Kompromis albo peryferie

Kompromis albo peryferie

Najważniejszym, ale też i najtrudniejszym zadaniem koalicji rządowej i osobiście premiera Millera będzie skuteczne zakończenie negocjacji z Unią Europejską. Skuteczne, czyli zakończone udziałem Polski w tych strukturach. Kalendarz najbardziej optymistyczny zakłada, że będziemy w Unii od 1 stycznia 2004 r. Po drodze jest jeszcze 11 bardzo trudnych obszarów negocjacyjnych, które wymagają rozstrzygnięcia. I referendum, w którym Polacy definitywnie wyrażą swoją wolę.
Dotychczasowa dyskusja pokazuje, czego możemy się spodziewać. Wystarczy posłuchać, jakimi argumentami posługują się twardzi oponenci wejścia Polski do Unii. Padają zarzuty, że idziemy do Unii na kolanach, że polskiemu orłowi wyskubujemy pióra, że sprzedajemy ziemię – matkę rodzicielkę. To tylko mała próbka tego, co czeka rząd Millera, negocjatorów i tych, którzy będą popierali tę politykę. Rząd Millera przyspieszył negocjacje z UE. Przyspieszenie jest reakcją na obecny stan rozmów, które znalazły się w punkcie krytycznym. Podjęte decyzje były niezbędne, jeśli mamy się znaleźć w grupie tych państw, które będą przyjęte za dwa lata.
Co w istocie oznacza rezygnacja z 18-letniego okresu przejściowego w sprawie zakupu ziemi przez cudzoziemców? Czy proponowany 12-letni okres ochronny nie wystarczy na to, by przygotować się do wolnego obrotu ziemią? A zgoda na przełożenie o dwa lata wolnego przepływu pracowników? To mały krok Polski w stronę oczekiwań niektórych krajów Piętnastki, zwłaszcza Niemiec i Austrii, które proponują siedmioletni okres ochronny. Politycy muszą słuchać ludzi i rozmawiać z nimi. Przede wszystkim trzeba jednak rozmawiać z tymi, którzy się boją, mają wątpliwości, nie mają informacji. Wiedza o skutkach naszych decyzji będzie kluczem do poparcia Polaków. Polacy nie potrzebują agitacji, tylko wiedzy o tym, komu polepszy się w Unii, a komu pogorszy. Jakie grupy zawodowe zyskają? Jakie środki trafią do Polski i na co pójdą? Ta wiedza to szczegółowe przepisy, zasady i reguły obowiązujące w Unii. Bycia w europejskiej elicie musimy się nauczyć. A nauka, jak wiadomo, kosztuje. Tyle że Polaków już do nauki nie trzeba namawiać.
A tych polityków, którzy upodobali sobie straszenie rodaków unijnym diabłem, warto zapytać o parę spraw. Chociażby o alternatywę. Jeśli nie Unia, to co? Jeśli nie teraz, to kiedy? Czy do unijnego pociągu warto doczepić polski wagonik? Czy mamy pójść drogą kompromisu między propozycjami Unii a naszymi, czy też wywiesić biało-czerwoną i czekać, aż nas zaproszą na naszych warunkach, jakiekolwiek by one były.

Wydanie: 47/2001

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy