Ameryka i Polska

Ameryka i Polska

Cały bez mała świat zaszokowany dramatycznymi wydarzeniami w USA pochyla głowy w żałobie nad ofiarami terrorystów.
My, w Polsce, kraju tak strasznie dotkniętym skutkami wojen i zagładą milionów ludzi, jesteśmy szczególnie uczuleni na zbrodnie wymierzone w niewinnych. Ból, rozpacz i strach o bliskich oraz przyszłość świata są naturalną rekcją na to, co się stało w czarny wtorek. Historia naszej cywilizacji zapełniona jest czarnymi kartami okropieństw, rzezi i wojen. I po każdej hekatombie obiecywaliśmy sobie, że to musi się skończyć. Ale nie kończy się, a lista zbrodni przeciw ludzkości staje się coraz dłuższa. Świat dawno doszedł do ściany. Przekroczono wszelkie dopuszczalne granice. Atak na amerykańskie symbole pokazuje, że nie ma już żadnych barier. To, co się stało w USA, jest aktem bestialskiego terroryzmu. Nie jest to jednak tylko samobójczy ruch garstki straceńców. Opłakując ofiary zbrodni, musimy spojrzeć na nasz świat oczyma tych, którzy od dawna cierpią, na setki milionów ludzi odtrąconych przez tę część globu, która jest zamożna i dostatnia. Zwalczając terroryzm różnej maści, należy przede wszystkim likwidować społeczne przyczyny, przez które ciągle przybywa ludzi walczących wszelkimi metodami z tym lepszym, bogatszym światem. Zapowiadany odwet musi więc dotyczyć wyłącznie sprawców i mocodawców zbrodni.
Pozostajemy solidarni z Ameryką. Ale mamy też ważne sprawy w Polsce. Nie wolno o nich zapomnieć. W niedzielę, 23 września, ocenimy i rozliczymy polityków AWS, UW, Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości z obietnic, którymi tak szafowali przed czterema laty. Wyborcy mają dobrą pamięć. Nie ma takiej obietnicy, której by dotrzymano. Wyborcy wiedzą też najlepiej, w jak marnej kondycji znajdują się dziś nasze państwo i gospodarka. Stopień frustracji jest tak wielki, jak ogromna jest skala korupcji i prywaty. Za ten fatalny bilans rządów trzeba ponieść odpowiedzialność. To nie krasnoludki rządziły Polską przez ostatnie lata. Ważniejsza jednak od spodziewanej klęski obozu postsolidarnościowego jest sprawa wyniku wyborów. I tego, czy wyborcy opowiedzą się za wariantem silnego rządu koalicji SLD-UP.
Leszek Miller i ta koalicja przedstawili swój program z taką otwartością, jakiej jeszcze w Polsce nie było. Jeśli dostaną poparcie społeczne, będzie szansa wyjścia z zaklętego kręgu niemocy. Trudnemu zadaniu naprawy państwa i wyzwaniom globalnym może sprostać tylko silny rząd kierowany przez sprawnego lidera.
Cóż mogę radzić wyborcom tak już dojrzałym jak Polacy? Przede wszystkim trzeba pójść i zrobić to, o czym się myślało przez ostatnie lata.

Wydanie: 38/2001

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy