Nie dawać fałszywego świadectwa

Nie dawać fałszywego świadectwa

Polityka jest sztuką walki, ale gdy w walce zacietrzewienie przesłania realną ocenę sytuacji, to klęska jest nieuchronna. W takiej, mało wygodnej, pozycji znalazła się po raz kolejny opozycja wobec rządów PO i PSL. Karykaturalne oceny dwóch lat rządów tej koalicji, jakie na prawo i lewo wygłaszają politycy PiS i urzędnicy prezydenta, są kolejnymi strzałami w stopę, jakie z samobójczym uporem ćwiczą na własnych organach. Szukam w tych strzałach jakiegoś drugiego dna, jakiegoś śladu czy cienia myśli, czy strategii partii, ale nijak tego nie mogę dostrzec. Zadaję więc sobie pytanie, skąd u aspirujących do władzy polityków PiS bierze się ta niezborność myślowa. Czy ich sposób widzenia świata ciągle sprowadza się do tego horyzontu, który ze swojego fotela ogląda sączący piwko Ferdek Kiepski? Ani to przecież dowcipne, ani mądre, a przy tym straszliwie nieskuteczne. Efekt tej totalnej krytyki rządu, który ich zdaniem niczego nie zrobił z sensem, będzie taki, że i tak już mocno ugruntowane przekonanie, że komu jak komu, ale Prawu i Sprawiedliwości na pewno nie wolno dać do ręki sterów państwa, zyska kolejnych zwolenników.
Oczywistym beneficjentem takich reakcji jest rząd i jego premier. A wystarczyłoby choć trochę obiektywizmu i zgodności z ocenami Polaków, z których tylko bardzo mała część ocenia dwulecie PO i PSL tak tragikomicznie jak silący się na dowcipy liderzy PiS. Znaj proporcją, mocium panie, chciałoby się strawestować klasyka, a wyjdziesz na tym lepiej niż na stronniczym i bezmyślnym ataku.
Bo na co liczyli Polacy jesienią 2007 r., gdy oderwali od władzy partię Jarosława Kaczyńskiego i jego satelitów? Na to przecież, że zwycięzcy poprowadzą Polskę zupełnie inną drogą niż niesławna IV RP. Czy tak się stało? Tylko po części, bo przecież IPN dalej kręci swoją wersję historii Polski, a CBA dopiero po wpadce hazardowej ma się profesjonalizować.
Wyborcy PO liczyli też na to, że skończą się rządy autorytarne, wszystko wiedzące i wszystko widzące w kolorach czarno-białych, nieszanujące jednostki i praw obywatelskich, zwłaszcza mniejszości. I to oczekiwanie w dużej części się spełniło. Żyjemy w kraju spokojniejszym i bardziej przewidywalnym. Nie ma już tego fatalnego klimatu społecznego, jaki zafundowano Polsce w latach 2005-2007. Pamiętnych fal agresji, podejrzliwości i kolejnych kampanii wymierzanych w rzeczywistych lub wyimaginowanych wrogów braci.
Dość powszechnie mówi się, że PO nie rządzi, tylko administruje. Nie zgadzam się z taką opinią. Brak obiektywizmu i docenienia drogi, jaką przeszliśmy jako państwo, to lekceważenie wysiłku nie tylko grupki polityków, ale tysięcy ludzi, którzy zapracowali sobie na dobre słowo i uczciwe podziękowanie. Bez tego wpisujemy się w logikę tabloidów, które z każdego urzędnika robią bezmyślnego pasibrzucha. Na takie widzenie spraw publicznych nie może być zgody. Ścierwojady nie mogą dyktować ocen.
Mam oczywiście świadomość tego, jak wiele temu rządowi brakuje, by móc napisać drukowanymi literami – nasz rząd. Nasz, czyli wszystkich Polaków, także mających lewicowe poglądy. Tu ciągle jest długa lista rozbieżności. Jest więc o czym rozmawiać. A im szybciej premier potraktuje to serio, tym więcej w Polsce możemy zrobić.

Wydanie: 47/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy