Awans za wierność

Awans za wierność

Lublinianie traktowali radną Helenę Pietraszkiewicz z przymrużeniem oka. Tym większe było zaskoczenie, gdy została wojewodą łódzkim Magistraccy urzędnicy w Lublinie pamiętają, że gdy Helena Pietraszkiewicz została przewodniczącą rady miasta, na pracowników biura rady padł blady strach, bo ćwiczyła ich, ile wlezie. Niektórzy nawet uważają, że wyżywała się na ludziach. – Była trudna we współpracy – słyszę. – Kiedy chciała komuś „przywalić”, była bezwzględna. Wszyscy odetchnęli, kiedy nastał po niej Sławomir Janicki. On był wymagający, ale ludzki. – Lubiła funkcje i zaszczyty – zwierzają się. – Zawsze przy boku prezydenta Pruszkowskiego lub któregoś z lubelskich biskupów. Z początku nie miała prawa jazdy, więc wymogła na Pruszkowskim, aby oddał do jej dyspozycji samochód służbowy wraz z kierowcą. I pan Mariusz woził ją, gdzie tylko chciała. Kiedy na początku grudnia ub.r. nowym wojewodą lubelskim został Jarosław Zdrojewski z PiS, zaczęto mówić, że jego zastępcą może zostać radna Helena Pietraszkiewicz, gdyż bardzo była „po linii i na bazie”. Należała do PiS, szefowała klubowi Prawo i Rodzina, w którym dominowała partia braci Kaczyńskich, uchodziła też za jednego z bardzo zaufanych współpracowników Andrzeja Pruszkowskiego, prezydenta Lublina. Tym większe było zaskoczenie, gdy 26 stycznia br. premier Marcinkiewicz powołał lubelską radną Helenę Pietraszkiewicz na stanowisko wojewody łódzkiego. – Łódzkie ma szczęście, że Helena została tam wojewodą. To pracowita i kompetentna osoba – komentowała Elżbieta Kruk, posłanka i szefowa lubelskiego PiS. – Widać, bardziej doceniła ją Warszawa niż Lublin – informował media radny Zbigniew Wojciechowski, kolega Pietraszkiewicz z klubu Prawo i Rodzina. Trzy razy radna W Wojewódzkim Ośrodku Medycyny Pracy przy ulicy Nałęczowskiej w Lublinie, gdzie przez wiele lat pracowała, nową panią wojewodę pamiętają jako osobę cichą, trochę nawiedzoną, która miała jakieś problemy z „narzeczonym”. W efekcie nie założyła rodziny, a wolny czas spędzała na działce lub w kościele. Była działaczką „Solidarności”, a potem Prawa i Rodziny. – Helenka studiowała na KUL i u nas zatrudniona była jako psycholog – opowiadają w ośrodku. – Przeprowadzała rozmowy z kierowcami, którzy podpadli policji lub ponownie musieli zdawać egzamin na prawo jazdy. Czasami była konfliktowa, ale wiele osób ją lubiło. Niektórzy nawet bardzo użalali się nad jej niespełnionym życiem prywatnym. W 1994 r. Helena Pietraszkiewicz zaskoczyła swoich współpracowników. Okazało się, że z listy wyborczej prawicy wybrana została na radną Lublina. Zaskoczenie było jeszcze większe, gdy w 1998 r., w kolejnej kadencji, wybrana została na przewodniczącą Rady Miasta Lublina. Teraz już nikt nie śmiał się do niej zwracać „Helenko”, tylko „pani przewodnicząca”. W 2002 r. po raz trzeci została radną. Wygrała wybory w śródmieściu (okręg I), gdzie zdobyła 1874 głosy. Lecz mimo tak dużego poparcia na kolejną kadencję przewodniczącym rady miejskiej została nie ona, lecz Sławomir Janicki. Tajemnica magistrackiego sejfu Afera wybuchła kilka miesięcy później, w czerwcu 2003 r. – Spór między Pietraszkiewicz a Janickim będzie pierwszym w Radzie Miasta Lublina, który znajdzie finał w sądzie – informował na konferencji prasowej Jacek Zarębski, dyrektor biura RM. – Co prawda podłożem sprawy jest działalność w radzie, ale chodzi o „uszczerbek”, jaki ponosi osoba fizyczna. Poszło o to, że radni największego prawicowego klubu Prawo i Rodzina postanowili odwołać mniejszościowego prawicowego przewodniczącego Janickiego, twierdząc, że to im należy się fotel szefa rady. I tak się stało. Janickiego odwołano, a na zwolnione przez niego miejsce powołana została Helena Pietraszkiewicz. Jej gwiazda znów zabłysła. I tym razem już na długo. Pietraszkiewicz i Janicki wywodzą się z ruchu solidarnościowego. Janicki był pierwszym prezydentem Lublina w III RP. Jest doktorem matematyki i jako nauczyciel akademicki cieszy się dużym autorytetem w kręgach inteligenckich i naukowych Lublina. Naukowcy z UMCS proszą o anonimowość. – Istnieje ogromna różnica intelektualna pomiędzy doktorem matematyki a panią Pietraszkiewicz. Jego poziom wiedzy, doświadczenie społeczne i polityczne jako działacza zasiadającego w regionalnych i centralnych władzach „Solidarności” są nieporównywalne z mało wyrobioną i niezbyt błyskotliwą, trochę nawiedzoną i egzaltowaną byłą przewodniczącą. Janicki autorytetem cieszył się nawet u radnych z opozycji.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 16/2006, 2006

Kategorie: Kraj