Wpisy od Bronisław Łagowski
Na dwa fronty
Na politykę polską ma wpływ głęboko zakorzenione przekonanie, że najwyższą formą istnienia narodu jest walka. Pod tym względem jesteśmy podobniejsi do plemion kaukaskich niż do narodów europejskich. W tej walce rzeczą główną jest manifestowanie patriotyzmu; cel może być nieokreślony i nieosiągalny. Można też nie mieć broni. Zamiast rozwiązywać rzeczowo problemy pozostałe po socjalizmie i panowaniu radzieckim, nowa klasa polityczna toczy walkę z PRL-em, prowadzi „politykę wobec przeszłości”, czyli fałszuje historię, niszczy zdobycze tamtego
Oszołomienie
Napad terrorystów na szkołę w Biesłanie nie nasunął polskim mediom żadnej nowej myśli. Masakra stała się okazją do powtórzenia głoszonych od lat antyrosyjskich schematów propagandowych, do bardziej złośliwej niż kiedykolwiek przedtem krytyki prezydenta Putina i do usprawiedliwiania czeczeńskich terrorystów. Następnego dnia po masakrze, gdy niczego jeszcze nie można było wiedzieć na temat, kto jest sprawcą, katolicki „Nasz Dziennik” ustawiał swoich czytelników: „Wielu ekspertów (…) nie wyklucza, że wzięcie zakładników w Biesłanie mogło być prowokacją rosyjskich
Plemię Herero
Państwo, które wygrało wojnę i może narzucić pokonanemu swoją wolę, żąda odszkodowań za poniesione szkody. Większość polskiego Sejmu żąda odszkodowań wojennych od Niemiec. Kiedyż to Polska prowadziła wojnę z Niemcami? Sześćdziesiąt lat temu. Znany jest komu przypadek z historii świata, żeby zwycięzca żądał reparacji sześćdziesiąt lat po wojnie? Następne pytanie: czy Polska znajduje się w stosunku do Niemiec w takim położeniu, że może zmusić je do wypłacenia 600 miliardów dolarów, bo na tyle mniej więcej partyjna większość sejmowa
Zauważone przy okazji
Pokolenia, które nie przeżyły świadomie okresu sprzed 1956 r., mają o tamtych czasach wyobrażenia mocno spaczone i, co gorsza, nie posiadają skali porównawczej, aby zrozumieć to, co się później działo i teraz dzieje. Nigdy rzeczywistości znanej z przekazów nie rozumie się tak dobrze, jak doświadczonej przez siebie, ale okres stalinowski, czyli „heroiczny” etap komunizmu, stawia umysłowi więcej przeszkód niż przeszłość mniej nieprawdopodobna. Możemy to sobie uświadomić, czytając artykuły o Czesławie Miłoszu – jego drodze
Kto nas reprezentuje?
Gdyby patrzeć na politykę przez różowe okulary, każdej partii można by przyznać część prawdy i każdą uznać za reprezentację uprawnionego interesu jakiejś grupy społecznej. Czy trzeba aż różowych okularów, żeby to zobaczyć? Niestety, rzeczywistość jest trochę gorsza, niż nam, poczciwym optymistom, się wydaje. Margaret Thatcher ściągnęła na siebie gromy za wygłoszenie poglądu, że społeczeństwo nie istnieje, że jest fikcją językową. Jeśli się kogoś nie lubi, wszystko, co powie, można uznać za nonsens i przeważnie tak postępujemy. Pani Thatcher w istocie powiedziała
Zarozumialstwo
Megalomanii narodowej w żadnym wypadku nie należy pochwalać, ale dlaczego nie miałby być megalomański naród, którego państwo jest silniejsze od innych państw na świecie czy w Europie. Megalomania narodu mającego środki niezbędne do przeprowadzenia swojej woli w stosunkach międzynarodowych broni się przed niechęcią innych swoją naturalnością. Naród bez takich środków, a mimo to naśladujący zarozumiałość mocarstw naraża się na jawne lub ciche drwiny. Polscy politycy ośmieszają nas za granicą. Narażają też Polskę na porażki, które zawsze przychodzą w następstwie
Co o tym myśleć?
Pół wieku temu Czesław Miłosz pisał w „Rodzinnej Europie”: „Powstanie warszawskie było przedsięwzięciem karygodnie lekkomyślnym (…), jakkolwiek dwieście tysięcy trupów zawsze waży na szali i nie da się odgadnąć, jak legenda, przekształcając się, działa w ciągu następnych dziesięcioleci i stuleci”. Przeżywamy jedno z tych przekształceń nie do odgadnięcia jeszcze kilka lat temu. Dziś jest niewyobrażalne w Polsce, aby jakieś zgromadzenie mogło oznajmić, że ono nie ma nic do zawdzięczenia powstaniu warszawskiemu i że ta tradycja nie jest jego.
Względność
Intencją autora książki „Powstanie ’44” było powiedzenie Anglikom, że nie są bez winy, jeśli chodzi o klęskę powstania warszawskiego. Podoba nam się ta intencja. Profesor Norman Davies stawia tezę, że powstanie mogło się skończyć sukcesem, gdyby Wielka Brytania i Stany Zjednoczone przyszły Armii Krajowej z pomocą i nakłoniły do tego także Stalina. Książka jest przyjmowana w Polsce z wielkim entuzjazmem i wcale się temu nie dziwię. Cofa ona naszą świadomość do okresu sprzed 1 sierpnia 1944 roku.
Drugi koniec wojny światowej
Aby zaspokoić roszczenia różnych grup do odszkodowań za skutki drugiej wojny światowej, takie jak zmiana granic i ustrojów, państwo polskie musiałoby wydać 150 miliardów zł. Porównajmy tę sumę z kwotami, o jakie partie toczą zażarte spory w Sejmie między sobą i z rządem. Gdy dotychczas zgłoszone roszczenia okażą się choćby częściowo skuteczne, pojawią się nowe. Ponieważ państwo samo dóbr nie tworzy, musiałoby ono 150 miliardów zł (liczba bardzo zaniżona) odebrać obywatelom
W co brniemy?
Dziennik Życie oskarżył Jana Olszewskiego, byłego premiera, o to, że za łapówkę pomógł ułaskawić bandytę z mafii pruszkowskiej. Gazeta redagowana przez dziennikarzy utożsamiających się z obozem solidarnościowym, którego Jan Olszewski jest jednym z czołowych przedstawicieli, oparła się na zeznaniach gangstera o przydomku Masa. Ten Masa, chcąc uniknąć odpowiedzialności karnej za swoje przestępstwa, zgodził się zostać świadkiem koronnym. Dziennikarze Życia stanęli przed wyborem, komu wierzyć: skruszonemu bandycie z mafii pruszkowskiej czy zasłużonemu, historycznemu działaczowi opozycji demokratycznej







