Między zakazem a finansowaniem

Między zakazem a finansowaniem

Na prawo regulujące in vitro Polska czeka od 23 lat

Po długich dyskusjach, sporach i wielkim szumie medialnym posłowie wreszcie zagłosowali. 29 października wielkiego zaskoczenia w Sejmie nie było – do prac w komisjach skierowano pięć z sześciu projektów. Odrzucono jedynie projekt Teresy Wargockiej (PiS), który zakładał penalizację leczenia tą metodą i był w istocie kolejną odsłoną odrzuconego już dwukrotnie projektu Komitetu Contra In Vitro. Do dalszych prac przeszedł natomiast projekt Bolesława Piechy – również zakazujący in vitro, ale już bez karania sprawców. W komisji będzie też projekt Jarosława Gowina. Gowin wprawdzie pozwala niepłodnym się leczyć, ale tylko trochę – w proponowanej przez niego ustawie nie wolno byłoby tworzyć i zamrażać nadliczbowych zarodków, co w praktyce oznaczałoby ogromne zmniejszenie skuteczności zabiegu. Zaakceptowano także projekt (a właściwie pakiet trzech projektów) Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która jako jedyna z tej czwórki zaproponowała rozwiązanie bazujące na wiedzy medycznej i pozwalające tym, którzy zgodnie ze swoim sumieniem chcą poddać się leczeniu, uzyskiwać jak najskuteczniejszą pomoc.

Będzie finansowanie?

Równolegle z sejmowymi dyskusjami powstał rządowy projekt finansowania in vitro. 26 października minister Ewa Kopacz ogłosiła, że leczenie może być darmowe. Dziś walka z niepłodnością jest bardzo kosztowna. Jeśli uda się wprowadzić w życie projekt Ministerstwa Zdrowia, osoby, które wyczerpią inne metody leczenia, będą mogły bezpłatnie przystąpić do zabiegu. Ewa Kopacz ma nadzieję, że finansowanie wejdzie w życie już wiosną 2011 r. Problem w tym, że nie jest pewne, czy do tego czasu w Sejmie uda się przygotować ustawę. Jeśli nie – sytuacja będzie paradoksalna: państwo dopłaci do zabiegów, które nie mają uregulowanych norm prawnych. Jeśli prace nad ustawą przyspieszą – ich ostateczny rezultat będzie miał wielki wpływ także na koszty leczenia. Dziś leczenie metodą in vitro to koszt ok. 10-12 tys. zł. Jeśli nie powiedzie się pierwsza próba, a para ma jeszcze zamrożone zarodki, skorzystanie z nich kosztuje już „tylko” ok. 1 tys. zł. Gdy tych zarodków nie ma, całą procedurę trzeba powtarzać od początku i od początku ponosić wszystkie koszty (a kobietę wystawiać na działanie silnych leków hormonalnych wywołujących hiperowulację). Jednocześnie znacznie zmniejsza się skuteczność leczenia.
Na konkretne rozwiązania Polska czeka od 23 lat, kiedy to prof. Marian Szamatowicz przeprowadził pierwszy zabieg. Pośpiechu w tej sprawie raczej nie można się spodziewać. Rządzący najchętniej chowają głowę w piasek i odwlekają wszelkie decyzje. Ilu z nich naprawdę wiedziało, nad czym głosuje? 22 października podczas debaty o propozycjach ustaw można było zobaczyć niemal pustą salę sejmową. To nie nowość – na debaty przygotowywane do tej pory przez organizacje pozarządowe, lekarzy i kliniki posłowie przychodzili równie niechętnie. We wrześniu ub.r. jedna z gdańskich klinik zorganizowała dzień otwarty, zapraszając kilkudziesięciu posłów – nie po to, by wywierać wpływ, ale po to, aby zademonstrować, jak faktycznie wygląda technika wspomaganego rozrodu. Nie pojawił się nikt.
Ostatnie tygodnie pokazują, jak trudno będzie dojść do porozumienia. Gdy tylko marszałek Schetyna zapowiedział pierwsze czytanie projektów, zawrzało zwłaszcza w mediach i na ambonach. Biskupi grozili ekskomuniką, posłowie nie wiedzieli, jak reagować. Byliśmy świadkami gwałtownego zaostrzania się debaty i jej języka.
Co będzie dalej? Trudno oczekiwać, że między skrajnymi pomysłami uda się wypracować rozsądny kompromis. Poza przegłosowanymi w piątek projektami w pracach komisji są już dwa inne – Joanny Senyszyn, dotyczący przede wszystkim refundacji sztucznego zapłodnienia, i projekt ekspercki, zgłoszony przez Marka Balickiego, a przygotowany przez grupę najbardziej zainteresowanych – lekarzy specjalistów i pacjentów. Niełatwo będzie spośród tak różnych opinii wypracować jedną, spójną wizję ustawy.

Co dalej?

Wizje całkowitego zakazu in vitro raczej nie mają szans na realizację, bo na takie działanie nie ma i nie będzie przyzwolenia społecznego. Problemy z płodnością są dziś powszechne i powszechna jest potrzeba ich leczenia. Projekty Marka Balickiego i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej bazują na najważniejszych zdobyczach naukowych i gwarantują najwyższą jakość leczenia, budzą jednak opór tych, którzy stawiają ideologię ponad medycyną. Istnieje zatem duże niebezpieczeństwo, że w imię źle pojętego kompromisu ostatecznie poparcie zyska pomysł Jarosława Gowina.
Niewykluczone też, że w obliczu tak wielkich różnic żaden projekt nie zyska wystarczającego poparcia, by stać się podstawą obowiązującego prawa, a Polska będzie się kręcić w kółko, nie mogąc ani ustalić jasnych zasad, ani pozostawić sytuacji w obecnym kształcie – bo ustaleń wymaga od nas zarówno Unia Europejska, jak i dobro pacjentów.

Wydanie: 44/2010

Kategorie: Kraj
Tagi: Agata Grabau

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy