Znowu bomba

Znowu bomba

Kolejna rocznica katastrofy smoleńskiej, wraca absurd i obłęd. Mamy ostatnią wersję raportu Macierewicza i poglądowy filmik. Ten szaleniec mówi, że na pokładzie była „bomba charakterystyczna dla lewackich terrorystów”, czyli już nie termobaryczna. Wnioski: winni katastrofy są bomba, lewackie LGBT, Tusk i Putin. Wcześniej Macierewicz mówił: „Po TRZECH latach badań mogę powiedzieć, że są dowody świadczące, że TRZY osoby przeżyły katastrofę. (…) Potwierdzają to TRZY niezależne źródła”. Czarna magia liczb. A tu na dokładkę minister oświaty zapowiada, że w podręcznikach szkolnych będzie się omawiać katastrofę smoleńską, z insynuacją, że to wina Tuska. A jakże inaczej. Też uważam, że to wydarzenie historyczne. To, co się dzieje z katastrofą smoleńską, jest absurdem jednym z większych w historii tego kraju, gdzie absurdów nie brakowało. Z kolei wiceminister oświaty chce zabronić, by w podręcznikach szkolnych padało sformułowanie „prawa zwierząt”, bo jest to według niego ideologia. Pisowcy wszędzie węszą wrogą ideologię, przemycaną jak kokaina do Polski ze zgniłego Zachodu. A humanizacja zwierząt to jedno ze świadectw, że jest postęp, że ludzkość zmienia się na lepsze. Stosunek do zwierząt zawsze oddaje poziom moralności w kraju. Było z tym źle w Polsce, szczególnie wieś okropnie traktowała zwierzęta, można to zrozumieć, rolnicy hodują je przecież na rzeź. Ale też u nas sytuacja szybko zmienia się na lepsze. PiS chce cofnąć zegar historii. Nie da się. Ale te próby wiele o pisowcach mówią. I to znamienne, że pilnują języka; tak, język jest ważny, określa nasze myślenie. Ja się zawsze buntowałem, dlaczego mówi się, że pies zdechł, a nie umarł. Nie zwłoki psa, ale truchło. Można powiedzieć, że to z kolei jest ideologia religijna, która twierdzi, że człowiek ma duszę, a zwierzęta jej nie mają. A czy to nie fascynujące, jak zdecydowanie i powszechnie psy i koty weszły nam do łóżek i stały się częścią rodziny? Psy i koty już nabyły duszę, wbrew Kościołowi. I mają swoje cmentarze.

Coraz częściej, gdy spotykam się ze znajomymi, ani słowa o polityce. Bo o czym tu mówić? Nie ma mowy o jakimś ustalaniu czy ucieraniu poglądów, wszyscy myślimy już tak samo. I po co sobie psuć humor? Czytam wpis na facebookowej stronie mojego znajomego Mariusza Ziomeckiego: „»Już nie wierzę w Polskę«. Gdy pierwszy raz usłyszałem te słowa bliskiego przyjaciela, przyznaję, najpierw mnie zatkało. Ale po chwili namysłu potrafiłem tylko potaknąć. Faktycznie, wobec krachu ostatnich lat, tej spektakularnej cofki politycznej, społecznej i, co tu dużo gadać, moralnej oraz intelektualnej katastrofy, która nastąpiła nad Wisłą – i nie mówię tu o pandemii – wiara w powodzenie polskiego projektu stała się trudna. Bo, na logikę biorąc, ile razy można podejmować heroiczne dzieło odzyskiwania niepodległości, rekonstrukcji i prób zbudowania zdatnej do życia, przyjaznej ludziom polskiej cywilizacji, po to tylko, by patrzeć bezradnie, jak za sprawą współobywateli wszystko znów idzie w ruinę?”. Bliskie mi te słowa, ale się bronię przed takim myśleniem. Jest demobilizujące. Gdy rozmawiam z młodymi, zwykle są to dzieci znajomych, wszyscy marzą, by wyjechać z Polski na studia, co zwykle oznacza wyjechać na zawsze. A tyle było pisowskiego gadania, że emigracja to też wina Tuska i że oni ten „krwotok” zatrzymają. Nasz okręt nie tonie, ale grasują po nim szczury, więc podróż nie jest za przyjemna. Rozumiem młodych, którzy chcą się przesiąść na inny, bardziej schludny statek.

„Świat pogański czyni wszystko, aby zniszczyć wiarę i Kościół, wykorzystując do tego ogłoszoną pandemię, cynicznie grając na ludzkich lękach”, pisał do wiernych proboszcz parafii św. Katarzyny w Łęgu, zachęcając do uczestnictwa w nabożeństwach Wielkiego Tygodnia. Nie ma co się bać zarazy, bo „nawet zdrowie i życie doczesne stoją niżej od wartości nadprzyrodzonych”. Ja z proboszczem nawet się zgadzam. Jeśli wierzymy w Boga i w raj, do którego przenosi się zmarły, to chronić za wszelką cenę życie jest bez sensu. Śmierć jest dobrodziejstwem. Lęk przed śmiercią i rozpacz po odejściu kogoś bliskiego jest grzechem, bo to dowód na religijne zwątpienie.

Zjednoczona Prawica się sypie, trwają mafijne porachunki, przedterminowe wybory możliwe. Dlaczego tak mało w nas radości i nadziei? Bo widzimy, jak nędzna jest opozycja, jak podzielona, niemrawa, bez koncepcji. I to może jest największym dramatem. Polsce potrzeba rządu fachowców, a nie zużytych partyjnych działaczy. Konieczny jest program, jak leczyć rany, które zadało nam PiS, jak rozmawiać z milionami Polaków, którzy będą upokorzeni porażką, jak przekonywać ich, by ponownie nie wybrali prawicy.

t.jastrun@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 17/2021

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy