Kibole wasi i nasi

Kibole wasi i nasi

A może by tak w sprawie kiboli każdy zrobił swoje? Tak po prostu. Każdy to, co do niego należy. Powszechne nawoływanie do tego, że trzeba zaostrzyć prawo, nie ma większego sensu w sytuacji, gdy tak skromnie wykorzystuje się obecne możliwości. Uważam, że te instrumenty prawne, które już mamy, są wystarczające, by skuteczniej ścigać kiboli, a precyzyjniej mówiąc, bandyterkę poprzebieraną w kostiumy klubów piłkarskich. Problem jest jednak bardziej złożony, bo oprócz grup zorganizowanej przestępczości, które przytulają się do kiboli jako pasa transmisyjnego w handlu narkotykami, w rozmaitych bijatykach brali już udział przedstawiciele tych grup zawodowych, które z natury rzeczy powinny być po drugiej stronie rozrób. Oczywiście jest to margines, ale wśród zatrzymanych zadymiarzy mieliśmy już policjantów, prokuratorów, menedżerów wysokiego szczebla, samorządowców itd. Jak zatem skutecznie leczyć tę chorobę, gdy lekarz sam chory i roznosi zarazę? Mamy więc duży problem społeczny oraz wiele źródeł i przyczyn agresji towarzyszącej meczom. A ogromne bezrobocie i brak perspektyw życiowych? Z pewnością są powodem narastającej frustracji młodych ludzi. Gdy osiągnie ona wysoki poziom, wystarczy im byle pretekst, by zrewanżować się światu za własne kłopoty. Jeśli do gry wejdą jeszcze politycy, to może się okazać, że bojówkarz jest kimś więcej niż zwykłym chuliganem.
Można, co widać zwłaszcza w ostatnich latach, ubierać kiboli w stroje prawdziwych patriotów i obrońców wiary. I wtedy wyposażeni w narodową ideologię, z potężnymi protektorami politycznymi, mają jeszcze większe poczucie bezkarności. No i totalny zamęt w głowach nieprzywykłych do roztrząsania meandrów polityki historycznej w partyjnym wydaniu. Dziś są cynicznie wykorzystywani przeciwko obecnej władzy, która, chcąc nie chcąc, musi bronić porządku prawnego i pacyfikować publiczne rozróby. Politykom PiS wydaje się, że to oni są tak sprytni, że manipulują kibolami i wpuszczają ich w działania szkodzące władzy. To bardzo krótkowzroczne myślenie. Jego autorzy szybko zapomnieli, jakie kłopoty sami mieli z kibolami. Ile burd i strat było za ich rządów. Wówczas też nie pomagały buńczuczne zapowiedzi, że władza zrobi z tym porządek. A Kościół? W każdym klubie mamy kapelana i każdy kibol przeszedł przez szkolną katechezę. Czy to coś zmienia?
Brak porozumienia ponad podziałami politycznymi w sprawie kiboli uważam za dowód małości i kompletnej nieodpowiedzialności całej klasy politycznej. Z czego to się bierze? Z bezrozumnego, doraźnego kunktatorstwa i cynizmu. Za polityzowanie kiboli będziemy płacili wszyscy. Problemu kiboli nie rozwiąże bowiem najsprawniejsza nawet policja, choć z pewnością przydałaby się w Polsce taka formacja, która potrafiłaby chociaż zadbać o dowody procesowe i przed sądem udowodnić kibolom winę. Rozróby na taką skalę jak dziś albo większe będziemy mieli, póki nie będzie alternatywy dla organizowania się tej części młodzieży. I póki nie będzie sensowniejszej edukacji. Do faktycznej zmiany trzeba by wysiłku zbiorowego, a niestety o taki jest w Polsce najtrudniej.

Wydanie: 35/2013

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy