Księżyc jako rynek

Technologiczny wyczyn, jakim było lądowanie człowieka na Księżycu, był podyktowany amerykańskim dążeniem do prześcignięcia Sowietów w konkurencji astronautycznej. Projekt, uruchomiony przez prezydenta Kennedy’ego, kosztował około dwudziestu pięciu miliardów ówczesnych dolarów. Na Księżycu zostały po nim tylko ślady butów Armstronga oraz martwe już samochodowe pojazdy.
Obecnie w USA pojawiła się znowu ochota do podróży na Księżyc. Ponieważ po upadku ZSRR właściwie nie ma z kim rywalizować, czyli motywacja polityczno-strategiczna takich wypraw przestała istnieć, począł się głowić szereg firm nad zagadnieniem, w jaki sposób można uczynić wyprawy księżycowe przynoszącym zyski biznesem. Na naszym satelicie znajduje się wprawdzie sporo helu 3, nanoszonego przez wiatr słoneczny, ale nie warto fatygować się po ten rodzaj gazu aż tak daleko, ponieważ nie istnieją jeszcze termojądrowe reaktory, które mogłyby ów szczególny izotop użytkować.
Głowacze z amerykańskiej firmy Coelestis obliczyli, że koszt bezzałogowego lotu musi wynieść co najmniej dwadzieścia milionów dolarów. W związku z tym rozpoczęły się deliberacje, jakby można zrobić Księżyc terenem atrakcyjnym dla inwestorów. Zgodnie z zawartą swego czasu konwencją, żadne państwo zawłaszczyć Księżyca nie może, ale zdaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie wejścia na grunt księżycowy tzw. prywatnej inicjatywy.
Coelestis proponuje zatem przesyłanie tam skremowanych zwłok ludzkich, w cenie ponad dwunastu tysięcy dolarów za jeden gram popiołu. Należy podkreślić, że na razie chodzi jedynie o przymiarki, ponieważ ani technicznych środków rakietowych, ani dostatecznej liczby chętnych do księżycowego pochówku nie ma.
Pewien dziwak sprzedaje już od kilku lat tereny księżycowe po jednym akrze, ale prawnicy uważają jego działalność za fanaberię bez jurystycznego pokrycia. Najbardziej byliby zainteresowani Księżycem astronomowie, ponieważ na jego zawsze odwróconej od Ziemi półkuli można by wznieść doskonale ulokowane obserwatorium.
Ochota zatem jest i są plany, ale nie widać nikogo gotowego do inwestycji, która, pochłaniając olbrzymie środki, nie przynosiłaby konkretnych zysków.
4 marca 2002 r.

Wydanie: 10/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy