Nasze małpy kochane

Co jakiś czas słyszę, jak ktoś, dając do zrozumie­nia, że nie ma zamiaru przykładać ręki do tego, co się dzieje w polityce, mówi: “To nie mój cyrk i nie mo­je małpy”.’Twierdzi taki odmieniec, że nie ogląda dzienników „TV, nie czyta gazet, nie chce wiedzieć, czym żyje reszta ludzi ‘zwanych społeczeństwem. Gdy ktoś taki trafił przypadkiem na moją ulubioną “Kropkę nad i”, ze Stefanem Niesiołowskim w roli go­ścia, długo nie mógł się uspokoić i wciąż kwilił jak dziecko: czy naprawdę ten facet jest posłem?

Niestety, chowając jak struś głowę w piasek, nie myśli o tym, że wciąż znajduje się w tym samym cyr­ku co rzeczone małpy, a łeb mając wraz z oczami i uszami w piachu, traci czujność i nie wie, że małpy zbliżają się niebezpiecznie. Łatwiej wydymać strusia z wystawionym w górę kuprem. I dobrze mu tak, mu­si ponieść karę za życie w separacji z życiem.

Inni znów identyfikują się z małpami ż naszego cyrku, raz z tą, raz z tamtą, to z lewa, a to znów, świeć Panie nad jego duszą z prawa.

Oglądają wszystkie dzienniki, jednocześnie słu­chają radia i czytają gazety, żeby nic nie uronić z pie­skiej rzeczywistości, jaką zgotowały nam nasze mał­py kochane.

Trzeba uważać, bo słabi nie wytrzymują. Poka­zał to news z gwiazdą opozycji w łonie koalicji, o imieniu Archanioła Bożego, podskakującą wyso­ko, mimo że polityczne przykazanie głosi – “nie podskakuj, siedź na d. i przytakuj”. Słuchając rela­cji o grypie posła, można było odnieść wrażenie, że widzi się mrugnięcie, mimo że wszyscy redak­torzy telewizyjni, bez względu na wiek i na płeć, mieli twarz Bustera Kaetona. Tak mrugano do nas między wierszami za czasów Wielkiego Brata, tak teraz mruga do nas facet z reklamy piwa bez(mrugnięcie) alkoholowego. Poseł Gabriel ma, swoją drogą, wspaniałych przyjaciół, od których broń mnie Panie, bo przed wrogami obronię się sama. Widząc stan, w jakim znajduje się grypowicz, uchwycili go mocno pod ramiona i powlekli przed kamerę, bynajmniej nie ukrytą, jak nie przymierza­jąc pielęgniarze z “Lotu nad kukułczym gnia­zdem”.

Żeby uprawiać politykę, trzeba mieć wrażliwość betonowego słupa, elastyczność gumowej pały i po­czucie misji hieny. Są tacy goście, którzy to mają rozwijają się,  kwitną i dojrzewają na naszych oczach. Lustrator bezwzględny jak jastrząb, a sprawiedliwy jak orzeł dla owcy. Gdy stoi ten mąż stanu naprze­ciwko dziennikarzy z wycelowanymi w niego mikro­fonami, ma wrażenie, że jest bohaterem stojącym naprzeciw plutonu egzekucyjnego. Nie ugnie się, nie zdradzi tajemnicy. Za nim w tle Poliszynel w pstrym kubraczku, śmieje się do rozpuku, bo to, czego nie chce zdradzić jego przyjaciel, było we wczorajszych gazetach. Jak wyciekło? To tajemnica.

Trzeba znaleźć złoty środek, nie katować się wie­dzą polityczną, uważać, by nie popaść w paranoję, a, co najważniejsze, śmiać się z naszych małp zamiast je nienawidzić. Małpy, te prawdziwe, są inteligentne i sympatyczne. Przeczytałam, że w ramach ekspery­mentu wstawiono im w warszawskim zoo telewizor do klatki.. Nie mają te zwierzęta serca do seriali latyno­skich, choć powinny, bo te ruchome obrazki zostały przygotowane z myślą o analfabetach. Dozorca mówi, że uwielbiają programy polityczne. Niech no tylko po­jawi się na ekranie odkurzony Ryszard Cz. w nowym emploi twardego faceta na sobie, niech zacznie gadać z innymi gadającymi łbami, niech się tylko zaczną przekrzykiwać: “Ja panu nie przerywałem!”, “Niech mi pan pozwoli dokończyć!”, “Pani redaktor, proszę pilno­wać czasu, pan minister mówił dwa razy dłużej niż ja!”, wówczas wszystkie małpy szaleją wrzeszczą rado­śnie, skaczą na drążkach, huśtają się, ani na chwilę nie odrywając oczu od tokujących polityków.

Dlaczego małpy tak lubią polityków? Trudno od­gadnąć, skąd bierze się ta ewolucyjna, tajemnicza więź. Dlaczego my lubimy małpy? Bo, choć takie zdolne, wciąż jeszcze nie startują w wyborach do parlamentu.

Wydanie: 6/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy