Wpisy od Agnieszka Wolny-Hamkało
Krnąbrne jelitko
Jedni mówili, że strasznie się będę ślinić, drudzy, że mi wywróci wnętrzności. Ktoś szepnął, że będę potwornie bekać i żebym się nie wstydziła, bo to normalne. Ubrałam się więc w najgorszą ścierkę, skoro i tak trzeba będzie ją spalić. Całą noc nie spałam, wyobrażając sobie węże, szlauchy, rury i krany, obijające się o ścianki mojego żołądka. Rano dotknęłam magicznej kropki na ścianie i zamówiłam taksówkę. Gość w taksie podzielił się nielichym wspomnieniem: „Pani! Najstraszniejsze na świecie! Wnętrzności mi wykręciło!”. Kiedy dojechałam na miejsce,
Zostawcie nam Teatr Polski
Trudno, trzeba o tym mówić i mówić, pisać i pisać, nie odpuszczać, buntować się, wyrażać sprzeciw. Inaczej zostaniemy na pustyni, a demokracja nie da sobie rady bez kultury. Za każdym razem, kiedy władza chce wyciąć dobrego artystę, żeby go uciszyć, bo ma inne poglądy polityczne, bo robi „pedalski teatr”, „lewacki teatr”, „awangardowy teatr” – trzeba reagować. Dyrektor teatru jest artystą, tak jak jest nim kurator wystawy lub krytyk. To wszystko formy twórczości, choć na innym poziomie. Wymagają
Biegun pendolino
„Pozdrawiam z zimnego pendolino”, napisałam i zabrzmiało to jak tekst na pocztówce z Islandii. Trwają w końcu wakacje i wszyscy skądś się pozdrawiają. Ja niestety pozdrawiam z pociągu relacji Wrocław-Warszawa. Jest to edycja pociągu premium, więc mrożą jak nieboskie stworzenia. Elegantki wyciągają z torebek sprytnie zrolowane sweterki, panowie zamawiają herbatę i ogrzewają dłonie. Para unosi się jak duszyczka i pyk! Nie ma. Herbatę ścina mróz. Tylko patrzeć, jak ekipa morsów przebiegnie na golasa przez Wars, a w Częstochowie na stacji wsiądą
Hot Sugar i jego zimny świat
Coś te czynności łączy: staranność, pieczołowitość, powolność. Czułość podmiotu dla przedmiotu. Oto na filmie widzimy dziewczynę czyszczącą mikrofon pędzelkiem do makijażu. Bardzo powoli, bardzo delikatnie. Na innym kobieta dmucha w butelkę. Nic więcej się nie dzieje: przez 10 długich minut słyszymy cichy podmuch, oglądamy zbliżenie twarzy. Kolejne wideo: starannie umalowana dziewczyna szepcze, patrzy w oko kamery. Młody mężczyzna czyści szklankę miękką szmatką. Co u licha oglądamy? Szeptane filmiki – w oryginale
Punkt ciężkości
W niektórych opowiadaniach punkt ciężkości jest ukryty poza właściwą treścią, fabułą. W opowiadaniu Zadie Smith pod tytułem „Hanwell w piekle” (zbiór „Lost and Found”) punktem ciężkości stało się zdychające zwierzę – lis, którego znajdują włóczący się po mieście bohaterowie. Smith oparła tekst na rozmowie dwóch mężczyzn. Toczy się ona siłą bezwładu spowodowaną przez noc, alkohol, późną kolację. Jest w tym przypadkowość, zmęczenie, próba sił. Pogawędka czasem osuwa się w banał,
Samotność pól bawełnianych
Nie ma piwnicznego chłodu, chociaż schodzę w dół. Inni też trzymają w rękach czarno-biały wydruk ze zbliżonymi do siebie twarzami dwóch mężczyzn, którzy pochylają się do pocałunku. Tymczasem to ja czuję się jak przed zbliżeniem: ekscytacja, napięcie, ciekawość. To nie do zniesienia. I jak przyjemnie to znosić! Zawsze przed spektaklem jest trochę czasu, więc staram się myśleć o czymś innym. Wydaje mi się, że przed wejściem do TR Warszawa widziałam Wojciecha Kuczoka oglądającego mecz w kawiarnianym ogródku. Ale czy Kuczok jest teraz aż tak zarośnięty? Wyglądał jak wiking
Krótko i pięknie
Codziennie w napięciu obserwuję Śnieżkę. Oglądam zdjęcia satelitarne, fotki w internecie, śledzę prognozę pogody. Z przejęciem badam okolicę: czy coś się zmieniło? Jelonkom w okolicy świecą tyłki? Drzewa już się zmutowały i wypuszczają z dziupli fluowiewiórki? Wiszą na nich szyszki hologramki? Skąd moje dziwne przeczucia i wzmożona czujność? Otóż posiadłam pewną tajemnicę: u stóp Śnieżki (lecz w polu jej pola) powstaje interaktywny ołtarz elektromechaniczny. Kilku artystów – m.in. Marcelo Zammenhoff i Maciej Markowski – pracuje
Rzewne jajo
Pokrak stuka od rana w okno. Skolonizował balkon i planuje inwazję na mieszkanie. Pcha się, kładzie na szybę drzwi balkonowych, macha skrzydłami, jakby chciał wlecieć do środka. Przytulony do framugi zamyka paciorkowate oko, ale kiedy pies podchodzi bliżej – znów dziobie szybę. Spory labrador, który boi się tylko dźwięku, jaki wydaje obcinarka do paznokci, odskakuje od okna i wchodzi pod stół. Pokrak ma łysą, zbyt małą głowę. Sterczą z niej cztery żółte piórka. Na dziobie ma garb z nozdrzami
Schubert w kopalni
Żyjemy w czasach późnego kapitalizmu, w którym nawet sen został skompromitowany jako przejaw słabości. „W globalnym paradygmacie neoliberalnym śpią tylko niedojdy”, czytam w arcyciekawej książce Jonathana Crary’ego. Oto Departament Obrony Stanów Zjednoczonych wydał fortunę na badania nad ptakami, które w czasie migracji pozostają przytomne (w powietrzu) przez siedem dni z rzędu. Gatunek nazywa się pasówka białobrewa i od razu wzbudził moją sympatię i ciekawość: tak, nie spać. Od razu byłoby więcej czasu na teatr. Bo to niby łatwo wybrać
Mit i Mietek
Szukają go, jak tylko się obudzą. Szukają go w bibliotekach, w historycznych księgach, na starych obrazach. W piwnicach domów i na strychach uniwersytetów. W kościołach i na cmentarzach. Szukają go w języku. Naukowcy z różnych dziedzin, filozofowie, pisarze. Szukają we Wrocławiu mitu. Bo każde miasto musi mieć porządny mit, a najlepiej kilka. To automatyzm, przesąd albo właśnie mit kultury – miasto bez mitu jest jak Kapitan Hak bez haka, Staś bez Nel, jak prezydent Duda bez pani premier. Skąd ta mitomania? Żeby zyskać tożsamość,






