Pięty achillesowe

W mediach odbywa się wielkie przepytywanie polityków. To naturalne, że ludzie chcą się dowiedzieć czegoś w przededniu wielkich zmian. A w przededniu jesteśmy na okrągło. Ciągle nic nie może się wykluć z kaczych jaj. Czwarta Rzeczpospolita to po prostu wielkie jaja. Jajcarstwo całą gębą.
A my oglądamy to wszystko w TV, bo jesteśmy uzależnieni. Political ćpun. Jak nie obejrzy, to jest na głodzie. Musi dostać działkę politycznego koksu. Wciąga trujące opary, nie zwraca uwagi na to, że organizm nie wytrzymuje takiej dawki. Kiedy słyszymy wypowiedzi wiceministra edukacji, Jarosława Zielińskiego, zakazującego wpuszczania do szkół feministek, ekologów, gejów i pacyfistów, bo dyskutują na temat tolerancji, a to demoralizuje, zastanawiam się poważnie, jakie są kryteria przyjmowania ludzi na ważne urzędy.
Rozumiem, że ktoś, kto rządzi krajem, chce mieć ludzi zaufanych. Dlaczego jednak dobiera ich, nie zważając na przydatność. Mogę zrozumieć, że bliźniaki mają alergię na komuchów i nie chcą ich w swoim rządzie, ale czy naprawdę nie mają sensownych kandydatur? Gdy zaczynali rządzić, mówiło się, że ich ławeczka jest krótka. To się sprawdziło, ale żeby aż tak krótka? To nie ławeczka, to taboret.
Ostatnio premier Marcinkiewicz wypowiedział się, jak to on, krótko, lecz treściwie, że co prawda Mech musiał odejść (Zyta nie mogła z nim pracować, co da się zrozumieć), ale ponieważ to jego, premiera, DOBRY ZNAJOMY, on znajdzie mu odpowiednie zajęcie. Czy można wyobrazić sobie Millera mówiącego w ten sposób do dziennikarzy o swoim przyjacielu, że go zatrudni? Albo Belkę? Co by się działo w gazetach, jak reagowaliby dziennikarze! W przypadku Marcinkiewicza nic, poszło gładko, bo wszyscy są dziś prawicowi. Tylko internauci pisali dosadnie, co sądzą o tej wypowiedzi premiera.
Każdy rząd, każda partia potyka się o kadry, ale przecież nie pójdziemy do przodu samymi potknięciami. Ponieważ PiS-aki nie mają odpowiedniej liczby dobrze wykształconych krewnych, przyjaciół, znajomych, znoszą konkursy na stanowiska, żeby móc zatrudnić swoich ludzi. Elżbieta Kruk w Krajowej Radzie, niby z jakiej racji? Przeniesiona z Biura Bezpieczeństwa Narodowego, żeby wprowadzić w telewizji wojskowy porządek! Prezenterzy w mundurach? To już było. Teraz zabrał ją prezydent do Iraku, żeby kobieta nie zapomniała dawnej wojskowej roboty. A może dlatego, żeby nie musiała reagować na listy z Watykanu w sprawie ojca Rydzyka i jego mediów? Przecież Telewizja Trwam ma rządową pieczęć odciśniętą na czole. Sam premier mówił, że czuje się zaszczycony bytnością u ojca Rydzyka, a różni inni jej fani dodawali, że tylko tu czują się wolni! A teraz Watykan się sprzeciwia, trzeba się więc rakiem wycofać. Wykorzystało się niecnie moherowe berety jako maszynkę do głosowania, Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść. Nie chce się wypić piwska nawarzonego przez siebie, bo piana na wierzchu zatęchła. A wcześniej się tego nie czuło?
Dlaczego w każdym miejscu zajętym przez PiS umieszczona jest pięta achillesowa? Stanisław Pięta, poseł z PiS, nazwał nauczycieli należących kiedyś do PZPR lumpeninteligencją. Ryba językowa rozkłada się od głowy. Łże-elity, walki na noże i różne obelgi, jakimi posługuje się lider bliźniak, przyczyniają się do narastania agresji bardziej niż filmy porno czy gangsterskie macerowanie oblicza wrogów rodziny. Poza tym tego rodzaju filmów nie musimy oglądać, jeśli ich nie lubimy. A polityków oglądamy mimo wstrętu, bo chodzi przecież o nas i nasz kraj, w którym jakoś wszystko szło, aż do czasu zmiany numeracji.
Intryguje mnie, dlaczego owa Pięta tak się wyraziła o nauczycielach należących do PZPR. Pewnie, że wielu było wśród nauczycieli konformistów, którzy zapisywali się do partii ze strachu. Teraz ze strachu nie wpuszczają do szkoły odrobiny świeżego powietrza w postaci tolerancji dla inności. Konformiści byli zawsze, gdyby nie oni, żaden rząd nie mógłby rządzić, żadna partia zwyciężyć. Co robił Pięta, obecnie będący posłem, w tamtych czasach? Czymże się zasłużył? Odpowiedź brzmi: niczym. Dlatego właśnie musi zaistnieć, a klimat, jaki wytwarza niemiłościwie nam panujące PiS, jest taki, że aby zaistnieć, należy kogoś opluć.
Ponieważ PiS opluł już wszyst
kie grupy, nie pozostało wiele do opluwania. Pięta wykazał się orientacją i znalazł jeszcze nieoplutych. Zostanie za to nagrodzony. Nieopluci to nauczyciele należący wiele lat temu do PZPR. Zebrał więc Pięta swą trującą ślinę i charknął obrzydliwą tą wydzieliną na słabo opłacaną grupę, która nie przyjdzie pod Sejm z oskardami.
Chociaż nie wiadomo, kiedy ludzie nie wytrzymają. Nie byłam nauczycielką, dobrze pamiętam powiedzenie: bodaj byś cudze dzieci uczył; po polonistyce miałam jednak praktykę w liceum, poznałam tam wielu świetnych nauczycieli, niektórzy należeli do jedynie słusznej, jak obecnie PiS, partii, bo ktoś musiał należeć, żeby szkoła mogła funkcjonować. Ja sama jako anarchistka z natury nie należałam nigdy do żadnej partii, ale nie wpadłoby mi do głowy obrażanie TERAZ ludzi z powodu przynależności kilkadziesiąt lat temu do nieboszczki, mimo że w PRL wieszałam na nich psy.
Najspokojniejszy chyba z istniejących Związek Nauczycielstwa Polskiego zdenerwował się nareszcie i chce odwołania ministra Zielińskiego, a Piętę chce postawić na baczność przed Komisją Etyki. Słusznie, poseł powinien odpowiadać za słowa. Poseł Stanisław Pięta jest modelowym przykładem zachowania i tylko dlatego poświęciłam mu tyle miejsca. W partii nieboszczce też był aktyw, który wyznaczał kierunek, a reszta członków dostrajała się do niego. Gomułka zwalczał łże-elity w postaci Szpotańskiego, poświęcił mu w przemówieniu cały akapit. Dostawało się karłom reakcji, to było o akowcach. Później nazywano szpiegami i sługusami Zachodu tych, co podpisywali różne listy protestacyjne, a byli wśród nich także działacze PZPR, którzy „przejrzeli na oczy”. Oczywiście nie ma wielkiego podobieństwa między akowcami a nauczycielami należącymi do partii, choć nawet ludzie z AK niekiedy też należeli. Nastąpiło wielkie materii pomieszanie, nie sposób załatwić wszystkich spraw za pomocą obelg, ciągania do IPN, lustracji.
Jedyny polityczny program, przy którym można się odprężyć, to „Szymon Majewski Show”. A zwłaszcza „Rozmowy w tłoku”. Imitator Leppera, tańczący we fraku i w chińskich trampkach, pośród tancerzy w chińskich kapeluszach, jest prawdziwszy i bardziej żywy niż ten właściwy. Tak samo jest z innymi. Czy nie można ich podmienić?

Wydanie: 16/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy