Wpisy od Wojciech Kuczok
Skwarna rozpacz
Morze to nie mój żywioł; jestem z tych, którym plażowy drink z palemką nijak się nie kojarzy z rajskim odpoczywaniem, wzdrygam się na myśl o wylegiwaniu na słońcu w ciasno zbitym tłumie ludzkich fok. Jestem człowiekiem cienia. Lato jest moim aliantem tylko w planach skalnych włóczęg, bo topi śniegi i odsłania na kilkadziesiąt dni tatrzańskie żleby, którymi mogę podchodzić ku granitowym ostrzom. Większość jaskiń w krasie wysokogórskim też łatwiej dostępna jest latem, oprócz tych niżej położonych, gdzie tylko mroźna zima
Dobra robota
Zbudziła mnie szczekająca sarna. A ściślej: koziołek. Zachodzą pod dom, czasami czymś spłoszone uciekają w niewłaściwą stronę i trafiają pod ogrodzenie. No i masz ci los – stanie taki pod oknami i ogłupiały wzywa ziomków o czwartej rano, trzeba tak się zakraść, żeby go wypłoszyć w stronę lasu. Wszelako tego rodzaju pobudkę zaliczam do wysokich, podobnie jak pianie koguta i ogólnie ptasie radio (choć drozdy z końcem lipca już nie takie skore do śpiewania o brzasku). Jeśli prześpię przedświt, bo natura mnie
Powieść luksusowa
Swawolny harcownik krytycznoliteracki ukryty pod pseudonimem Adam Wrotz wzburzył ostatnio środowisko ludzi pióra tekstem, w którym zarzucał polskim powieściopisarzom, że nie nadążają za rzeczywistością. Oprócz tego, że napisał parę prowokacyjnych bzdur („nie powinno się chwalić pisarza za język, tak jak nie powinno się chwalić lekarza za użycie stetoskopu”) dla przyciągnięcia uwagi i wywołania ożywionej dyskusji, w dzisiejszych czasach zwanej inbą, zmieścił w swoim tekście kilka trafnych i istotnych akapitów. Wrotz umie w internety, od lat tworzy zmyślnie
Sztuka organiczna w dolinie Jasiołki
Jaśliska nie chcą być biedne. Kilka dni temu reporterka dużej gazety udała się w teren, aby sprawdzić, czy najbiedniejsza do niedawna gmina w Polsce wciąż zamierza głosować na PiS. Tekst eksponował wykluczenie mieszkańców, bezrobocie, alkoholizm i plagę samobójstw niczym w opuszczonych pegeerach z pamiętnej „Arizony” Ewy Borzęckiej. Przypadkiem spędziłem tam poprzedni weekend, oczom i uszom nie wierząc. Malownicza ruderyzacja przed laty zwabiła do Jaślisk filmowców (kręcono tu m.in. „Twarz” i „Boże Ciało”), filmy przyciągnęły turystów, w czym
Permanentne wakacje
Nie znoszę słowa urlop, bynajmniej nie z powodu niechęci do germanizmów. Jako urodzony hanys, kery poradzi godać, spolszczenia lub ześląszczenia słów niemieckich wyssałem z mlekiem matki, niektóre z nich poważam szczególnie, jak choćby cudownego szmaterloka. Jest w tym słowie cała chaotyczna trajektoria motylego lotu, w przeciwieństwie do ciężkiego schmetterlinga, który jakoś od razu kojarzy się z messerschmittem, lecącym prosto do celu, przy gęstym ostrzale broni maszynowej. Per analogiam nie lubię „urlopu”, bo jest krótki i surowy
Duch czasu wojennego
Poranna prasówka, mój niegdysiejszy rytuał, w czasie letnim szczególnie przyjemny, bo możliwy do wykonania pozadomowo, ławkowo lub ogrodowo, też już został mi odebrany. Niezależnie od tego, jak wcześnie się budzę, w sklepie już tylko gadzinówki i tabloidy – na ulubioną gazetę, której jestem wierny czwartą dekadę, zbyt wielu chętnych jak na obniżony nakład. „Jako medium trwale opozycyjne, bez reklam spółek skarbu państwa i na każdym kroku szykanowane przez władze, pływamy z otworem nosowym ledwo nad wodą. Budżety poobcinane,
Festiwal flaków
Nie dotknęło mnie jeszcze życie w niedostatku, choć od długotrwałych wygibasów, aby go uniknąć, łupie w krzyżu coraz boleśniej. Jak dotąd nie miałem zatem okazji zweryfikować się w sytuacji ekstremalnej: gdy na przykład alternatywą dla przyjęcia pieniędzy utytłanych reżimowymi łapskami będzie grzebanie po śmietnikach. Nie przymieram jeszcze głodem aż tak, by w halucynacjach wycieńczonego organizmu pojawiła się wizja publikacji w prorządowych organach literackich lub też przyjęcia zlecenia scenariuszowego z TVPiS. Dopóki zatem nie będę całkowicie przyparty do muru,
Życie w ruinie
Matka lubiła się fotografować na tle ruin, bo w dziewiątej dekadzie życia uparła się, że tylko na ich tle wygląda młodo. Ostatnio nadzwyczaj często zaczęła go prosić, aby sobie zrobili wspólne zdjęcie. Z opóźnieniem do niego dotarło, że jest się czym niepokoić. Prekariat odciska się na obliczu, jakkolwiek człowiek by się oszukiwał, że póki ma gdzie spać i co jeść, nie jest źle. Właśnie to „póki co” jest sednem dramatu. Zwłaszcza jeśli dotyczy człowieka po pięćdziesiątce, który powinien już bilansować
Przekaz ostateczny
Tym razem ukroił im się wyjątkowo gruby plaster salami. Zaśmierdziało reżimem na tyle wyraźnie, że nawet najsprawniejsi propagandyści nie zrobią z tego demokratycznego aromatu. „Lex Tusk” to nawet na standardy pisowskie jest rympał wyjątkowy, to już raczej próba generalna zamachu stanu. Kaczyński postanowił sprawdzić, czy po latach rządów PiS lud zdążył znienawidzić III RP bardziej, niż kochał wolność. O ile w ogóle ją pokochał – dla zbyt wielu oznaczała bowiem raczej osierocenie i wykluczenie niż
Święte przywidzenia
Skoro kler co niedziela domaga się podania na tacy dowodów ludzkiej wiary, nie ma co się dziwić, że wierni też pragną materialnych dowodów istnienia Boga. Wiara czyni cuda, zatem jak jedna z drugą święcie wierzy, że zobaczyła na korze boski wizerunek, to znaczy, że go zobaczyła i już. Ja np. zawsze czuję proustowski „nocnik wonności”, jak się kto wysika po szparagach, ale spora część ludzkości nijak tego nie zwącha – o wszystkim decyduje jedna wariacja chromosomu. Jako daltonista o kolorach






