Polska – kraj na niby

Polska – kraj na niby

Tydzień temu proponowałem w tym miejscu wręczyć tubę wazeliny ministrowi Sikorskiemu za podlizywanie się i politykę na klęczkach wobec jankesów. A jednak okazało się, że minister też ma wątpliwości i krytyczne opinie na temat sojuszów z Amerykanami. Prawdziwe poglądy Sikorskiego w tej sprawie są wartościowsze niż te prezentowane oficjalnie. Czyżby traktował Polaków jak zupełnych kretynów i naginał swoje wypowiedzi do oczekiwań „ciemnego ludu”, charakteryzującego się, jak twierdzi szef MSZ, „murzyńskością”? Na to wychodzi.
Podobnie jest ze szczerymi i trafnymi wypowiedziami ministra Sienkiewicza o tym, że państwo polskie istnieje tylko na papierze. Sienkiewicz powiedział coś, o czym wie każdy inteligentniejszy obywatel, który dostrzega bałagan w wielu instytucjach publicznych – od urzędów przez placówki służby zdrowia po nieudolną prokuraturę.
Kiedy państwo polskie podsłuchuje masowo obywateli – dla władzy nie ma problemu. Kiedy służby specjalne będące poza jakąkolwiek kontrolą powodują, że Polska jest liderem podsłuchów w UE, władza nie bije na alarm. Przykrywa się to sloganem o „konieczności obrony bezpieczeństwa”. Kiedy jednak ktoś podsłuchał mniej udawane rozmowy przedstawicieli elit władzy, słyszymy o zamachu stanu, nielegalnych nagraniach (z akcentem na „nielegalnych”), przestępczych działaniach i uderzaniu w interes narodowy.
Proszę sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby w nagranych rozmowach występowali ludzie z szeroko pojętej lewicy. Wtedy słyszelibyśmy w tzw. telewizji publicznej, w TVN i w innych mediach takie hasła jak: zbrodnia, demoralizacja, genetycznie obciążeni komunizmem i zepsuciem, ukarać komuchów itd. Ale w przypadku polityków PO winni są tylko ci, którzy nagrywali i dokonali tego strasznego „zamachu na państwo polskie”. Bo, jak wiadomo, w przypadku działaczy PO obowiązuje zasada: państwo to my. Atak na partię rządową i układ władzy to po prostu atak na polską rację stanu.
Zerwanie kurtyny i pokazanie zaplecza polskiej polityki dobrze zrobiło wszystkim naiwnym, którzy uwierzyli w oficjalne opisy 25 lat demokracji. Ramy owej demokracji zostały obnażone, a główni gracze na scenie politycznej pokazali prawdziwsze oblicze. Bez niepotrzebnego pudru wyborczego, drogich garniturów i mądrych minek ze studiów telewizyjnych.
Kłótnia między prokuraturą a ministrem sprawiedliwości (który porównał działania ABW do interwencji straży miejskiej) – po wejściu służb w obstawie kilku prokuratorów do redakcji „Wprost” – zdemaskowała degrengoladę panującą w tzw. wymiarze sprawiedliwości. Ta i setki mniejszych lub większych spraw pokazują, że konieczne są zmiany w funkcjonowaniu prokuratury w Polsce. Na razie działa ona bez jakiegokolwiek nadzoru, a jej przedstawiciele zachowują się jak święte krowy, których nikt nie rozlicza z ich często skandalicznych działań. Prokuratura pozostaje w pełnej dyspozycji wobec każdej kolejnej władzy. Tu chodzi nie tylko o dymisję i zmianę prokuratora generalnego, ale o przebudowanie systemowe instytucji prokuratury, która działa wciąż na zasadach państwa autorytarnego, a nie demokratycznych reguł państwa obywatelskiego.
Podobnie jest z licznymi i pozbawionymi nadzoru społecznego służbami specjalnymi. Ich olbrzymie uprawnienia i tajne działania pozostają poza jakąkolwiek weryfikacją instytucji nadzorujących ich funkcjonowanie. Obecny stan jest niebezpieczny nie tylko dla zwykłych obywateli, ale i dla przedsiębiorców, działaczy politycznych czy aktywistów społecznych. „ABWehra czuwa, ABWehra może, ABWehra Tuskowi odejść pomoże”, niesie przyśpiewka i oddaje ona realny problem.
Każda kolejna ekipa rządowa przymykała oko na patologie prokuratury i samowolę służb specjalnych, bo widziała w nich wiernego psa, którego można użyć do zwalczania przeciwników. Z kolei partie pozostające w danej chwili w opozycji też nie robiły rabanu, bo naiwnie liczyły, że gdy to one zdobędą władzę, prokuratura i służby staną się dla nich użytecznym narzędziem. Najwyższa pora zerwać z tą iluzją. Zmiana w tych obszarach mogłaby być pozytywnym i wymiernym efektem obecnego zamieszania.
A jakie będą realne skutki polityczne spojrzenia za kurtynę elit władzy? Banalnie zabrzmi stwierdzenie, że zyskują na tym przede wszystkim PiS i prawicowi satelici. Żądania przedstawicieli Ruchu Palikota, aby przeprowadzić przyśpieszone wybory, przypominają postulowanie przez karpie przyśpieszenia Wigilii. Kompromitacja PO i Tuska oddala wizję taktyków z SLD marzących o wspólnej koalicji powyborczej. Innej strategii w kręgach SLD na razie nie widać, a obecne zamieszanie nie powoduje przepływu głosów z PO na SLD. Dawni sympatycy Platformy raczej pozostaną w domu – jej drobnomieszczańskie zaplecze zgodnie z teoriami socjologicznymi charakteryzuje się sporym konformizmem i popieraniem tych, którzy są w danej chwili modni i silniejsi. To tym bardziej osłabi PO. Zejście Platformy w sondażach poniżej 20% spotęguje kłótnie na zapleczu Tuska i być może rozłamy oraz ucieczki na przedwyborcze tratwy ratunkowe. Generalnie jednak społeczeństwo polskie jeszcze bardziej zniechęci się do polityki, sfery publicznej i wszelkiej aktywności zbiorowej. Marazm, obojętność i brak zaufania będą narastać.
W dłuższej perspektywie co prawda widać szansę na zupełną wymianę elit i odświeżenie polskiej polityki. Nie stanie się to jednak automatycznie i lada chwila. Wszystko wskazuje na to, że niestety Polska najpierw będzie musiała przejść przez prawicowe piekło i pisowskie operacje na żywym organizmie bez znieczulenia. Przy braku odpowiedniej liczby głosów PiS będzie mogło liczyć na korwinistów – Jarka Kaczyńskiego interesuje władza polityczna, dla Korwina ważniejsze są wolnorynkowe utopie. Tak w cieniu podsłuchów tworzy się zupełnie realny nowy układ władzy. Ten eksperyment, choć ryzykowny i szaleńczy, być może jest konieczny, aby w Polsce zaistniała świeża, ofensywna i europejska lewica.

Wydanie: 27/2014

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy