenia odcinani są przez lekarzy od dostępu do tych substancji. Tacy ludzie najczęściej podejmują próby zaspokojenia głodu narkotykowego na własną rękę, szukając substytutów opioidów w dostępnych na czarnym rynku mieszankach farmakologicznych, czy sięgając po twarde narkotyki. Przypadki te, nazywane uzależnieniami od opioidów zakazanych (illicit opioid addictions), najczęściej kończą się szybką śmiercią. Jak zauważa prof. Anna Lembke z Uniwersytetu Stanforda, na co dzień badająca psychikę i zwyczaje osób uzależnionych, dla zdecydowanej większości ofiar epidemii opioidów leczenie jest pierwszym momentem, w którym tracą kontrolę nad swoim życiem. Problem w tym, że początkowo oddają ją w ręce lekarza, czyli osoby reprezentującej zawód wysokiego zaufania publicznego. Ufają mu, że dobór leków okaże się przede wszystkim skuteczny. Dlatego według Lembke kryzys opioidów to nie tylko tragedia zdrowotna, ale i potężny cios wymierzony zaufaniu społecznemu w USA.

Wprawdzie Donald Trump kilka razy zapowiedział, że poczyni stosowne kroki polityczne i legislacyjne, by epidemię tę zahamować, jednak konkretów na razie brak. Eksperci, w tym Lembke i Bishal, są jednak zgodni, że trwała redukcja zgonów wywołanych przedawkowaniem opioidów to zadanie na lata, być może dekady.

Wydanie: 21/2018

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy