Co jest nie tak z coachingiem?

Co jest nie tak z coachingiem?

Zdarza mi się zajrzeć do tzw. prasy kobiecej. I to wcale nie do kolorowych magazynów, ale do prasy mainstreamowej (np. „Wysokich Obcasów”). Już od lat znajduję tam porady coachów, głównie kobiet, choć zdarzają się także prominentni mężczyźni mający status celebrytów. Wszyscy pracują w jakichś instytutach z uczonymi nazwami, czasami faktycznie afiliowanych przy uczelniach (głównie prywatnych, co nie jest przypadkowe). Zastanawiam się, dlaczego czytając ich wynurzenia albo wywiady z nimi, mam dziwne wrażenie, że coś tu nie gra.

To wszystko osoby dobrej woli, zaangażowane i z pewnością chcące nieść pomoc bliźnim. Nie odmawiam im zatem szlachetnych intencji. Z pewnością nie chodzi tu jedynie o pieniądze, choć coaching to dziś dochodowy biznes. Skąd zatem to dominujące wrażenie nietrafności całego projektu życiowego doradztwa, treningu personalnego? Rzecz w tym, co kryje się u jego filozoficznych podstaw. To założenie, że coś jest nie tak z nami, a nie z systemem ekonomicznym i społecznym, w jakim żyjemy. Coaching ma za zadanie sprawić, abyśmy byli lepiej dostosowani do status quo. Szuka problemów w nas, a nie w otaczającym świecie. Mówi: jeśli przegrywasz, to twoja wina, zmień się! Jest to typowy przykład strategii indywidualnej odpowiedzi na kolektywne problemy. Wspaniały prezent, jaki środowisko psychologów składa systemowi, który najpierw wpędza nas w kłopoty, a potem wysyła coachów, aby nas „naprawili”.

Coaching odwraca uwagę od faktycznych przyczyn naszych kłopotów. Stawia na indywidualistyczne radzenie sobie z problemami, które mają podłoże społeczne, czym idealnie wpisuje się w dominującą od dziesięcioleci ideologię neoliberalizmu. Namawia nas do tego, abyśmy lepiej zarządzali sobą pojmowanym jako małe przedsiębiorstwo, którym trzeba tak kierować, aby „wyjść na swoje”. Już wielki socjolog niemiecki Max Weber zauważył, że taki sposób myślenia o człowieku jest znakiem stawania się istotą rynkową, czyli kimś, kto stara się wpisać w logikę osiągania zysków i realizacji swoich interesów bez oglądania się na innych. Analizy te wiele lat temu pogłębił historyk i filozof francuski Michel Foucault. Z analiz Webera i Foucaulta jasno wynika, że życie w systemie kapitalistycznym powoduje, iż uznając jego zasady za oczywiste i naturalne, staramy się do niego dostosować.

Nie wszystkim jednak to się udaje. Część ludzi wciąż przypuszcza, że sens życia nie może się sprowadzać do intensywnej pracy i nieograniczonej konsumpcji, że bezwzględna rywalizacja jest czymś złym, a egoizm nie zasługuje na aprobatę. Pojawia się w nich niepokojąca myśl, że marnują swoje życie, traktując siebie jak inwestycję, która musi się opłacić (być może jest to jeden z ostatnich śladów myślenia religijnego w nieomal całkowicie zeświecczonym świecie Zachodu). Coaching jest daremną próbą spowodowania, aby jednostka mająca wątpliwości co do sensu swojego życia wykształciła w sobie mechanizmy obronne, które pozwolą jej dalej funkcjonować, a jednocześnie nie czuć dyskomfortu psychicznego.

Rozwój osobowy, o którym w tym kontekście zwykle się mówi, to najczęściej próba uczynienia nas bardziej efektywnymi pracownikami tego systemu, tym bardziej że dzisiejszy kapitalizm kognitywny wymusza coraz efektywniejszą pracę emocjami. Chodzi w nim bowiem o wzbudzenie w kimś stosownych pragnień konsumpcyjnych, wywarcie wrażenia, zbudowanie atrakcyjnej opowieści, sprzedanie jakiejś wizji życia i związanego z nią zestawu przedmiotów, narzucenie swojej interpretacji dostępnych informacji i wykreowanie swoich własnych. A wszystko to domaga się pełnego zaangażowania całej osoby, najlepiej trwającego 24 godziny na dobę.

Coaching w najbardziej uproszczonej wersji to pochodna całego przemysłu poradników życiowych, który kwitnie w USA od wielu dziesięcioleci. Za jego sprawą większość Amerykanów jest przekonana, że ich wzorem życiowym powinien być Donald Trump. U ich kulturowych źródeł tkwi filozofia XIX-wiecznego pisarza amerykańskiego Horatia Algera, autora ponad 100 książek, w których prezentował on swoją „ewangelię bogactwa”, twierdząc, że każdy może zostać milionerem, jeśli się tylko postara (to on jest autorem hasła „od pucybuta do milionera”). Jednak nawet w wydaniu bardziej wyrafinowanym coaching to projekt ideologicznie wątpliwy. Szuka bowiem przyczyn kłopotów nie tam, gdzie one faktycznie leżą. W ten sposób przyczynia się do utrzymywania ludzi w śpiączce intelektualnej, bardzo korzystnej dla systemu, który ludzi zużywa, a następnie wypluwa.

Wydanie: 40/2020

Kategorie: Andrzej Szahaj, Felietony

Komentarze

  1. Radoslaw
    Radoslaw 1 października, 2020, 11:48

    Albert Einstein powiedział coś z grubsza takiego: nie rozwiązuje sie problemów tymi samymi metodami, którymi sie je stworzyło. Kapitalizm zarabia najpierw niszcząc ludzi, a potem jeszcze na doradzaniu im, jak sie próbować bronić, ratować, zregenerować. Rady te są oczywiście bezwartościowe, ale spełniają główne kryterium kapitalizmu – przynoszą zysk doradcom.
    Kapitalizm to system, który działał wyśmienicie tak długo, jak miał pod dostatkim zasobów (w tym „zasobów ludzkich”) oraz przestrzeni do pozbywania sie śmieci. Teraz zbliża sie do ściany – i albo sam sie zniszczy, albo doprowadzi do zagłady ludzkość (z wyjątkiem garstki uprzywilejowanych). Czy katastrofa klimatyczna jest problemem dla kapitalizmu? Nic podobnego! Uprzywilejowani nadal bedą ludziom wpychać produkty i technologie, które doprowadzą do zagłady 90% planety i populacji. Ale to nie szkodzi – bo 10% najbogatszych bedzie mogło sobie pozwolić na zamieszkanie w prywatnych klimatyzowanych enklawach, z dala od obszarów, które spopielili i zatruli. Przykład pierwszy z brzegu – deweloperska mafia, która w tej chwili zalewa polskie miasta betonem przecież w tych miastach nie mieszka (o ile w ogóle mieszka w Polsce). Polaków zamyka w koncentracyjnych obozach mieszkaniowych (zwanych prestiżowymi osiedlami chronionymi), a sama rozpycha sie w wiejskich posiadłościach albo na egzotycznych wyspach. „Apartamenty już od 25m2” – takie oto można sobie poczytać ogłoszenia. „Apartamenty”! To za Gomułki, ponad 60 lat temu budowano mieszkania o powierzchni rzedu 40 m2, w tym „zgrzebnym PRL-u”. I pewnie postoją dłużej niż te „apartamenty”.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonim
    Anonim 1 października, 2020, 12:10
  3. raj
    raj 1 października, 2020, 18:00

    O tym samym pisał Jeffrey Mason w książce „Przeciw terapii”.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy