Na dwie ręce, na dwie moralności

Poseł Dariusz Grabowski to doktor nauk ekonomicznych. Były pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, potem prywatny przedsiębiorca. Człowiek działający w polityce za własne, zarobione pieniądze. Co jest cenne i rzadkie ostatnio. W poprzedniej kadencji zasiadał na prawicy, ale w czasie głosowań podnosił rękę często tak samo jak głosujący przeciwko liberalnej polityce gospodarczej ówczesnego rządu Piotr Ikonowicz. Od 2000 r. był prezesem prawicowego, kanapowego Stronnictwa Polska Racja Stanu. Wszedł do tego Sejmu z listy PSL. Z partią tą poróżnił się i zasilił prawicową w retoryce, narodową i lewicową w ekonomice Ligę Polskich Rodzin.
Poseł Andrzej Fedorowicz to technik weterynaryjny. W Białostockiem słynął ze sprawnych palców, kiedy musiał interweniować, aby ulżyć cierpiącemu zwierzątku. W życiu swoim wykonywał różne zawody, był niezwykle aktywnym kanarem autobusowym, pouczającym złapanych o konieczności uczciwości. Słowem, z niejednego pieca chleb jadł. Najsmaczniejszy, kiedy działał w NSZZ „Solidarność”, ruchu społecznym akcentującym wysokie wymagania moralne. Do Sejmu RP wybrano go w tej kadencji z listy Ligi Polskich Rodzin, jako szefa okręgu kanapowego Stronnictwa Narodowego. W feralną środę 18 lutego podczas głosowań w Komisji Finansów poseł Andrzej Fedorowicz został przyłapany przez reportera radiowej Trójki na fałszerstwie. Głosowaniu na dwie ręce. Wykorzystując sprawność rąk, nacisnąć miał przycisk w czasie przegłosowywania poprawki dotyczącej transportu samochodowego. Dziedziny bliskiej zainteresowaniom posła Fedorowicza. Dzięki temu magicznemu kliknięciu poprawka uzyskała akceptację większości członków komisji.
Poseł Dariusz Grabowski nie był w tym czasie na posiedzeniu Komisji Finansów, bo musiał być na równoległym posiedzeniu Komisji Skarbu. Potwierdza to posłanka Małgorzata Ostrowska. Karta do głosowania posła Grabowskiego została w maszynce do głosowania. W czasie nieobecności posła Grabowskiego obecna karta, pozostająca w zasięgu palców posła Fedorowicza, tylko raz „zagłosowała”. Właśnie przy poprawce będącej w kręgu zainteresowań posła Fedorowicza.
Tyle faktów. A teraz mamy festiwal moralności niezwykle bogobojnej, stale eksponującej swe przywiązanie do dekalogu Ligi Polskich Rodzin.
Przyłapany na fałszerstwie poseł Fedorowicz zaprzecza. Nieobecny poseł Grabowski zasłania się luką pamięciową. Lider Ligi Polskich Rodzin pouczający moralnie inne ugrupowania, prezes Roman Giertych, faktom zaprzecza. Przypomina o zasadzie domniemania niewinności. Ponieważ w sali posiedzeń Komisji Finansów nie ma kamer monitorujących, no to patentowani katolicy przyjęli zasadę: „Hulaj dusza, piekła nie ma!”. Skoro nie złapano za sprawną rękę posła Fedorowicza, to trzeba iść w zaparte, za Boga nie przyznawać się. A nuż się uda. A nuż ludzie zapomną.
Tu obłudzie i tchórzostwu Romana Giertycha sprzyjają media. O ile głośno trąbiły, kiedy na takim procederze złapano posłów SLD, to w przypadku posłów Ligi uznały sprawę za drugorzędną. Nienadającą się na czołówki. Do wyciszenia. Szkoda przecież takich porządnych ludzi.

 

 

Wydanie: 9/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy