Sukcesy

Sukcesy

Zorganizowaliśmy Amerykanom konferencję „w sprawie bliskowschodniej”. Europa Zachodnia od tego się zdystansowała. Iran się wściekł. Jaka z tego dla nas korzyść? Przyjechał na konferencję premier Izraela Beniamin Netanjahu. Taki izraelski Kaczyński, realizujący – zwłaszcza w czasie swojej kampanii wyborczej – „izraelską politykę historyczną”. Przyjechał do Warszawy i powiedział, co powiedział. Właściwie nic nowego. Powiedział, że Polacy kolaborowali z Niemcami w Holokauście. Nie powiedział, że współpracował „naród polski” ani że „wszyscy Polacy”. Ale dla dumnego narodu „powstającego z kolan” i tak było to za dużo. Oburzyło się PiS i oburzyła się opozycja. Kontrargument był jeden: wielu Polaków ratowało Żydów i zostało uznanych przez Izrael za sprawiedliwych wśród narodów świata. To prawda. Było wielu takich Polaków. Ale chyba szmalcowników było, niestety, więcej. Zaczęliśmy się domagać przeprosin. W odpowiedzi na to izraelski p.o. minister spraw zagranicznych Israel Katz dołożył mocniej. Powiedział, że „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki”. To krzywdzące i niesprawiedliwe. Nie wszyscy Polacy byli (tym bardziej nie wszyscy są!) antysemitami. Była to wypowiedź bezpodstawna i niedopuszczalna. Takich obraźliwych uogólnień nie wolno robić nikomu, a w szczególności szefowi dyplomacji. Wywołało to u nas jeszcze większe oburzenie. I nie ma znaczenia, że minister zacytował tylko nieżyjącego już byłego premiera Icchaka Szamira. Przy okazji przypomniano, że ojciec Szamira, który uciekł hitlerowcom z transportu do obozu zagłady, został zatłuczony przez polskich chłopów łopatami. Niechęć Szamira do Polaków można więc zrozumieć przez pryzmat jego osobistych doświadczeń. Miał prawo przesadzić. Israel Katz takiego prawa już nie miał.

W odwecie na szczyt wyszehradzki do Jerozolimy nie pojechał nikt z Polski. Ale pojechali najwyżsi przedstawiciele Węgier, Czech i Słowacji. Nawiasem mówiąc, Węgry i Słowacja były w czasie wojny sojusznikami Hitlera i ich udział w Holokauście był instytucjonalny. Solidarność Grupy Wyszehradzkiej okazała się nader wątpliwa. Zawiódł po raz kolejny podstawowy sojusznik pisowskiego rządu Viktor Orbán.

W cieniu tych wydarzeń pozostaje wypowiedź wiceprezydenta USA Mike’a Pompeo, który na warszawskiej konferencji upomniał się o restytucję żydowskiego mienia. Na Amerykę obrazić się nie mieliśmy już odwagi. Tak czy owak – jak widać, konferencja warszawska zaowocowała sukcesami.

Pokazuje to nędzę pisowskiej polityki zagranicznej. Rusofobiczni, skonfliktowani z Unią Europejską, staliśmy się w pełni zależni od Ameryki i kapryśnego, nieprzewidywalnego prezydenta Trumpa, którego pani ambasador zachowuje się w Polsce jak gubernator. W dodatku skonfliktowaliśmy się z głównym sojusznikiem USA, jakim jest Izrael. Jedyny sojusznik w Unii Europejskiej Viktor Orbán znów okazał się nielojalny, jadąc do Jerozolimy. Z sojusznikiem rezerwowym, jakim mogłaby być Litwa, z którą łączy nas zresztą jedynie rusofobia, zaczynamy konflikt, tworząc telewizję Wilno i demonstrując po raz kolejny, że traktujemy ten kraj jako „bliską zagranicę”, czego Litwini ze zrozumiałych względów nie lubią.

Ale dzieje się też wiele w polityce wewnętrznej. Kaczyński dał się nagrać (i to członkom rodziny) nie jak kiedyś politycy Platformy w knajpie, ale w centrum dowodzenia na Nowogrodzkiej. Został przyłapany nie na jedzeniu ośmiorniczek i wulgarnym języku, ale na robieniu podejrzanych interesów. Powinowaty biznesmen z Austrii zarzuca mu oszustwo i oskarża o podżeganie do korupcji. Na żelaznym elektoracie PiS nie zrobi to zapewne większego wrażenia. Ale sprawa jest w Ziobrowej prokuraturze. Prezes Polski nagle stał się zakładnikiem Ziobry. Znamienne jest, że to nie Ziobro został wezwany na Nowogrodzką, jak dotąd bywało z ministrami, ale Kaczyński przyjechał do Ziobry w Aleje Ujazdowskie. Pozycja tego ostatniego w obozie władzy wzmocniła się teraz niesłychanie. To od niego zależy, co prokuratura zrobi z całą aferą. Zapewne nic. Ale na pewno nie za darmo. Jakoś panowie się ułożą. Ceną w ostateczności będzie scheda po Kaczyńskim. Brudziński ma kandydować do europarlamentu. W maju wyjedzie zapewne do Brukseli. Będzie jednego mniej. Zostaje duet: Morawiecki i Ziobro. Dotąd prezes skutecznie wspierał raz jednego, raz drugiego, utrzymując obydwu w pełnej zależności od siebie. Co prezes zrobi teraz? Wygląda na to, że ciekawe rzeczy będą się działy w obozie władzy.

Wydanie: 9/2019

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy