Twarze eurokandydatów

Twarze eurokandydatów

Mózg boksera Adamka i twarz Ziobry, czy może odwrotnie, to pomysł, z jakim Ziobro chce się znowu dostać do Parlamentu Europejskiego. Można oczywiście z tego się śmiać. Podobnie jak można się pośmiać z okładki tygodnika „Angora”, na której niemiłosiernie poobijany Tomasz Adamek mówi, że też chce być polską twarzą w Brukseli.
Ale majowe wybory coraz dalsze są od radosnej atmosfery i nawet kolejne wygłupy tego nie zmienią. Bo dość niespodziewanie zmienia się nam sytuacja w Europie. I to zmienia w przyśpieszonym tempie. Na gorszą. Na mniej przewidywalną. I w konsekwencji na mniej bezpieczną. Przyśpieszenie polityczne na Ukrainie, do którego zresztą wielu Polaków nawoływało na Majdanie, przybrało takie tempo, że trzeba będzie cudu, żeby się to młodziutkie państwo nie porozpadało na części. I teraz od mądrości Unii Europejskiej sporo będzie zależało, więcej niż przez ostatnie lata. A skoro tak, to oddanie walkowerem najbliższych wyborów byłoby czynem bez mała samobójczym. W podzielonej interesami Europie, wyraźnie pogubionej w związku z rozwojem sytuacji na Ukrainie, może się przydać każdy rozsądny głos. Nadchodzą trudne czasy. W cenie będą więc ponadstandardowe kompetencje. I ludzi z takimi umiejętnościami trzeba będzie próbować ulokować w Brukseli. Mamy jeszcze miesiąc, by zrobić dokładną selekcję ofert. Kandydatów pozgłaszało się tylu, że z pewnością da się z nich wybrać sensowną reprezentację. Tu nie jest jeszcze tak źle jak z kandydatami do kadry trenera Nawałki. Pisząc, że kandydatów jest wielu, muszę oczywiście dopowiedzieć, że więcej niż połowa z nich pomyliła zawody. Ich programy kompletnie rozmijają się z możliwościami Parlamentu Europejskiego. Pierwsze sito musi więc wyeliminować wszystkich, którzy nie zadali sobie trudu, by wiedzieć, do czego kandydują i co tam realnie mogą zrobić. Kandydaci, którzy pomylili Brukselę z wyborami samorządowymi lub krajowymi, powinni od razu dostać czerwoną kartkę. I czas na pogłębienie ich mizernej, jak widać, wiedzy.
Z reprezentacji, której skończyła się kadencja, większość powinna wrócić do innych zajęć, bo po prostu się nie sprawdzili w roli europarlamentarzystów. Dotyczy to także większości reprezentacji lewicowej. Ich kolejny wybór byłby stratą czasu. Jeśli przez całą kadencję nie dali powodu do aprobaty, to z pewnością nie warto się z nimi dłużej męczyć. O nazwiskach też jeszcze będzie.
I wreszcie jeszcze jeden pakiet kandydatów wart wyeliminowania. To notoryczni kłamcy. Ci, którzy złożyli konkretne obietnice, a robili całkiem odwrotnie. Sufitowych obietnic w tej kampanii znowu jest tyle, że chyba ich autorzy ciągle żyją w przekonaniu, że ciemny lud może każdą głupotę kupić. Obrzydzanie polityki poprzez nieustanne pokazywanie takich osobliwości jak panowie Hofman, Kamiński czy Kurski nie jest oczywiście żadnym spiskiem. Rozmawiają z nimi ludzie dokładnie tacy jak oni, tylko mający inny zawód. Pracownicy mediów. Bo przecież jakie media, tacy ich bohaterowie.

Wydanie: 17-18/2014

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy