Główny nurt nas podtapia

Główny nurt nas podtapia

W ostatnio wydanej książce Józefa Hena („Powrót do bezsennych nocy. Dzienniki”) znajduję wiele celnych spostrzeżeń i ostrzeżeń politycznych. Nakład PRZEGLĄDU jest wielokrotnie większy od nakładu książki, zatem uzasadnione będzie przytoczenie tu niektórych opinii mądrego pisarza. O lewicy pisze w związku z ostatnimi wyborami do Sejmu: „Grupka związana z »Krytyką Polityczną«. Zawiązali ugrupowanie Razem, bo stwierdzili: nie mamy na kogo głosować. Do diabła, czy o to teraz chodzi, żebyście mogli sobie przyjemnie pogłosować? Czy ważna jest rozrywka demokratyczna, czy żeby nie dopuścić do całkowitej władzy właśnie wrogów demokracji?! Wspieranych przez ciemnogród! (…) Dlaczego w Polsce ludzie niby inteligentni nie rozumieją grozy sytuacji? Dlaczego zwycięża próżność i lekkomyślność? Dlaczego Napieralski, Hartman, Rozenek robią takie kawały, rozbijają lewicę, bo ktoś tam im się nie podoba – bo wolą siebie (…). Dlaczego nie wyciągają wniosków z historii? Dlaczego nie myślą jak mężowie stanu i pchają państwo w otchłań? Bo nie są politykami – są amatorami. Bawią się w politykę…”. Po wyborach niektórzy z lewicy triumfalnie ogłaszali – przypomnę – że nareszcie skończył się postkomunizm. Jakie cele powinna sobie stawiać lewica – czy mając za przeciwnika partię bez skrupułów populistyczną ma się z nią ścigać w obietnicach socjalnych? Ma bronić – pisze Józef Hen – prawa i wolności, przeciwstawić się terrorowi „patriotycznemu”, oszczerstwom, szczuciu na ludzi za ojców i dziadków, bronić neutralności mediów publicznych (dodałbym: i prywatnych). I wreszcie „skończyć z bezkarnością propagandy nienawiści plemiennej i rasowej”. Grozi nam „terror typu faszystowskiego”. Dodałbym do tego jeszcze potrzebę jednoznacznego opowiedzenia się za pacyfizmem i przeciw propagandzie militarystycznej i prowojennej.

Wytworzyła się heroistyczna koncepcja państwa. Odwołuje się ono do cnoty odwagi, ale ta odwaga jest oderwana od okoliczności. Klęski narodowe są idealizowane z powodu odwagi, jaką wykazali zabici, trzeba mieć odwagę lądowania we mgle, trzeba zachęcać sojuszników do polityki wojowniczej, wiedząc, że własny kraj stałby się pierwszą ofiarą wymiany ciosów rakietowych. Trzeba wyszukiwać powody do wrogości wobec innych narodów, rytualizować doznane krzywdy, żeby je zachować w pamięci na wieki i odnawiać w sobie uczucia mściwości niezbędne w utrzymywaniu gotowości do wojny. Tak jak wiara chrześcijańska utrzymywała się po części dzięki pragnieniu zemsty za ukrzyżowanie Chrystusa, tak szowinizm polski trwa w dobrym stanie dzięki rozpamiętywaniu Katynia.
O ile lewica SLD-owska poświęcała czas najbardziej uczonych swoich doradców na tworzenie programów sprawiedliwości społecznej i rozwoju gospodarczego, o tyle prawica solidarnościowa oddziaływała fabułami historycznymi, rozgrzebywaniem grobów, opowiadaniem o konspiracjach, więzieniach, morderstwach i tym podobnych wydarzeniach. I z góry było wiadomo, kto bardziej przyciągnie uwagę ludzi młodych, starych i w średnim wieku.
Można się zastanawiać, kto wywołuje w Polsce nastroje wojownicze; moim zdaniem przyczyna tkwi w samej koncepcji państwa heroistycznego. Waham się w kwestii terminologicznej: może należałoby mówić o państwie stanu powstańczego, skoro powstania zostały uznane przez to państwo za najwyższy przejaw patriotyzmu i ducha narodowego. Niech ktoś powie, jak można zdefiniować interes narodowy w takim państwie.
Pewne elementy ideologii panującej III RP pochodzą z restauracyjnego charakteru zmiany ustrojowej i biorąc pod uwagę warunki wyjściowe tej zmiany, można je uznać za nieuniknione. Zmiana polegała na restauracji „kapitalizmu”, powrocie do ustroju politycznego poprzedzającego socjalizm. Potępienie „komuny”, pod względem ideologicznym uzasadnione, było jednocześnie idealizowaniem wszystkiego, co było przedtem. Jeśliby o moje stanowisko chodziło, to opowiadałem się za kontrrewolucją liberalną (taki tytuł miała jedna z moich książek), czyli wolnością gospodarczą i wolnością słowa. Jednak kontrrewolucja poszła dalej – najwięcej skorzystał na niej Kościół jako religia i jako instytucja. Odżyły dawne mity, wzory politykowania, nienawiści i kulty (kult pasożytniczego ziemiaństwa na przykład), znaczące stały się różnice pochodzenia społecznego. Wyparta została tradycja lewicowa, różne jej nurty; idealizacja powstań wygłuszyła realistyczny nurt narodowej demokracji, konserwatywny nurt został zredukowany do kwestii obyczajowych, politycznie nie istnieje. Radykałowie o mentalności konspiratorów uważają się za konserwatystów, bo podczas restauracji etykietka konserwatysty jest „prestiżowa”. Gdyby ludziom pierwszej Solidarności powiedziano, że ich ruch doprowadzi do reprywatyzacji i wyrzucenia dziesiątków (a może setek) tysięcy ludzi z mieszkań, które legalnie i bezterminowo zajmowali, uznaliby to za propagandę prowokatorów. Dziś, gdy to się dzieje, milczą ich przywódcy i milczy lewica postkomunistyczna. Ideologia panująca jest irracjonalna i sięga głęboko. Utrudnia myślenie w kategoriach interesu narodowego. Ale władza polityczna potrafi już zastraszyć tych, którzy chcieliby po swojemu ten interes definiować.

Mam takie odchylenie charakterologiczne, że gdy zauważę – co nie zawsze się dzieje – iż myślę jak wpływowa większość, czyli mainstream – nachodzi mnie wątpliwość, czy naprawdę istnieję. Gdy dwóch myśli tak samo – miał powiedzieć Wieniawa-Długoszowski – to jeden jest zbędny.
Nieprzyjemne to uczucie być podtapianym przez główny nurt.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy