Dwa piśmiennictwa

Prenumeruję zarówno kilka periodyków poświęconych nauce, a wydawanych w Ameryce, jak też, dzięki moim agentom moskiewskim, otrzymuję regularnie całe paczki pism rosyjskich. Szczególnie interesują mnie treści naukowe, osobliwie zróżnicowane. Czołowym pismem Rosyjskiej Akademii Nauk jest „Priroda”, wydawana od roku 1912, to znaczy od czasów caratu. Za Sowietów drukowano ją w osiemdziesięciu tysiącach egzemplarzy, po upadku tego ustroju poczytność jej zmniejszała się gwałtownie, a gdy spadła do dwunastu tysięcy, miesięcznik ten przestał w ogóle informować o swoim nakładzie.
Bardzo ciekawe jest zestawienie i porównanie podejścia Amerykanów i Rosjan do spraw nauki. W oczy rzuca się przede wszystkim to, że periodyki amerykańskie są gęsto przetykane reklamami, natomiast w rosyjskich pismach, jak „Priroda”, nikt ich nie uświadczy. Wydawca amerykański zabiega o poczytność i stara się zwiększyć popyt możliwie sensacyjnymi artykułami typu: czarne dziury, podróże w czasie, nowe bronie, wielce kontrowersyjne hipotezy, podważające na przykład dokonania Einsteina, itp. Ponadto wiele tam informacji o bieżącej pracy laboratoryjnej i obserwacyjnej z dziedziny astronomii. Natomiast Rosjanie skłaniają się do całościowych oglądów wielkich połaci postępu naukowego, pisząc bardziej przyziemnie, ale i znacznie solidniej. Rzeczą godną uwagi jest, że bibliografia prac amerykańskich wylicza wyłącznie anglojęzycznych autorów, Rosjanie nie pomijają ich i czerpią wiele z amerykańskich źródeł.
Obecnie Polska niejako odwróciła się plecami do Rosji i usiłuje – z dość kiepskim powodzeniem – wdrażać u siebie wzory kapitalizmu, importowanego najchętniej z USA. Teraz wszędzie uczą się angielskiego, natomiast język rosyjski zanika ze szkolnictwa, z niemałą dla nas szkodą. Mogę rzec tylko jedno: mając na oku ułatwienie kontroli nad literaturą piękną, Sowiety sprzyjały powstawaniu poświęconych jej pism centralnych, tak zwanych tołstych żurnałów. Tradycja ta zachowała się, dzięki czemu i dziś można ogarnąć widnokrąg rosyjskiej literatury na podstawie dwóch tytułów: „Nowyj Mir” i „Znamja”. Natomiast w naszym kraju marginalizacja literackiej kultury doprowadziła do jej takiego rozproszkowania i rozsiania, że brak periodyków centralnych, co przy niskich nakładach, zwłaszcza na prowincji, czyni śledzenie naszego piśmiennictwa niezmiernie trudnym. Nie wszystko, jak się okazuje, dobre jest w kapitalistycznej Ameryce i nie wszystko jest złe w postkomunistycznej Rosji.

2 października 2003 r.

Wydanie: 41/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy