Amerykanie o Okrągłym Stole

Amerykanie o Okrągłym Stole

Wydarzenia 1989 r. w depeszach amerykańskich służb

Przygotowania do Okrągłego Stołu i same obrady były uważnie śledzone za Atlantykiem. Demokratyzację systemu uznano za pożyteczną i potrzebną, jednak to zmiany w gospodarce były priorytetem dla amerykańskiej administracji.
Dawno Polska nie cieszyła się takim zainteresowaniem amerykańskich mediów i polityków jak w latach 80. Trzy zaledwie dzienniki – „New York Times”, „Washington Post” i „Wall Street Journal” – pisały o PRL ponad 2 tys. razy. Według badań Instytutu Gallupa i National Geographic, Polska była w tym okresie najbardziej rozpoznawalnym – obok ZSRR – członkiem Układu Warszawskiego. Nie bez powodu amerykańscy dziennikarze mówili o „polskiej dekadzie za oceanem”.
Apogeum amerykańskiego zainteresowania wydarzeniami nad Wisłą przypadło na początek 1989 r. „W świecie olbrzymie zainteresowanie X Plenum KC i przyjętymi dokumentami”, zanotował w dzienniku Mieczysław F. Rakowski. Burzliwa, trwająca od listopada 1988 r. do stycznia 1989 r. narada na szczytach partii dała liderom PZPR zielone światło do rozmów z opozycją. Był to niewątpliwie przełom i osobisty sukces gen. Wojciecha Jaruzelskiego. W czasie plenum zapowiedział on bowiem, że brak zgody na wznowienie rozmów z opozycją będzie równoznaczny z jego rezygnacją z funkcji I sekretarza KC i przewodniczącego Rady Państwa. Na taki scenariusz nie mogli się zgodzić nawet najwięksi jego oponenci.

Głosy sprzeciwu

Zwycięstwo partyjnych liberałów nie przyszło jednak łatwo. „Jaruzelski ma kłopoty z szeregowymi członkami partii, którzy boją się, że legalizacja »Solidarności« może zagrozić ich pozycji ekonomicznej i politycznej”, depeszował ambasador USA w Warszawie John R. Davis, jedna z najlepiej wówczas poinformowanych osób w stolicy. Ambasada amerykańska na bieżąco śledziła sytuację w PZPR. Po latach Davis wspominał, że w pierwszych miesiącach 1989 r. byli w pracy „niemal przez 24 godziny na dobę, zbierając, analizując oraz wysyłając wiadomości i opinie”.
Badając sytuację w Polsce na progu 1989 r., amerykańscy dyplomaci zauważyli z niepokojem, że również „Solidarnością” targały problemy wewnętrzne. Już 6 stycznia Davis raportował do Waszyngtonu: „Wałęsa ma kłopoty z radykałami, niektórzy z nich są jego rywalami od dawna (…), inni po prostu chcą teraz więcej pieniędzy i nie są zainteresowani kształtowaniem politycznej przyszłości Polski”.
Przyjęte na X Plenum stanowisko otwierało drogę do dialogu z opozycją, lecz nie bezwarunkowo. Kością niezgody stało się żądanie niewzniecania strajków przez najbliższe dwa lata, w trakcie których rząd planował zreformować polską gospodarkę. Ambiwalentność propozycji PZPR dobrze odczytał dziennik „New York Times”. Dzień po zakończeniu plenum jego warszawski korespondent poinformował o propozycji partii, zaznaczając jednak, że zarówno po stronie PZPR, jak i w łonie opozycji dało się słyszeć liczne głosy sprzeciwu.
Z tego samego powodu pesymistami co do szans wznowienia rozmów pozostawali amerykańscy dyplomaci w Warszawie. Komentując sceptycyzm Janusza Reykowskiego, członka Biura Politycznego i „jednego z dwóch prawdziwych intelektualistów pozostałych w partii”, ambasador Davis oceniał: „Jest szczególnie godne uwagi, że człowiek z takimi referencjami może mieć tak duże trudności z zaakceptowaniem potrzeby relegalizacji »Solidarności«. Jest to bariera mentalna, której przezwyciężenie jest jeszcze trudniejsze dla reszty kierownictwa partyjnego”.
Więcej optymizmu prezentował natomiast sekretarz stanu George Schultz. W odpowiedzi na depeszę Davisa szef amerykańskiej dyplomacji podkreślał, że „pierwszy raz od czasu stanu wojennego polskie władze publicznie przedstawiły warunki powtórnej legalizacji »Solidarności«”. Chociaż więc uznawał powrót do stanu sprzed 13 grudnia 1981 r. za trudny i odległy, jednoznacznie stwierdzał, że „jest to realnie możliwe”. Stanowisko administracji USA polski ambasador w Waszyngtonie Jan Kinast uważał za „ostrożne, zrównoważone poparcie dla tego kroku, jego znaczenia dla porozumienia narodowego”.
Tajemnicą poliszynela były sympatie amerykańskich korespondentów i dyplomatów. Związany z „New York Timesem” Michael Kaufman wspominał, że musiał porzucić obiektywne dziennikarstwo na rzecz zaangażowania się po stronie opozycyjnej. Również dyplomaci otwarcie popierali „Solidarność”, zapraszając jej przedstawicieli na mniej lub bardziej oficjalne spotkania. „Byli pełni energii, zdolni, interesujący, a rozmawiało się z nimi o wiele ciekawiej niż z jakimkolwiek urzędnikiem państwowym lub partyjnym aparatczykiem”, wspominał opozycjonistów ambasador Davis.
Nic dziwnego, że relacje amerykańskich gazet o przygotowaniach do Okrągłego Stołu były pisane z perspektywy opozycji. W korespondencjach z Polski dziennikarze podkreślali „koncyliacyjność i opanowanie Wałęsy”, który „robił wszystko, aby jak najszybciej rozpocząć obrady Okrągłego Stołu”. Z kolei role czarnych charakterów przydzielali przeważnie Alfredowi Miodowiczowi i gen. Jaruzelskiemu, przy każdej okazji wypominając temu drugiemu, że „siedem lat wcześniej wysłał wojsko, aby zmiażdżyć »Solidarność«”. Jeśli amerykańska prasa cytowała przedstawicieli władzy, to głównie uchodzących za liberałów, takich jak Rakowski. Chociaż więc premier nie brał udziału w negocjacjach partii z opozycją, on właśnie firmował je na Zachodzie.

Są ustępstwa, nie ma ulg

Wiele uwagi w dniach poprzedzających obrady Okrągłego Stołu ambasada USA w Warszawie poświęciła Miodowiczowi i jego związkowi. To w OPZZ Amerykanie widzieli najpoważniejszą przeszkodę w porozumieniu polskich władz z opozycją. W komentarzu do jednej ze swoich depesz ambasador Davis zwracał uwagę na widoczny rozdźwięk między stanowiskiem OPZZ a rządem i partią. Jego zdaniem, wynikał on z obawy koncesjonowanych związków przed współzawodnictwem z „Solidarnością”. „Większość osób – pisał – z którymi rozmawiamy, nisko ocenia możliwości działaczy OPZZ w zakładach pracy i nie traktuje oficjalnych związków zawodowych jako poważnego rywala”. Mimo to przewidywał, że „OPZZ nie pójdzie na dno bez walki”.
Przełom w drodze do Okrągłego Stołu nastąpił 27 stycznia w Magdalence, gdzie spotkali się m.in. gen. Kiszczak i Wałęsa. Chociaż w oficjalnym komunikacie stwierdzono, że spotkanie dotyczyło wyłącznie przygotowań do wspólnych obrad, w rzeczywistości obie strony ustaliły na nim warunki powtórnej legalizacji „Solidarności”. Zaskakująco dobre informacje o przebiegu spotkania miał ambasador USA w Warszawie. W depeszy do sekretarza stanu Jamesa Bakera, który w międzyczasie zastąpił Schulza, relacjonował: „Rzeczywisty porządek spotkania nie miał wiele wspólnego z organizowaniem rozmów Okrągłego Stołu, ale raczej z określeniem podstawowych warunków relegalizacji »Solidarności«”. Davis zwracał także uwagę na nieobecność – pomimo zaproszenia – Miodowicza, co miało go stawiać w „sytuacji nie do obrony zarówno jako szefa OPZZ, jak i członka Biura Politycznego”.
Ambasador łączył ustępstwa polskich władz ze staraniami o zagraniczne kredyty. Na potwierdzenie swoich słów powołał się na rozmowy z niemieckimi dyplomatami, według których „być może zostaną ominięte przeszkody prawne w udzieleniu Polsce gwarancji na 100 mln marek kredytu eksportowego”. Co więcej, RFN miała się zgodzić na poparcie stanowiska polskiego rządu w Klubie Paryskim. John Tagliabue z „New York Timesa” podsumowywał: „Warszawa ma nadzieję, że państwa zachodnie uznają pokojowe porozumienie z »Solidarnością« jako powód do wzmożonego gospodarczego wsparcia i lepszych warunków spłaty 39 mld dol. polskiego długu”.
Administracja USA powstrzymywała się przed jednoznaczną deklaracją pomocy finansowej. Podczas rozmowy ze Zbigniewem Brzezińskim ambasador Kinast usłyszał, że „Polska nie może liczyć na pomoc taką jak w latach 70., kiedy to Amerykanie »dali się nabrać«”. Były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego miał jednak potwierdzić konsultacje Waszyngtonu z Europą Zachodnią „co do dalszej polityki wobec Polski, ale nie w takim wydaniu, jak ma to miejsce w naszych [polskich] rozmowach z RFN”.
Oficjalne stanowisko wobec wydarzeń w Polsce Waszyngton przedstawił kilka dni przed rozpoczęciem obrad. 3 lutego 1989 r. doszło do spotkania Kazimierza Morawskiego, członka Rady Państwa, z doradczynią sekretarza stanu ds. Europy i Kanady. Ta przekazała Morawskiemu, że „Stany Zjednoczone z zadowoleniem przyjęły wznowienie dialogu między władzami polskimi a »Solidarnością«”. Ostrzegła zarazem, że planowana reforma gospodarcza „nie będzie przebiegała bez zakłóceń”. Podczas rozmów nie padła żadna konkretna oferta pomocy, co strona polska odebrała z nieskrywanym rozczarowaniem.
Brak zdecydowanej reakcji Waszyngtonu wynikał po części ze zmian, jakie zachodziły wewnątrz amerykańskiej administracji. 20 stycznia 1989 r. został zaprzysiężony na prezydenta George Bush. Chociaż wiele go łączyło z Ronaldem Reaganem, bliżej mu było do realizmu Richarda Nixona niż do idealistycznej wizji świata niedawnego szefa. Podczas przyjęcia dla korpusu dyplomatycznego Bush miał ciepło wspominać wizytę w Polsce w 1987 r. i prosić polskiego ambasadora o „przekazanie gen. Jaruzelskiemu wyrazów szacunku”.

Skazani na sukces

Obrady Okrągłego Stołu zaczęły się 6 lutego 1989 r. „Rząd i zakazany związek zawodowy »Solidarność« rozpoczęły dzisiaj dyskusję na temat szerokiej politycznej i gospodarczej zmiany w Polsce”, informował „New York Times”. Sens rozmów amerykański dziennikarz sprowadzał do prostej transakcji wymiennej: ponowna legalizacja „Solidarności” i częściowo wolne wybory do parlamentu w zamian za poparcie dla rządowego programu reform gospodarczych.
W depeszy o rozpoczęciu obrad ambasador Davis pisał, że „rozmowy są skazane na sukces”. Powoływał się przy tym na rozmowę z Bronisławem Geremkiem, według którego „główne punkty porozumienia prawdopodobnie są już określone”. Negocjacje przy Okrągłym Stole miały więc się skupić na dopracowaniu szczegółów w sprawie pluralizmu związkowego oraz wyborów parlamentarnych. Chociaż Davis oceniał początek obrad niezwykle pozytywnie, to ubolewał, że w „strukturze Okrągłego Stołu pominięto (…) podkomisję ds. kultury i mniejszości narodowych z Andrzejem Wajdą i Markiem Edelmanem”.
Prasa amerykańska, na czele z „New York Timesem”, pilnie śledziła przebieg rozmów Okrągłego Stołu. Warszawski korespondent dziennika zastanawiał się, czy władzom znów nie chodziło o to, aby „wyremontować państwowy statek, pozostawiając jednak swoich ludzi przy sterze”. Dziennikarz powoływał się na przedstawicieli opozycji, według których „pomysł udziału opozycji w rządzie wydaje się być co najmniej przedwczesnym”. Podkreślał jednocześnie, że robotnicy tracili cierpliwość z powodu przedłużającej się stagnacji gospodarczej. W samym styczniu 1989 r. w Polsce odnotowano ponad 170 strajków, w których brało udział 6 tys. osób.
W kolejnych dniach uwaga amerykańskich mediów nadal skupiała się na Polsce, lecz niekoniecznie na Okrągłym Stole. Więcej emocji wywoływały informacje o publikacji przez tygodnik „Odrodzenie” raportu o rzeczywistych sprawcach zbrodni katyńskiej. Zdaniem amerykańskiego publicysty, był to znak, że „rząd gen. Wojciecha Jaruzelskiego wyłamywał się z szeregu w stosunkach z Moskwą”. Z kolei w polityce wewnętrznej druk raportu przez oficjalną prasę miał znamionować początek końca monopolu władzy na historię najnowszą.

Mecz ważniejszy

Amerykańscy dyplomaci koncentrowali się natomiast na sprawach gospodarczych. W depeszach słanych do Waszyngtonu John R. Davis zwracał uwagę na populistyczne żądania „Solidarności”, dotyczące np. indeksacji wynagrodzeń, których realizacja powodowałaby „wzrost inflacji i dalsze pogorszenie zaopatrzenia na rynku”, a także przeszkodziłaby w zwiększeniu wydajności. Ambasador obawiał się, że spory na tle ekonomicznym nie tylko pogarszały atmosferę dwustronnych negocjacji, ale również prowadziły do „poważnych różnic zdań” wewnątrz samej „Solidarności”.
Obserwujący przebieg negocjacji Davis z zaskoczeniem stwierdził, że więcej reformatorskiego zapału było po stronie partyjno-rządowej. W rozmowie z prof. Witoldem Trzeciakowskim, głównym negocjatorem „Solidarności” ds. gospodarczych, usłyszał bowiem, że „miał on o wiele więcej problemów z namówieniem własnej strony do przyjęcia wspólnego stanowiska niż z prowadzeniem – w tej fazie – rozmów z rządem. (…) Lokalni przywódcy »Solidarności« chcą uniknąć porozumienia z rządem w sprawach gospodarczych. Boją się utraty własnej pozycji, jeśli będą musieli wezwać swoich członków do powstrzymania się od żądań płacowych i strajków”.
O szczególnym zainteresowaniu strony amerykańskiej kondycją polskiej gospodarki informował ambasador Kinast. Po obiedzie wydanym przez polską ambasadę dla członków Izby Reprezentantów stwierdził, że goście „interesowali się szczegółowo naszymi stosunkami z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Bankiem Światowym”. Zaznaczył przy tym, że „z ich wypowiedzi nie wynikało jednak, aby Amerykanie mieli zamiar pozytywnego zaangażowania się wobec naszych postulatów w tych instytucjach”. Ambasador konstatował: „Polska i jej sprawy widziane są tutaj w szerszym kontekście polityki USA wobec ZSRR i Europy Wschodniej jako regionu”.
Podpisanie porozumień Okrągłego Stołu 5 kwietnia 1989 r. przyjęto za oceanem z satysfakcją, lecz bez emocji. Największe dzienniki zauważały co prawda potencjał rozpoczętych przemian, ale spokojnie czekały na dalszy bieg wydarzeń. Warszawski korespondent „New York Timesa” donosił, że sami Polacy zachowywali dystans wobec porozumienia władzy z opozycją. Potwierdzeniem tego miało być przerwanie przez telewizję publiczną transmisji zakończenia obrad, aby rozpocząć relację meczu AC Milan z Realem Madryt. „Oni tylko rozmawiają i rozmawiają, podczas gdy potrzebne mi maszyny stają się coraz droższe”, cytował wypowiedź jakiegoś rolnika „NYT”.
„Problemy pozostają, ale to, że porozumienie było możliwe, jest z pewnością pozytywne” – tak depeszę z 6 kwietnia rozpoczynał ambasador Davis. Z satysfakcją odnotowywał, że „postanowienia w sprawie nowego ładu ekonomicznego są w zasadzie pozytywne i proreformatorskie, korzystne dla sektora prywatnego, sprzyjają gospodarce wolnorynkowej”. Kilka kwestii wzbudziło jednak jego niepokój. Przede wszystkim niektóre zapisy porozumienia były – zdaniem Davisa – zaledwie „listą życzeń”. Z kolei „obiecane przestawienie produkcji sektora zbrojeniowego na potrzeby rynku dóbr konsumpcyjnych ma znaczenie bardziej symboliczne niż praktyczne”.

Zróżnicowane rezultaty

„Rezultaty rozmów z pewnością są zróżnicowane”, głosiło stanowisko amerykańskiej administracji. O ile zgodę na liberalizację systemu politycznego przyjęto z zadowoleniem, o tyle „negocjacje w sprawie reform gospodarczych były o wiele mniej udane”. Wśród materiałów przygotowanych dla Departamentu Stanu dominowała więc myśl, że polska „gospodarka jest w złym stanie i pod pewnymi względami sytuacja pogarsza się, a odbudowa i stabilizacja gospodarcza pozostają głównym zadaniem do wykonania”.
Po zakończonych z sukcesem obradach ruch powinna była wykonać amerykańska administracja. W Polsce z niecierpliwością oczekiwały tego zarówno strona partyjno-rządowa, jak i opozycja. Tymczasem w Waszyngtonie wciąż powstrzymywano się przed konkretnymi decyzjami. Nie skutkowały ponaglenia ambasadora Davisa, który pisał z Warszawy, że „zmęczeni negocjatorzy niedługo wstaną znad Okrągłego Stołu, patrząc z niepokojem na Zachód i oczekując na naszą odpowiedź”.
„Stany Zjednoczone długo mówiły Polakom, że jeśli załatwią konkretne sprawy, to rząd USA również wykona pewne posunięcia. Jeśli teraz nie odpowiemy, stracimy twarz i wpływy”, przyznał zastępca sekretarza stanu Lawrence Eagleburger w rozmowie z ambasadorem brytyjskim. Jednak na jego naleganie, aby podjąć „konkretne działania”, amerykański dyplomata odpowiedział, że „niektóre punkty naszej odpowiedzi będą trudne z powodu problemów gospodarczych i budżetowych Stanów Zjednoczonych”.
Rozmowy polityczne w Waszyngtonie uważnie śledziła tamtejsza prasa. „Nawet »Solidarność« nie jest w stanie zdziałać cudów sama”, podkreślał „New York Times”. Jeden z jego czołowych publicystów, Serge Schmemann, pisał: „Przez lata Zachód dawał do zrozumienia, że jakakolwiek pomoc dla zrujnowanej polskiej gospodarki i redukcja długu sięgającego 39 mld dol. zależały od zgody komunistycznych władz na zalegalizowanie »Solidarności« i demokratyzację systemu”.
Doradca prezydenta Busha ds. bezpieczeństwa narodowego Brent Scowcroft wspominał, że reakcje na zakończenie obrad Okrągłego Stołu były wewnątrz administracji zróżnicowane. O ile on sam opowiadał się za „hojnym” wsparciem gospodarczym dla Polski, o tyle sprzeciwiał się temu sekretarz skarbu Nicholas Brady. Liberalizacja systemu politycznego – argumentował ten ostatni – nie musiała wcale oznaczać liberalizacji systemu gospodarczego, a tylko wtedy pomoc amerykańska miałaby sens.
Ostatecznie spór rozsądził sam Bush. W przemówieniu wygłoszonym 17 kwietnia (niemal dwa tygodnie po zakończeniu obrad!) zaproponował pewne udogodnienia w handlu z PRL, m.in. „zachęcenie naszych sojuszników” do odroczenia spłaty polskiego długu oraz umożliwienie amerykańskiemu kapitałowi inwestowania w Polsce. Jednocześnie zapowiedział, że będzie „zachęcał Międzynarodowy Fundusz Walutowy do wypracowania z Polską działającej, nakierowanej na rynek polityki gospodarczej”.
Rozczarowanie amerykańską ofertą było powszechne. Ambasador USA w Moskwie wprost nazwał politykę administracji Busha „fuszerką Waszyngtonu”. Na nic się zdały słowa ambasadora Kinasta, który przekazał asystentce sekretarza stanu, że „w Polsce wszyscy spodziewają się współpracy, a nawet pomocy Zachodu”. Z kolei ambasador Davis cytował w depeszy Wałęsę, który przekonywał, że „niezwykle istotna jest znacząca pomoc Zachodu dla reform, które usiłuje się wprowadzić w Polsce. (…) Choć wymaga to pieniędzy, nie jest działalnością charytatywną”.
Sytuacja gospodarcza nad Wisłą wkrótce zdominowała korespondencje dziennikarskie i depesze ambasady USA w Warszawie. Czas zachwytu nad polską drogą do demokracji minął równie szybko, co nieodwracalnie. Zaczął się trudny okres transformacji systemowej, którą chciano wykorzystać nie tylko w Waszyngtonie. Romantyzm pierwszych miesięcy 1989 r. ustąpił brutalnej rzeczywistości, o czym polskie elity miały się wkrótce przekonać.

Wykorzystana literatura:
1. Ku wielkiej zmianie. Korespondencja między Ambasadą PRL w Waszyngtonie a Ministerstwem Spraw Zagranicznych, styczeń-październik 1989, Warszawa 2008.
2. Ku zwycięstwu „Solidarności”. Korespondencja Ambasady USA w Warszawie z Departamentem Stanu, styczeń-wrzesień 1989, Warszawa 2006.
3. Anna Mazurkiewicz, Prasa amerykańska wobec wyborów w Polsce w latach 1947 i 1989, Gdańsk 2009.
4. Mieczysław F. Rakowski, Dzienniki polityczne 1987–1990, Warszawa 2005.
5. Andrzej Leon Sowa, Historia polityczna Polski 1944–1991, Kraków 2011.


Wałęsa ma kłopoty z radykałami, niektórzy z nich są jego rywalami od dawna, jak Andrzej Gwiazda, inni po prostu chcą teraz więcej pieniędzy i nie są zainteresowani kształtowaniem politycznej przyszłości Polski. Z kolei Jaruzelski także ma kłopoty z szeregowymi członkami partii, którzy boją się, że legalizacja „Solidarności” może zagrozić ich pozycji ekonomicznej i politycznej. Niemniej zarówno kierownictwo rządu, jak i opozycji wydaje się coraz bardziej przekonane, że system wkrótce musi być radykalnie zmieniony. Trudność leży w uzgodnieniu, jaki system powinien powstać na końcu tej drogi.

Depesza ambasadora Davisa z 6 stycznia 1989 r.

Od ponad tygodnia w wielu sprawach toczą się negocjacje Okrągłego Stołu między polskim rządem a opozycją. Wznowiwszy dialog z „Solidarnością”, z dużymi obawami o jego wynik, rząd polski z niepokojem oczekuje na pierwsze reakcje Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej. (…) Proponuję, aby teraz Stany Zjednoczone podjęły konkretne kroki i wystąpiły ze skromnymi propozycjami, które zarazem byłyby symbolicznym gestem politycznym, a jednocześnie zwiększyłyby możliwości działania ambasady w tej coraz bardziej dynamicznej i niepewnej sytuacji.
Depesza ambasadora Davisa z 13 lutego 1989 r.

Rośnie prawdopodobieństwo, że w Polsce w ciągu kilku następnych tygodni zostanie osiągnięte historyczne porozumienie między rządem a „Solidarnością” przy błogosławieństwie i wyraźnym poparciu Kościoła. (…) Droga do tego porozumienia będzie wyboista, ponieważ obie strony dążą do uzyskania ostatnich ustępstw, ale wydaje się niemal pewne, że posunęły się za daleko, aby zawrócić. (…) Komunizm przemienia się w coś, co Jaruzelski określił jako „demokratyczny neosocjalizm”, pomysł, który wydaje się mieć więcej wspólnego ze współczesną Szwecją niż stalinowską Rosją.
Depesza ambasadora Davisa z 7 marca 1989 r.

Postanowienia w sprawie nowego ładu ekonomicznego są w zasadzie pozytywne i proreformatorskie, korzystne dla sektora prywatnego, sprzyjają gospodarce wolnorynkowej.
Depesza ambasadora Davisa z 6 kwietnia 1989 r.

Według przyjaciela przywódcy „Solidarności”, po Okrągłym Stole Lech Wałęsa woli pozostać poza bieżącą polityką, aby zachować autorytet kogoś ponad podziałami. Podobno Wałęsa nosi się z zamiarem przekazania w przyszłości przywództwa „Solidarności” demokratycznie wybranemu następcy. Mówi się, że jego kandydatem na tę funkcję jest Władysław Frasyniuk.
Depesza ambasadora Davisa z 14 kwietnia 1989 r.

RFN ogromnie interesuje się Polską, która jest przedmiotem dużego zmartwienia. W ubiegłym roku RFN wydała Polakom 800 tys. wiz, a 40 tys. osób poprosiło o azyl. W tym roku co miesiąc liczba wydanych wiz rosła o 40-50%. (…) Drugim pod względem ważności aspektem sprawy polskiej jest dla Niemiec kwestia zadłużenia: jedna trzecia z 39 mld dol. polskiego zadłużenia przypada na Niemcy Zachodnie. Ministrowie finansów muszą być elastyczni, Polska jest bowiem tylko jednym z wysoko zadłużonych krajów, powinniśmy być ostrożni w ustanawianiu precedensów, które będą trudne (jeśli nie niemożliwe) do powtórzenia.
Depesza zastępcy przedstawiciela Stanów Zjednoczonych przy NATO Johna Kornbluma do sekretarza stanu z 14 kwietnia 1989 r.

Kuroń podkreślił, że Stany Zjednoczone muszą podjąć zasadnicze kroki, aby pomóc Polsce. Polska jest w trakcie bezprecedensowych zmian. Wprowadzenie mechanizmów prawdziwie rynkowych jest operacją ogromną i stwarzającą duże ryzyko. Opozycja jest świadoma, że reformy rynkowe mocno powiększą nierówności w dochodach, zanim przyniosą duży wzrost poziomu życia, a jeżeli nastąpi to zbyt raptownie, skutkiem będzie rewolucja.
Depesza sekretarza stanu do ambasady USA w Warszawie z 3 maja 1989 r., dotycząca rozmowy asystenta sekretarza ds. europejskich Thomasa W. Simonsa z Jackiem Kuroniem

Wiele szczegółów porozumień Okrągłego Stołu i związanych z nimi rozwiązań instytucjonalnych zostało wypracowanych przez „Solidarność” po to, aby uniknąć wrażenia jakiejkolwiek współpracy z reżimem, przypominającej partnerstwo. To nie miała być konstrukcja koalicyjna.
Depesza ambasadora Davisa z 24 maja 1989 r.

Wydanie: 7/2014

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy