Wpisy od Agnieszka Wolny-Hamkało
Wystarczy się nie bać
„Wysoki Sądzie, mam nadzieję, że ta mowa końcowa nie będzie moją ostatnią. Nie będę Wysokiego Sądu o nic prosić, nie będę prosić o łagodny wyrok, bo sprawa jest już dla wszystkich jasna. Sąd okupanta nie może być sprawiedliwy. Proszę tego nie brać do siebie, Wysoki Sądzie”. Wybrałyśmy Sencowa, a konkretnie jego „Testament”. Nic dziwnego, Sencow stał się symbolem walki z reżimem Putina, jego nazwisko nie schodzi z zaangażowanych w sprawę ust. Hasło „Uwolnić Sencowa” lśni od miesięcy
Pozycja smaku
Kant jadał raz dziennie. Uważał, że obiad jest kluczowym posiłkiem filozofa. Do każdego posiłku wypijał pół butelki wina. Wkrótce zasłynął jako znakomity wydawca kultowych obiadów, które ciurkiem organizował od 1787 r. Jean-Paule Sartre, król egzystencjalistów, również miał ściśle określone zwyczaje kulinarne: mianowicie brzydził się skorupiakami. Szczególny opór budziło w nim wyciąganie z muszli białych, śliskich ciałek, które akurat muszli nie chciały opuścić. Kojarzyły mu się z insektami. Natomiast francuski
Pocztówka znad jeziora
Niektórzy wychodzą wieczorem przez okno na dach i tam piszą – z górniczą lampką na głowie, jak ktoś, kto musi się przekopać na drugą stronę. Na dachu nocą jest chłodniej i można jeszcze coś zdziałać. Wieczorem dom pracy twórczej w Wannsee wyciemnia się gwałtownie – może to dlatego, że pisarzy z reguły męczy pisanie, a może dlatego, że trzeba otworzyć okna, a ćmy i szerszenie chętniej się zlatują do światła. Podczas „wspólnych” śniadań ludzie jedzą osobno, mają
Wioska
Filmy wybieramy przypadkowo. I każdy z nas może coś zaproponować. Wiadomo tylko, że seans musi się odbyć w poniedziałek wieczorem albo nocą. Jeśli ktoś myśli, że w poniedziałki po godz. 20 w kinie Nowe Horyzonty są puchy, to nie docenia fantazji kinomanów. W poniedziałki w nocy atmosfera jest festiwalowa, nikt nie rozsiewa popcornu i wszyscy się lubią. Sale są względnie wypełnione. Jest sporo samotników, którzy nie chcą iść wcześnie spać. Przychodzą też pary, czasem spotykają się dopiero tu, w ustalonym rzędzie.
Go drag!
Na ekranie widać wysokiego, ciemnoskórego mężczyznę pochodzenia afroamerykańskiego. Stoi na podeście przy słynnej alei gwiazd w Los Angeles. Przystojny, szczupły, z pięknym, amerykańskim uśmiechem. Wokół ochroniarze. Na dole wiwatujący tłum wielbicieli i fotografów. RuPaul (właśc. RuPaul Andre Charles) świętuje odsłonięcie własnej gwiazdy na trotuarze. Jest to pierwsza gwiazda w alei, którą otrzymała drag queen. „Vogue” robi z tego święta spektakularny reportaż, wideo można oglądać w sieci. O wydarzeniu informują nie tylko portale plotkarskie, ale też
Z szafy!
Ta grupa odbiorców zawsze istniała, ale rynek pamiętał o niej raczej przy produkcji dżinsów i napojów alkoholowych typu Somersby. Teraz young adults dowartościował także rynek książki, napędzany przez internetową wypożyczalnię filmów Netflix. Young adults, czyli młodzi dorośli (zbitka tak niezręczna, że wydawcy operują angielską nazwą), to młodzież w wieku 14-25 lat. Przez wiele lat właśnie ten moment w życiu młodego czytelnika identyfikowany był jako najbardziej niebezpieczny. Po prostu rynek tracił wtedy czytelnika.
Dwóch
Można próbować to sobie wyobrazić: dwóch wybitnych poetów na wspólnej kolacji u Carpenterów w Berkeley. Lepszej scenerii nie mógłby wymyślić potencjalny reżyser tego przedstawienia. Dwóch poetów, a obaj przyszli ze swoimi zmorami. Herbert z pączkującą obficie cyklofrenią, napędzaną przez żyzny alkohol. Miłosz wymazany z obiegu po dezercji z komunistycznej placówki. Zatruty przez braterski hejt Polaków, którzy sumiennie wnosili o oficjalny status zdrajcy dla autora „Nieobjętej ziemi”. Ich relacja jest lekko napięta, bo ma w sobie pewną podwójność: Miłosz,
Zakład fryzjerski płonie
– Proszę pani! To jest zapach CZARNEGO konia pasącego się na wolnym wybiegu w Kanadzie! – zakrzyknął entuzjastycznie sprzedawca. – Zapach unikalny, wielopoziomowy, o niespotykanej głębi. Jest bardzo kosztowny, ale też wysublimowany. Wybrała pani wspaniale. Przez chwilę czułam się tak, jak chciał pan sprzedawca: wspaniale. Oto ja, osoba zupełnie nieobeznana, rzec by trzeba – laiczka, „wybrałam wspaniale”. Spośród setki skomplikowanych zapachów w tzw. perfumerii niszowej – wybrałam… zaraz,
Lupa superstar
Chyba niewielu twórców ma dziś taki status jak Lupa? Obejmuję tym pytaniem także polskich pisarzy, muzyków, malarzy czy reżyserów filmowych – nie widziałam nigdy takiej miłości, takiego oddania. Może – przez chwilę – podobnym uczuciem obdarzano Janusza Głowackiego, ale to było dawno, wiele lat przed jego śmiercią, kiedy jeszcze chętnie grano w teatrach jego sztuki. Nigdy wcześniej nie widziałam, aby reżyser wchodzący na salę prób dostawał oklaski. Na stojąco. Na początek. Z miłości.
My, stolikowcy
– Ten K. to jednak jest grafoman. Czytałem fragment jego nowej powieści i powiem ci, nie zdzierżyłem. Jak, kurde, ktoś w trzecim zdaniu pisze, że najważniejszy festiwal gier wideo jest w Poznaniu, to ja cię przepraszam, szkoda czasu, resztę można sobie odpuścić! – kolega P. kręci głową, jakby wspomniany pisarz K. boleśnie zawiódł jego niewinne nadzieje i obraził dotkliwie błyskotliwą inteligencję. No tak, w końcu to on, P., miał (i powinien!) napisać książkę o grach






