Wpisy od Jacek Pałkiewicz
Korowajowie
Domy zawieszone nad przepaścią czasu
Do Papui Zachodniej jechałem z uczuciem, że spóźniam się na ostatnie przedstawienie świata, którego za chwilę nie będzie. Nie była to zwykła podróż do egzotycznego plemienia ani kolejna wyprawa po obrazek, który można oprawić w ramkę i pokazywać znajomym przy kolacji. Jechałem raczej z niepokojem świadka, który wie, że dotyka czegoś kruchego i przejściowego. Takich miejsc na ziemi zostało niewiele. Przez całe życie szukałem nie tylko geograficznych krańców, lecz także tych ostatnich szczelin, w których człowiek nie został jeszcze zupełnie zmieniony przez cywilizację. U Janomamów nad Orinoko czułem podobny skurcz serca. Na Andamanach, gdzie Jarawa przez lata bronili swojej samotności strzałami z łuków, również miałem świadomość, że patrzę na resztki dawnego porządku. Teraz ten sam cień wisiał nad Korowajami.
Papua Zachodnia jest jednym z tych miejsc, gdzie sama przyroda długo broniła dostępu do kraju. Dżungla nie potrzebuje drutu kolczastego. Ma bagna, malarię, rzeki bez mostów, wilgoć oblepiającą płuca, ścieżki ginące po kilku krokach, owady, pijawki, upał, mrok i strach. Człowiek przybyły z zewnątrz szybko rozumie, że jego zegarek, mapa, buty trekkingowe, aparat satelitarny i zachodnia pewność siebie są tu tylko dekoracją. Prawdziwym panem pozostaje las. To on decyduje, czy pozwoli przejść, czy zatrzyma cię po kolana w błocie, powali gorączką albo zamieni drogę w zielony labirynt bez wyjścia.
W takim świecie Korowajowie mogli żyć poza naszym widzeniem. Nie znali wielkiej historii, granic państwowych, giełd, parlamentów, wojen religijnych Europy ani naszych ideologii. Żyli w małych klanach, rozrzuceni pośród lasu, w świecie sagowców, duchów, zemsty rodowej, łuków, świń, dzieci, ognia i lęku przed nocą. Ich domy, rumah tingi, zawieszone wysoko w koronach drzew, wyglądają jak gniazda olbrzymich ptaków.
Przez lata Korowajowie istnieli w naszej wyobraźni bardziej jako legenda. Mieszkańcy drzew, wojownicy, kanibale, ostatni ludzie epoki kamiennej – tak łatwo Zachód produkuje etykietki. Potrzebuje ich, aby świat był prostszy i atrakcyjniejszy. Turysta chce „dzikości”, ale podanej bezpiecznie, z biletem powrotnym, przewodnikiem i możliwością zrobienia zdjęcia. Tymczasem Korowajowie nie są rekwizytem. Są wspólnotą ludzi, którzy znaleźli się wobec wyboru właściwie niemożliwego: zostać w lesie albo wejść w naszą cywilizację i niemal na pewno utracić siebie.
Historia Nowej Gwinei znała jednak ludzi, którzy próbowali patrzeć na Papuasów inaczej. Nikołaj Mikłucho-Makłaj, rosyjski badacz z XIX w., nie przybył tu jak właściciel świata. Żył wśród miejscowych, obserwował ich z szacunkiem, próbował zrozumieć ich sposób myślenia, zanim europejska antropologia zdążyła spisać własne zasady. W epoce kolonialnej pychy było to coś niezwykłego. Chciał nawet ochronić Papuasów przed niemiecką ekspansją, proponując rodzaj niezależności pod rosyjskim patronatem. Historia miała inne plany. Miejscowych nikt nie pytał o zgodę. Ale pamięć o Makłaju przetrwała, bo ludzie rozpoznają różnicę między tym, kto przychodzi ich zrozumieć, a tym, kto chce ich urządzić po swojemu.
Jest też w tej części świata polski cień – Jan Stanisław Kubary,
Jacek Pałkiewicz, reporter, odkrywca źródła Amazonki, survivalowy guru, uczył kosmonautów i jednostki antyterrorystyczne strategii przetrwania w nieprzyjaznych środowiskach
Tropikalne wakacje
Słoneczne święta, skoro nie białe
Mamy za sobą długie tygodnie szarej jesiennej aury, a ponadto małe szanse na prawdziwą, śnieżną zimę. Niektórzy myślą o ucieczce nad tropikalne morza z białymi plażami, o ciepłych wakacjach w otoczeniu natury. I wcale nie muszą one być drogie, wystarczy się rozejrzeć w propozycjach czarterowych. Do najsłynniejszych kierunków tego typu należą Madagaskar, Kenia czy Zanzibar. Specjalne oferty dla rodzin, między listopadem a marcem, pozwalają spędzić urlop na Mauritiusie,
Planeta Syberia
Bestseller, który doczekał się VIII wydania, inspiruje dwa pokolenia polskich podróżników
Syberia od zawsze pobudzała moją wyobraźnię londonowskim duchem przygody. Dziś już bym nie zliczył, ile tysięcy kilometrów przemierzyłem w ciągu niemal tysiąca dni – bo tyle ich się nazbierało przez 30 lat – samolotami, terenowymi łazikami, przedpotopowym kukuruźnikiem lądującym w dowolnym terenie, śmigłowcami, końmi, łodziami motorowymi czy kamazami po zamarzniętych rzekach dalekiej Północy. Docierałem do miejsc, do których nawet rosyjscy dziennikarze mieli utrudniony wstęp.
Na Wyspach Kurylskich podziwiałem lasy subtropikalne, a dalej na północ, na Wyspach Komandorskich, jadłem największe kraby i czerwony kawior w nieprzyzwoitych ilościach, bo nic innego nie było w miejscowej stołówce. Kamczatka uwiodła mnie wiecznie ośnieżonymi stożkami wulkanów, z których buchają pióropusze popiołu. Dantejskie piekło istnieje w unikatowej Dolinie Gejzerów, gdzie tytaniczne siły wyzwalają z wnętrza planety fumarole i
Jacek Pałkiewicz, Syberia, Świat Książki, Warszawa 2023, 600 stron, 400 zdjęć kolorowych
Przełomowa papieska autobiografia
„Nadzieja” to duchowy testament, w którym Franciszek pragnął podzielić się swoją osobistą historią
Przetłumaczona na najważniejsze języki świata autobiografia papieża Franciszka pojawiła się także w Polsce nakładem wydawnictwa Świat Książki. „Nadzieja”, której współautorem jest publicysta Carlo Musso, z woli samego papieża pierwotnie miała zostać opublikowana po śmierci Franciszka. Jednak obchodzony tym roku 25. powszechny jubileusz w historii Kościoła katolickiego i potrzeby czasu zdecydowały o rozpowszechnieniu jego spuścizny teraz. Opowiadając po raz pierwszy historię swojego życia, ukazaną na przykładzie wydarzeń, które naznaczyły ludzkość w ciągu ostatnich 80 lat, papież dzieli się początkami idei, które wielu uważa za śmiałe i wyróżniające jego pontyfikat: od odważnych deklaracji przeciwko ubóstwu i niszczeniu środowiska po bezpośrednie wezwania do światowych przywódców, aby wytyczyli inny kurs w takich kwestiach jak dialog między narodami, wyścig zbrojeń, walka z nierównościami. Od wybuchu II wojny światowej w 1939 r. – kiedy przyszły papież miał trzy lata – aż do dziś Jorge Mario Bergoglio prowadzi czytelników za rękę, towarzysząc im w niezwykłej podróży przez dziesięciolecia. Jego głos, zawierający bardzo osobiste wspomnienia, przeplata się z głosem narratora, który w każdym rozdziale rekonstruuje tło historyczne.
„Nadzieja” to duchowy testament, w którym Franciszek pragnął podzielić się swoją osobistą historią z wiernymi na całym świecie. Dyskretnie eksploruje instytucję maleńkiej enklawy, w której przenikają się sacrum i profanum, toczą rozgrywki polityczne, nie brakuje manipulacji, intryg i walki o władzę. Jego poprzednik, Benedykt XVI, przekazał mu „białe pudło”, które było nierozbrojoną miną. U schyłku ośmioletniej misji wspomniał on o oszpeconym podziałami obliczu Kościoła i rywalizacji wewnętrznej. Innym razem, podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, obnażył mechanizmy władzy za Spiżową Bramą: „Ileż brudu jest w Kościele, i to właśnie wśród
Dobrowolny rozbitek
50 lat temu Jacek Pałkiewicz wpisał się w annały dziejów żeglugi, po raz pierwszy pokonując ocean niepokaźną szalupą ratunkową, bez sekstantu i łączności ze światem
Nie ma wyczynu bez ryzyka. Nie ma osiągnięć bez poświęcenia. Nawet dzisiejsi niby-wyczynowcy, walczący z cyfrowymi przeciwnościami losu, muszą poświęcić siedzeniu nad klawiaturą tysiące godzin, by robić to lepiej od innych.
Moja survivalowa gra o przetrwanie zaczęła się na światową skalę dokładnie przed 50 laty. I nie było w niej nigdy dróg na skróty. A rezygnacja często oznaczałaby po prostu wieczny spoczynek. 6 stycznia 1975 r. odbiłem pięciometrową szalupą z żaglem od mola portu w afrykańskim Dakarze. Pozostawiałem za sobą całą cywilizację, zdobycze techniki, kulturę, spory i nadzieje ludzkości. Wydałem się na pastwę Posejdona, aby bez radiostacji, sekstantu, zapasów i zabezpieczeń przepłynąć Atlantyk w charakterze dobrowolnego rozbitka.
Jako oficer pokładowy, nie mając za sobą szkoły morskiej, przez dwa lata pływałem na statkach panamskich i liberyjskich, miałem wtedy możliwość wysłuchać w wielu językach mrożących krew w żyłach opowieści o katastrofach i ich ofiarach. Chciałem dowieść, że umiejętności poparte hartem ducha pozwalają zwielokrotnić szanse przetrwania nawet w najkoszmarniejszych warunkach.
Na co dobrowolnie się skazałem? Na 40 dni dzikich fal, wichrów, wilgoci i słonej skorupy zasychającej na całym ciele. Na rozmyślania o nadziei i sile, na modlitwę o kolejny sprzyjający dzień.
Ale los prócz osamotnienia i dyskomfortu szykował mi jeszcze odcinki specjalne, jak nazwaliby to ścigający się rajdowcy. Wielka, czarna chmura przesłoniła horyzont, dzień zamienił się w wietrzną noc. Zygzaki szklistych piorunów przecięły nieboskłon, a sztorm postawił kilkumetrowe fale i dał im zadanie zatopienia drewnianej łupiny, na której zuchwały żeglarz postanowił wygrać z żywiołem.
Dziś, kiedy wspominam tamte trzy dni i noce, jawią mi się trochę jak z opowieści o Robinsonie. Były jednak do bólu prawdziwe. Przez 70 godzin niemal bez przerwy, jak zapomniany robot przy taśmie fabrycznej, pochylałem się, nabierałem wody z dna łodzi, by zawartość wiadra wylać za burtę. I znów, i jeszcze raz. A wszystko ze świadomością, że za chwilę następna fala poczęstuje mnie setkami litrów słonej wody, zimnej jak pocałunek Królowej Śniegu.
Odpocząć? Zasnąć? Zamknąć piekące od soli oczy? Tak, organizm tego właśnie się domagał. Wiedziałem jednak, że chwila słabości będzie podpisaniem aktu kapitulacji. Wyrokiem do natychmiastowego wykonania. Nie spałem więc, nie jadłem, piłem wodę z niewielkiego baniaka i pracowałem, pracowałem…
Trzy dni mogą się wydać wiecznością. Ale wygrałem swoją batalię. Wyczerpany, lecz zwycięski, zobaczyłem na horyzoncie kubański statek badawczy. Hura! Wygodna koja, ciepłe jedzenie, gwarancja powrotu do domu. Bo i oni mnie dostrzegli. Ale zaraz, zaraz… Jak ja będę patrzył sobie w oczy przez resztę życia? Rano przy goleniu? Dzień dobry, Jacku, który stchórzyłeś wobec wyzwania? Zdziwionych marynarzy i badaczy poprosiłem jedynie o podanie szerokości i długości geograficznej – i popłynąłem dalej.
Tę decyzję dziś, z perspektywy półwiecza
Dubaj – procesy i szokujące tortury
Prawdziwe oblicze świątyni luksusu to brak swobód obywatelskich, represje i niewolnicza praca najemnych robotników Niewiele widziałem na świecie miejsc tak pełnych sprzeczności. Petrodolary zapewniły monarchii absolutnej pobłażliwość świata, który nie ma odwagi złożyć interesów ekonomicznych na ołtarzu walki o prawa człowieka. Panuje przekonanie, że Dubaj to sułtańskie zbytki, godne raju Allacha. W 1990 r. jego horyzont zdobił tylko jeden wieżowiec, dzisiaj jest ich kilkaset. Dla jednych to miejsce wakacji w stylu „Baśni z tysiąca i jednej nocy”, dla
Żyjąc na krawędzi
Pięć dekad porywającej wędrówki Jacka Pałkiewicza Jacek Pałkiewicz: Znakomity podróżnik, dziennikarz, odkrywca źródła Amazonki, synonim przełamywania barier, twierdzi, że życie daje każdemu tyle, ile sam ma odwagę sobie wziąć, a on nie zamierza zrezygnować z niczego, co mu się należy Jeszcze zupełnie niedawno podróżowanie stanowiło doniosły element mojego życia. Potem nagle wszystko zastygło, zabrakło samolotów, kontroli paszportowych i celnych, jet lagu. Przymusowa izolacja w domu stała się utrapieniem. Ustawiczną peregrynację zastąpiła
Dotkliwa klęska
Wiosną 2017 r. wygłosiłem serię prelekcji w Szanghaju. Jedną z nich zorganizowała firma Zhongtai Lighting, lider w sektorze świetlnych aranżacji miast, hoteli, wnętrz galerii sztuki czy świątecznych iluminacji centrów handlowych. Jej prezes Cheng Ke Pei sprawił, że okazała sala, w której występowałem, była wypełniona po brzegi przez słuchaczy ponad 20 narodowości. Obecnych było ośmiu konsulów generalnych. Nie zabrakło także polskiego dyplomaty, Piotra Nowotniaka. Nieoczekiwanie moja osoba wzbudziła zainteresowanie szanghajskich mediów. (…)
Mistrz ucieczki
Uwalnia się z kajdanek i łańcuchów, ale nie jest zbiegiem. Otwiera każdy sejf, chociaż nie jest złodziejem Andrew Basso – iluzjonista Na początku przyszłego roku Kraków, Gdańsk i Warszawę odwiedzi znany na świecie zespół The Illusionists, który w najnowszym europejskim tournée zaprezentuje widowisko „Iluzjoniści: Prosto z Broadwayu” – najśmielsze i najbardziej zaskakujące sztuczki, jakie kiedykolwiek wykonywano na scenie. Niezwykły spektakl magii, iluzji, manipulowania percepcją, czytania myśli oraz znikania. W siedmioosobowej grupie artystów jest jeden z najsłynniejszych








