Remanent po wyborach

Remanent po wyborach

Najpierw fakty. Frekwencja wyborcza wyniosła niespełna 25%. Znaczy to, że ponad 75% Polaków nie wzięło udziału w wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Głosy oddane na poszczególne partie: 45% dla Platformy, 27% dla PiS, ciut ponad 12% dla SLD-UP, wreszcie 7% dla PSL, pokazują, jak partie te podzieliły między siebie 25% Polaków. Dlaczego pozostałe, bagatela, 75% nie poszło głosować? Zadziałały tu zapewne rozmaite czynniki. Który z nich zadziałał z jaką siłą, będzie prawdopodobnie przedmiotem dociekań i sporów socjologów, politologów i partyjnych ideologów. Na pewno było ich kilka. Ludzie nie bardzo wiedzieli, co należy do kompetencji Parlamentu Europejskiego, i nie widzieli związku między wynikami wyborów a ich bieżącą sytuacją, zwłaszcza z ich problemami. Chata z kraja, a Bruksela gdzieś daleko. Ludzie też mają już trochę dość polityki, a już zwłaszcza polityków. Społeczna ocena klasy politycznej jest bardzo niska, a przekonanie, że politycy troszczą się przede wszystkim o własne interesy i o nie się biją między sobą – powszechne. Zatem sprawa wyników wyborów to sprawa polityków, tylko ich obchodząca, po co więc uczestniczyć w jakiejś nie swojej grze? Wreszcie przekonanie, że żadna z liczących się, walczących między sobą o prymat partii, ani Platforma, ani PiS, nie reprezentuje ich poglądów ani interesów, a lewica jest za słaba, by być dla tych dwóch partii alternatywą. To po co brać udział w rozgrywce między dwoma prawicowymi partiami, jeśli nie identyfikuje się z żadną z nich? Tym bardziej że od wyników w tych wyborach wcale nie zależy, kto będzie rządził Polską przez najbliższe lata. Być może były jeszcze inne przyczyny, które miały wpływ na tak niską frekwencję wyborczą.
Czy można było osłabić działanie tych czynników, tak negatywnie oddziałujących na frekwencję wyborczą? Oczywiście. Wciąż za mało wyjaśnia się ludziom, czym jest Unia Europejska, jaka jest rola parlamentu w Unii, jakie znaczenie dla Polski ma jej pozycja w Unii, dlaczego silna Unia jest Polsce potrzebna. Tu winę ponoszą w pierwszej kolejności media publiczne, które swej misji także w tym zakresie nie wypełniły. Winę ponoszą politycy wszystkich opcji, którzy do wyjaśnienia tych kwestii mogli wykorzystać kampanię wyborczą, a nie próbowali nawet tego robić.
Wina polityków jest większa. Prezentowana przez nich kultura polityczna do uczestnictwa w polityce zwykłych ludzi nie zachęca.
Tak czy owak, tak niskiej frekwencji wyborczej będziemy się w Europie wstydzić.
Teraz wyniki poszczególnych partii. Pamiętajmy cały czas, że rozważamy preferencje polityczne zaledwie ćwierci polskiej populacji.
Platforma wygrała z PiS, choć niżej, niż wygrywała w sondażach. Łącznie za tymi partiami opowiedziało się blisko 72% głosujących. Kilka dalszych procent głosowało na inne prawicowe partyjki. Prawica zgarnęła w sumie blisko 80% głosów.
Na SLD-UP (faktycznie SLD, żaden bowiem z kandydatów UP nawet nie zbliżył się do mandatu) zagłosowało 12,3%. Przewodniczący Napieralski, sam w to chyba nie wierząc, przedstawiał ten wynik jako sukces. Wystarczy przypomnieć, że w ostatnich wyborach parlamentarnych LiD miał lepszy wynik, a rozbicie LiD miało prowadzić pozbawioną demokratycznego balastu lewicę do zwycięstw. Na razie nie doprowadziło. Przeciwnie, jak się okazuje, nawet wynik LiD z 2007 r. jest dla SLD nie do powtórzenia. Zmarnowało się blisko 2,5% głosów oddanych na CentroLewicę. Szkoda, że do Parlamentu Europejskiego nie wejdą Józef Pinior, Dariusz Rosati czy Magdalena Środa.
W sumie 15% głosów oddanych łącznie na szeroko rozumianą lewicę to wciąż strasznie mało. Na kogo głosował potencjalny elektorat lewicy? Część na Platformę, większość zaś po prostu do wyborów nie poszła. Jeśli lewica chce mieć jakiś wpływ na politykę polską, musi odebrać część centrowego elektoratu Platformie, ale przede wszystkim musi sięgnąć do tych 75%, które do wyborów nie poszło.
Jak to zrobi? Obawiam się, że w wąskiej formule SLD zrobić tego nie będzie w stanie. Czy SLD wyciągnie wnioski z tych wyborów i potrafi się otworzyć na nowe środowiska, czy powstanie na centrolewicy coś nowego, szerszego nawet niż LiD, bo tylko coś takiego mogłoby skutecznie konkurować z prawicą? Czy też w SLD zwycięży pogląd, że ważniejszy od interesu kraju jest interes aparatu, dla którego wynik wyborczy w granicach 10-12% jest o tyle satysfakcjonujący, że zapewni mu byt na następną kadencję? Tu rola liderów partii i klubu trudna jest do przecenienia. Czy będą chcieli i czy potrafią zapanować nad aparatem? Tak czy owak, SLD udowodnił, że na razie jest największą, najbardziej zorganizowaną siłą na lewicy. Tym większa spada na niego odpowiedzialność.
Klęska wyborcza Porozumienia dla Przyszłości – CentroLewicy jest faktycznie ostateczną klęską SdPl i PD. W najlepszym razie skończy się w nich na zmianie kierownictwa, ale może skończyć się na całkowitym rozpadzie tych partii. Co stanie się z ludźmi tych partii? Co najmniej część resztówki PD zapewne przystąpi do SD Pawła Piskorskiego, budując jakąś formację na kształt Platformy bis i już w żadnym centrolewicowym projekcie udziału brać nie będzie. Podejrzewam, że rząd spróbuje wykorzystać „wolnego” Janusza Onyszkiewicza, może w dyplomacji? Byłoby to z pożytkiem dla kraju i być może, jeśli intuicja mnie nie zawodzi, dla polityki wschodniej.
Wbrew pozorom, największy problem ma jednak zwycięska Platforma. Po dwóch latach jej rządów poparcie dla PiS nie zmalało, a fenomen Ziobry musi napawać niepokojem. Dwa lata nieudolnych prób rozliczeń z rządami PiS nie przyniosło nawet propagandowego efektu. Chyba nawet przyniosło efekt przeciwny do zamierzonego. Ziobro dla swych zwolenników nie tylko pozostał bojownikiem śmiało walczącym z układem, szlachetnym szeryfem, któremu nie dano dokończyć dzieła, ale nadto ofiarą układu. Układu, w którym PO gra rolę istotną. To przecież PO czepia się biednego, oczywiście niewinnego Ziobry, nęka go, ale najwyraźniej nic mu udowodnić nie jest w stanie. Mści się opieszałość w reformie zdemoralizowanej prokuratury, w której jeśli nawet nie dominują już wpływy PiS, to z całą pewnością dominuje skrajny polityczny oportunizm i cynizm. To one powodują, że stosunkowo proste śledztwa o przekroczenie uprawnień w czasach rządów PiS wloką się, byle dotrwać do końca kadencji, a potem się zobaczy… Jak tak dalej pójdzie, to Tuskowi w najbliższych wyborach prezydenckich może wyrosnąć niespodzianie nowy poważny konkurent. Jeśli tego konkurenta nie powstrzyma Jarosław Kaczyński, to PO będzie tu bezsilna. Sojusznikiem Ziobry może okazać się kryzys, a na pewno okaże się Radio Maryja i słuchający go proboszczowie. A to w Polsce bardzo wiele.

Wydanie: 24/2009

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy