Pomyłki

Pomyłki

Polityka rolna Unii od początku była błędna z ekonomicznego punktu widzenia, co do tego nikt nie miał wątpliwości. Przytaczano jednak na jej obronę ciekawe argumenty natury politycznej i socjalnej. A także kulturalnej. Czy chcemy – pytali politycy francuscy swoich rodaków – żeby nam się prowincja wyludniła? Uroki starej Francji znajdują się jeszcze na wsi, w miasteczkach, panującą tam tradycję chcemy zachować i dlatego m.in. będziemy dopłacać do rolnictwa. Była więc polityka rolna w części zachowawczą polityką kulturalną. Gdyby na polskiej wsi zachowała się jakaś tradycja, jakiś obyczaj zasługujący na kultywowanie, gdyby istniały jakieś formy życia warte ochrony, przeniesienie tej polityki do naszego kraju byłoby wprawdzie taką samą niedorzecznością ekonomiczną jak na Zachodzie, ale miałoby także takie jak tam uzasadnienie socjalne i kulturalne. Tymczasem polska wieś, wcale nie taka biedna, jak się o niej pisze, nie reprezentuje obecnie niczego wartościowego pod względem obyczaju, kultury czy moralności. Przeciwnie, jest widownią moralnego rozkładu i lumpenproletaryzacji. Etyka chłopska kształtowała się w związku z ciężką pracą, chłop był uczony, że tak powiem, dyscypliny emocjonalnej i rozumu przez przyrodę, od której był zależny aż do samej możliwości przeżycia. Błąd, zaniechanie, z bezlitosną konsekwencją przynosiły szkodę. Tradycyjny chłop był postacią poważną, budzącą szacunek, o ile nie należał do warstwy biedaków wiecznie przymierających głodem. Powojenna wieś zresztą nie znała głodu. Przyroda ze swoimi rytmami pór roku, ziemia ze swoją ściśle uwarunkowaną zdolnością plonowania kształciły rolnika, ale praca od rana do nocy zawężała horyzonty i można powiedzieć, że ciasnota chłopskiego myślenia miała podobną przyczynę co chłopski rozum. Wszystko to należy do przeszłości. Maszyny uwolniły od nadmiernej pracy, dały dużo wolnego czasu, z którym nie było wiadomo, co zrobić. Zdobywanie środków do życia stało się łatwe, na wsi zaczęło przybywać pieniędzy dawanych nie wiadomo za co. Produkcja przestawała się opłacać. Najpewniejszym źródłem dochodu w gospodarstwie stał się rencista. I ta wieś, która długo odzwyczajała się od pracy i od produkcji, czeka na mannę z UE. Dopłaty do polskiego rolnictwa dadzą efekt produkcyjny lub nie, zależnie od wielkości i jakości gospodarstw, do jakich trafią. Dzięki dopłatom zwiększy się liczba tych, którym nie opłaca się nic robić. Polską kurę, jak słyszę, za niedługi czas będzie można zobaczyć tylko w ogrodzie zoologicznym. Rząd twardo negocjował z UE, aby otrzymać prawo dopłacania do rolnictwa także z naszego budżetu. Dzięki sukcesowi rządu mieszkańcy miast mogą być zmuszeni przez państwo do dopłacania do nic nieprodukujących tak zwanych ciągle jeszcze rolników. Trudno sobie wyobrazić rozmiar absurdu, jaki może przybrać zastosowanie do Polski europejskiej polityki rolnej. Już widzę te biznesplany chłopskie, w których prócz nazwiska i PESEL-u nic nie będzie prawdziwe.
W akcji namawiania Polaków do głosowania za przystąpieniem do Unii na razie najbardziej widoczni są aktorzy, różni humoryści i ludzie pokrewnych zawodów. Przesuwa to całą sprawę z dziedziny rzeczywistości w stronę rozrywki. Czy to, co pokazuje zaangażowana do tego celu firma reklamowa, może być brane na serio? Odpowiedzą mi, że tu nie chodzi o żadne serio, wystarczy, że osiągnie się ten stopień wpływu na ludzi, jakim wykazuje się reklama mydła. Cel uświęca środki, przystąpienie do Unii jest słusznym celem, zatem przemawianie do infantylnej strony w ludziach jest w pełni usprawiedliwione. Zwracając się do poczucia odpowiedzialności obywateli, musielibyśmy argumentować, rozwijać jakieś rozumowania, a do tego ludzie nie są przyzwyczajeni. Wygranie referendum jest już wystarczająco trudnym zadaniem; czy mamy jeszcze przy tej okazji brać na siebie misję upowszechniania cnót obywatelskich? Kształcenie obywateli w duchu racjonalistycznym, którego w Polsce nigdy nie było? Kto widział obywatela w naszym kraju? A zresztą – czy z Irlandczykami inaczej postępowano? Nie interesuje nas obywatel Piotr czy obywatel Paweł, nawet pomnożeni przez 500 tysięcy. My walczymy o większość, o 50% plus jeden, o 10 milionów. Jeżeli nieopatrznym argumentowaniem pobudzilibyśmy 10 milionów do myślenia, kto może zgadnąć, jakimi wnioskami skończyłoby się to myślenie? Człowiek rozumujący jest z punktu widzenia unijnej polityki rolnej istotą nieobliczalną.
Na początku Trzeciej RP stawiano politykom spore wymagania. Gdy Jarosław Kaczyński rozpoznał na fotografii Mieczysława Wachowskiego wśród kursantów Milicji Obywatelskiej, gazety napisały, że Kaczyński będzie skompromitowany, jeśli okaże się, że się pomylił. Pomylił się, tym kursantem był Superczyński, nie Wachowski. Ale żadnej kompromitacji nie było. Mylenie rzeczy zupełnie od siebie różnych, niemających ze sobą nic wspólnego, należy do codzienności polityki partyjnej. Platforma Obywatelska ogłosiła, że minister finansów dokonał zamachu na państwo prawa i złamał konstytucję. W ten sposób Platforma rozpoznała Wachowskiego. Tymczasem mieliśmy do czynienia z Superczyńskim – ustawa była wprowadzona legalnie i legalnie zawetowana przez Trybunał Konstytucyjny. Było czystym przypadkiem, że to Lepper odkrył talibów w Klewkach, a nie Platforma Obywatelska.

Wydanie: 1/2003

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy