Amnezja odnowicieli

Amnezja odnowicieli

Należę do pokolenia, dla którego Janusz Kusociński był postacią kultową. „Kusy” to legenda polskiego sportu. Wspaniały lekkoatleta, rekordzista świata i mistrz olimpijski z Los Angeles. Wielki patriota. Obrońca Warszawy z 1939 r. i żołnierz podziemia. Rozstrzelany przez Niemców w 1941 r. Stulecie jego urodzin, przypadające na 15 stycznia, zauważyła tylko „Trybuna”. Trudno powiedzieć, czym sobie Kusociński zasłużył na tę lustrację? Nie było dla „Kusego” miejsca w telewizji publicznej ani radiu, które przecież po to zbierają od nas abonament, by kultywować pamięć o wybitnych rodakach. Amnezja ogarnęła Lipca, ministra sportu, który przecież jako były lekkoatleta musiał słyszeć o Kusocińskim. I Ujazdowskiego, ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Tym większy wstyd, że pamiętano o Kusocińskim, gdy dziedzictwa nie było jeszcze w nazwie ministerstwa. Pewno nie jest to jakaś przemyślana gra. Bardziej prawdopodobne jest, że zapomniano o Kusocińskim z powodu zwykłego bałaganu i braku wiedzy. Skąd ją zresztą brać, gdy co mądrzejszych urzędników wyrzucono, obsadzając ministerstwa kolegami partyjnymi?
Brak kompetencji to zresztą znak firmowy wielu ministrów z rządu Kaczyńskiego. Wcześniej już wspomniany Tomasz Lipiec, minister sportu, kolejnymi decyzjami tylko potwierdza marną opinię, z jaką trafił na tę posadę. Co się odezwie, to widać, że wojownicza retoryka komunikatów wygłaszanych toporną polszczyzną jest tylko fasadą, za którą nie kryje się głębsza myśl.
Samodzielność Lipca od początku była bardzo wątpliwa. Wiadomo było, że za jego wojną o odzyskanie dla PiS wpływów w polskiej piłce stoją najważniejsi ludzie tej partii. Kto? Ostatnio nie ukrywa tego sam Lipiec, a wręcz odwrotnie, ciągle podkreśla, że jest w stałym kontakcie z premierem i ministrem sprawiedliwości. A jeśli tak, to kto naprawdę steruje kolejnymi decyzjami o zawieszeniu zarządu, zmieniających się terminach zjazdu wyborczego PZPN i o wojnie z FIFA? Figurant Lipiec czy premier Kaczyński? Był w Europie Silvio Berlusconi, premier, który bardzo interesował się piłką nożną. Tyle że jakkolwiek by go oceniać, to na piłce znał się wybornie. A o premierze Kaczyńskim nie napiszą tego nawet lizusy z wydawnictwa Springera.
Pomysłem Lipca na odnowę w PZPN był kurator Andrzej Rusko. Dwór medialny PiS przywitał go fanfarami, a jego wejście na Miodową było uroczyście transmitowane, obfotografowane i opisane. Gdy po 13 dniach odchodził, była noc. Obyło się bez świadków i bez słów. Rusko nie okazał się więc dla zawieszonego zarządu koniem trojańskim. Jeśli już, to raczej kucykiem. I to z wieloma problemami, które ośmieszają ideę odnowy moralnej. To nie pierwszy przypadek, gdy człowiek wyznaczony przez PiS do roli lekarza sam potrzebuje pomocy medycznej, a często i prawnej. Jak osławiony były wojewoda mazowiecki, który tak jak Rusko po dwóch tygodniach stracił posadę. Pan wojewoda okazał się zwykłym pijaczkiem i krętaczem.
Korupcja w piłce jest faktem. Zło trzeba wyplenić. Ale po doświadczeniach z Lipcem i Ruską bardziej wierzę, że zrobią to Grzegorz Lato, Henryk Kasperczyk czy Roman Kosecki niż kolejni kuratorzy lub tacy politycy jak Ryszard Czarnecki.
I jak każdy kibic wolałbym, by Polska z Ukrainą organizowały mistrzostwa Europy w 2012 r., a wcześniej znowu zagrały z Portugalią i Belgią. A nie z Grenlandią i Wyspami Kokosowymi, do czego polską piłkę prowadzi Lipiec.

Wydanie: 6/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy